Choć ceny paliw, samochodów, części i usług motoryzacyjnych rosną od lat, jedna kwota pozostaje niemal nietknięta przez czas. Chodzi o mandat za pozostawienie auta w miejscu objętym zakazem postoju lub zakazem zatrzymywania się. Kierowca, który zignoruje znak B-35 albo B-36, obecnie ryzykuje karę w wysokości 100 zł.
To stawka, która obowiązuje od 23 lat i zdaniem części ekspertów oraz samorządowców przestała już pełnić funkcję odstraszającą. Dla wielu kierowców sto złotych nie stanowi dziś realnej sankcji, szczególnie jeśli zaparkowanie "na chwilę" pozwala zaoszczędzić czas lub uniknąć dłuższego spaceru, a nawet bardziej się opłaca, niż na przykład ryzykować mandat za brak opłaty w strefie płatnego parkowania.
Właśnie dlatego posłanka Małgorzata Tracz postanowiła zwrócić uwagę na problem i skierowała do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) interpelację dotyczącą podniesienia wysokości mandatów za tego typu wykroczenia.
Dlaczego obecna kara 100 zł budzi coraz większe kontrowersje?
Gdy obowiązujące dziś stawki wchodziły w życie, sytuacja gospodarcza w Polsce wyglądała zupełnie inaczej niż obecnie. Minimalne wynagrodzenie wynosiło wówczas 800 zł brutto. Oznacza to, że mandat w wysokości 100 zł odpowiadał aż 12,5 proc. najniższej krajowej.
Dziś relacja ta jest zupełnie inna. Zarobki wzrosły wielokrotnie, koszty życia również, a kara za złamanie zakazu zatrzymywania się pozostała na tym samym poziomie. W praktyce oznacza to, że jej dotkliwość ekonomiczna jest zdecydowanie niższa niż dwie dekady temu.
Zdaniem autorki interpelacji właśnie ten fakt sprawia, że część kierowców świadomie kalkuluje ryzyko. Jeśli szansa na kontrolę jest niewielka, a ewentualna kara wynosi zaledwie 100 zł, niektórzy uznają, że bardziej opłaca się złamać przepisy niż szukać legalnego miejsca parkingowego.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
- Przeczytaj także: Jechał o 1 km na godz. za szybko. Nie przyjął mandatu i teraz zapłaci za to fortunę
Jakie zmiany w mandatach proponuje posłanka?
Propozycja przedstawiona w interpelacji zakłada zdecydowane zaostrzenie kar. Według postulatu mandat za ignorowanie zakazu postoju lub zatrzymywania się mógłby wynosić od 500 do nawet 1000 zł. Posłanka argumentuje, że taka wysokość kary byłaby bliższa pierwotnym założeniom ustawodawcy. Jeśli bowiem zachować podobną proporcję względem minimalnego wynagrodzenia jak przed laty, mandat powinien dziś sięgać około 600 zł.
W praktyce oznaczałoby to jedną z największych podwyżek w taryfikatorze dotyczącym powszechnych wykroczeń drogowych. Dla kierowców przyzwyczajonych do obecnych stawek zmiana mogłaby okazać się wyjątkowo dotkliwa.
Auto Świat
Parkowanie na polu wyłączonym z ruchu
Czy parkowanie bez biletu jest dziś karane surowiej niż łamanie zakazu?
Jednym z najmocniejszych argumentów przywoływanych przez Małgorzatę Tracz jest porównanie mandatów do opłat dodatkowych pobieranych w strefach płatnego parkowania.
W wielu miastach pozostawienie samochodu bez wniesienia wymaganej opłaty kosztuje więcej niż zaparkowanie w miejscu objętym zakazem. Dla przykładu we Wrocławiu opłata dodatkowa może wynieść 480 zł, a w Warszawie standardowa opłata wynosi 300 zł.
Powstaje więc paradoks. Kierowca, który zostawi samochód bez opłacenia postoju w legalnym miejscu, może zapłacić znacznie więcej niż osoba, która zatrzyma auto tam, gdzie przepisy wyraźnie tego zabraniają. Zdaniem zwolenników zmian taka sytuacja wymaga uporządkowania.
Czy wyższe mandaty rzeczywiście ograniczą problem złego parkowania?
Nieprawidłowo zaparkowane samochody od lat są jednym z największych problemów polskich miast. Auta pozostawiane na chodnikach, przejściach dla pieszych, drogach rowerowych czy w pobliżu skrzyżowań ograniczają widoczność i utrudniają poruszanie się innym uczestnikom ruchu. Szczególnie dotkliwie odczuwają to piesi, osoby z niepełnosprawnościami, rodzice z wózkami dziecięcymi oraz rowerzyści. W wielu przypadkach źle zaparkowany samochód nie jest jedynie utrudnieniem, lecz realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa.
Małgorzata Tracz uważa, że znaczące podniesienie kar mogłoby szybko przynieść efekty. Według szacunków przedstawionych w interpelacji liczba przypadków nieprawidłowego parkowania mogłaby spaść nawet o 25-30 proc. już w pierwszym roku obowiązywania nowych przepisów.
Auto Świat / Filip Trusz
Blokada na koło to nieprzyjemny widok, ale kierowcom się to opłaca, bo mandat za złe parkowanie to 100 zł
- Przeczytaj także: Hubert jechał 120 km na godz. ekspresówką i... 800 zł i 9 pkt mandatu. Ten znak to nie pomyłka
Czy wyższe mandaty działają?
Autorka propozycji przypomina również zmiany w taryfikatorze mandatów wprowadzone w 2022 r. Wówczas za najpoważniejsze wykroczenia drogowe kierowcy zaczęli płacić znacznie więcej niż wcześniej. W niektórych przypadkach grzywny wzrosły z 500 do nawet 2500 zł.
Zwolennicy zaostrzania przepisów podkreślają, że wyższe sankcje finansowe mogą skutecznie wpływać na zachowania kierowców. Posłanka wskazuje przy tym na dane Komendy Głównej Policji, według których liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w 2022 r. była wyraźnie niższa niż rok wcześniej i w kolejnych latach utrzymywała się na podobnym poziomie.
Choć na bezpieczeństwo na drogach wpływa wiele czynników, zwolennicy zmian przekonują, że surowsze kary są jednym z elementów poprawiających przestrzeganie przepisów.
Co dalej z pomysłem podwyższenia mandatów za złe parkowanie?
Na razie propozycja znajduje się na etapie interpelacji parlamentarnej i nie doczekała się jeszcze oficjalnej odpowiedzi ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. To oznacza, że podwyżka mandatów nie jest przesądzona.
Jednocześnie sama dyskusja pokazuje, że temat wraca z coraz większą siłą. W miastach przybywa samochodów, miejsc parkingowych często brakuje, a problem nieprawidłowego parkowania pozostaje nierozwiązany. Jeśli resort uzna argumenty przedstawione przez posłankę za zasadne, kierowców może czekać jedna z najbardziej odczuwalnych zmian w taryfikatorze od lat.
Dla wielu osób największym zaskoczeniem może być jednak nie sama propozycja. Jeszcze większe wrażenie robi fakt, że mandat za złamanie zakazu zatrzymywania się i postoju wciąż wynosi tylko 100 zł, mimo że stawka ta nie zmieniła się od ponad dwóch dekad. Teraz pytanie brzmi nie tyle, czy jest niska, ale czy państwo zdecyduje się podnieść ją nawet do poziomu 1000 zł.