Kto wybiera się stuningowanym samochodem na zlot, ten sam wystawia się na "strzał" ze strony policji. Nie każdy pamięta, że poza ogólnym brakiem przyzwolenia na ostentacyjne łamanie przepisów, do czego w przypływie adrenaliny dochodzi szczególnie łatwo, policjanci od kilku miesięcy mają do dyspozycji przepisy przewidujące drakońskie kary za zachowania, które jeszcze niedawno były normą podczas różnych zlotów fanów motoryzacji.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Policja
Policja zatrzymywała uczestników zlotu jeszcze przed dojazdem na miejsce
Zlot na Nabrzeżu Janówek we Wrocławiu, który odbył się w miniony weekend, przyciągnął nie tylko fanów tuningu, lecz także silną ekipę policjantów drogówki. A jest to dla nich rodzaj "eldorado", bo wśród zmodyfikowanych aut nie brakuje takich, po których od razu widać, że po drogach publicznych powinny jeździć wyłącznie na lawecie. Przykłady? Proszę bardzo: przyciemnione przednie szyby, zbyt szerokie, wystające opony, przyciemnione światła, głośny wydech...
Policja obstawia już drogi dojazdowe do takich wydarzeń. W tym przypadku jeszcze przed początkiem wrocławskiego zlotu policjanci zatrzymywali kierowców stuningowanych aut, wystawiając im 26 mandatów za przekroczenie prędkości. Za mniejsze przewinienia posypały się pouczenia – w sumie miło.
Na miejscu policjanci "trzepali" kierowców pod kątem trzeźwości (wszyscy byli trzeźwi), sprawdzali prawa jazdy (były dwa "trafienia" i dwa wnioski o ukaranie skierowane do sądu) i oglądali samochody. Policjantom szczególnie spodobało się ok. 30 aut. Kto miał drobny problem i był grzeczny, dostał pouczenie, jednak wystawiono aż 19 mandatów.
A mandaty wcale nie były małe: średnia wysokość mandatu wystawionego przez policjantów tego dnia przekroczyła 500 zł, w sumie nazbierało się ponad 23 tys. zł.
Kto pamięta, że zakazane są drift i wyścigi?
Nie każdy pamięta, że od niedawna w Kodeksie wykroczeń i w Kodeksie drogowym stoją przepisy, które wprost zabraniają tzw. driftu — czyli kręcenia bączków samochodami wyposażonymi w napęd tylnej osi. Kiedyś była to ulubiona zabawa uczestników na różnych zlotach samochodowych, dziś nie jest to już zabawa, ponieważ zakaz driftu pojawił się w różnych przepisach wraz z przypisanymi do tego wykroczenia drakońskimi karami.
Art. 86c. § 1. Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu prowadzi pojazd mechaniczny, celowo wprowadzając go w poślizg lub doprowadzając do utraty styczności z nawierzchnią chociażby jednego z kół pojazdu, podlega karze grzywny nie niższej niż 1500 zł.
A jakby tego było mało, za drift policja z miejsca zabiera prawo jazdy na trzy miesiące tak samo jak za wysokie przekroczenia prędkości. Analogiczne konsekwencje czekają motocyklistów jeżdżących na jednym kole.
Jeszcze ostrzej przepisy traktują nieoficjalne wyścigi samochodowe, które są obecnie przestępstwem ujętym w Kodeksie karnym. Za udział w nielegalnym wyścigu grozi kara więzienia (od trzech miesięcy do pięciu lat), zakaz prowadzenia pojazdów oraz wysoka grzywna; gdy w wyniku takiej rywalizacji ktoś zostanie ranny, maksymalna kara rośnie do 10 lat więzienia. W sumie przepisy te przyniosły oczekiwany efekt "mrożący" — doniesień o nielegalnych wyścigach jest mniej, organizatorzy żadnej poważnej imprezy nie przymykają już oczu na takie urozmaicenia swoich wydarzeń.