Nie Elettrica, jak spodziewało się wielu komentatorów, lecz Ferrari Luce. Tak będzie nazywać się pierwszy elektryk w historii kultowej marki z Maranello. Wierzgający kary koń tym razem będzie symbolizować siłę pochodzącą z elektronów, a nie oktanów. Nie trzeba mówić, że już ten fakt wywołał szeroką debatę w świecie pasjonatów motoryzacji. Jakby tego było mało, Ferrari dolało teraz oliwy do ognia, pokazując nieszablonowe, kontrowersyjne wnętrze auta.
Kto zaprojektował wnętrze Ferrari Luce?
Za niecodzienną stylistykę kabiny odpowiada studio LoveFrom. Nic wam nie mówi ta nazwa? Fani iPhone’ów z pewnością dobrze kojarzą Jony’ego Ive, niegdyś głównego designera firmy Apple. To właśnie on, wraz z Markiem Newsonem, prowadzi wspomniane studio. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, niech spojrzy na centralny wyświetlacz. Równie dobrze można byłoby obstawić, że Ferrari zleciło zaprojektowanie kabiny firmie Apple!
Ive i Newson zadbali jednak o coś więcej niż poczucie obcowania z wielkim niespełnionym snem Apple’a, czyli iCarem. Dzięki ich projektowi Ferrari Luce będzie miało szansę uwieść także fanów klasyki — zamiast wszechobecnych ekranów mamy tu mnóstwo fizycznych przycisków i przełączników. To bardzo intrygujące połączenie klasycznego wzornictwa z nowoczesną technologią.
Ferrari LuceFerrari Auto
Kabina Ferrari Luce wygląda jak wyciągnięta z restomoda
W środku Ferrari Luce królują aluminium, szkło i skóra. Centralnym punktem przed kierowcą jest inspirowana klasycznymi wyścigówkami kierownica wyglądająca jak dostarczona przez firmę Nardi — ma trzy smukłe i "gołe" ramiona oraz cienki wieniec obciągnięty skórą. Do tego — naturalnie — łopatki i przełączniki wyglądające jak wyciągnięte żywcem z wolantu bolidu wyścigowego. Szczerze? Trudno uwierzyć, że to element współcześnie zaprojektowanego auta!
Oczywiście do kabiny wdarła się też nowoczesność, choć trzeba przyznać, że projektantom udało się ją całkiem nieźle przykryć analogowym sznytem. Przykład? Trzy osobne zegary przed kierowcą wyglądają jak z klasyka, ale w rzeczywistości są wirtualnym zestawem wskaźników zaprojektowanym z udziałem Samsunga. Tu efekt 3D jest jeszcze ciekawszy niż w nowych Peugeotach — dwa ultracienkie panele OLED nakładają się na siebie, tworząc efekt głębi i wspomniany wygląd analogowych zegarów. Ba, typografia wyświetlana na tych zegarach jest wyraźnie inspirowana lotnictwem i nawiązuje do klasycznych wskaźników Veglia Borletti czy Jaeger.
Ferrari LuceFerrari Auto
Ferrari Luce zadebiutuje już w maju
O fizycznych przyciskach, pokrętłach i przełącznikach była już mowa. Warto jednak dodać, że Ferrari jest z nich niezwykle dumne, bo testy każdego z przełączników trwały na tyle długo, żeby inżynierowie byli usatysfakcjonowani nie tylko z ich precyzji działania, ale też wydawanych przez nie dźwięków.
Aha, jeden z tych przełączników (uruchomienie procedury startowej Launch Control) nawiązuje wprost do lotnictwa, bo został umieszczony nad głową — jak w samolocie. Mimo że Ferrari Luce to elektryk, nie będzie w nim dotykowego przycisku startu na kierownicy jak w modelu SF90. Fani marki nie pokochali tego rozwiązania, dlatego wraca stare, dobre i cenione rozwiązanie — duży szklany klucz umieszczany w konsoli.
Cały czas nie wiemy, jak będzie wyglądać nadwozie, w którym skryje się ten kokpit. Raz mówi się o smukłym sedanie, a raz o shooting brake'u w stylu GTC4 Lusso. Ta zagadka zostanie wyjaśniona w maju, bo to będzie ostatni etap rozłożonej na trzy części premiery auta. Z poprzedniego wiemy już, że Ferrari Luce będzie miało gigantyczny akumulator o pojemności 122 kWh (!), ponad 1000 KM i tylko 2,5 s do "setki". Porsche Taycan może doczekać się poważnego rywala.
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto
Ferrari Auto