OPP to jedno ze skuteczniejszych narzędzi, które kontroluje prędkość na drodze i w dodatku jest dokładne, o ile działają prawidłowo. Z tym był problem w przypadku jednego z punktów, który jest umieszczony na autostradzie A6 Szczecin-Rząśnica. Po kilku dniach zamieszania okazało się, że system był nieprawidłowo skonfigurowany i przez całą majówkę zapisywał wykroczenia, których w rzeczywistości nie było.
Skąd wzięły się błędne pomiary na A6?
O sprawie zrobiło się głośno, gdy doradca prezydenta RP Alvin Gajadhur ujawnił przykład kierowcy, którego średnia prędkość została zawyżona o 7 km na godz. Choć w tym przypadku kierujący faktycznie przekroczył obowiązujące ograniczenie, problem dotyczył nie samego wykroczenia, lecz nieprawidłowego działania systemu odcinkowego pomiaru prędkości. Dodatkowe wątpliwości wzbudziła też rozbieżność dotycząca długości kontrolowanego odcinka drogi.
CANARD, odpowiadając na zarzuty, od początku podkreślał, że przyczyna nie leży po stronie instytucji, lecz po stronie dostawcy technologii. W komunikacie przekazano, że wszystkie wykroczenia zarejestrowane od 29 kwietnia od godz. 12:00 do 4 maja do godz. 9:27 zostały anulowane i nie będą miały żadnych konsekwencji prawnych.
Tak działa odcinkowy pomiar prędkościCANARD
Na czym polegał błąd systemu CANARD?
Po kilku dniach własne wyjaśnienie przedstawiła firma Sprint S.A. w piśmie skierowanym do dyrektora CANARD Andrzeja Kolasy. Spółka przyznała, że podczas legalizacji jednego z dwóch systemów OPP doszło do błędnego wpisania długości odcinka pomiarowego. To właśnie ta nieprawidłowa wartość spowodowała, że system źle obliczał średnią prędkość pojazdów poruszających się w jednym kierunku.
Co istotne, usterkę wykryto po czterech dniach podczas rutynowej kontroli danych systemowych i szybko ją usunięto. Problem polegał jednak na tym, że o wykryciu błędu nie poinformowano niezwłocznie Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. W efekcie przez kilka dni wystawiano mandaty na podstawie nieprawidłowych pomiarów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
- Przeczytaj także: CANARD nie zwalnia. Włącza kolejny odcinkowy pomiar prędkości na A4
Czy inne odcinkowe pomiary też są wadliwe?
Sprint S.A. zapewnia, że po ujawnieniu problemu przeprowadzono dodatkową weryfikację pozostałych urządzeń działających w kraju. Według spółki nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości w innych lokalizacjach. Jednocześnie wdrożono dodatkowy etap kontroli danych na etapie konfiguracji systemów, który ma ograniczyć ryzyko podobnych błędów w przyszłości. Firma poinformowała także o wyciągnięciu konsekwencji służbowych wobec pracownika odpowiedzialnego za pomyłkę.
Na A6 przeprowadzono ponowną legalizację systemu odcinkowego pomiaru prędkości. Przeprosiny wobec GITD i kierowców złożyły zarówno firma Sprint S.A., jak i zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego Marek Konkolewski, który podkreślił, że ani GITD, ani CANARD nie były bezpośrednio odpowiedzialne za incydent.
Co z kierowcami, którzy już zapłacili mandaty?
W przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, że część kierowców zdążyła już zapłacić niesłusznie wystawione mandaty. Według oficjalnych wyjaśnień takie przypadki nie miały miejsca. Wszystkie błędnie zarejestrowane sprawy zostały anulowane jeszcze przed etapem egzekucji należności.
Inaczej wygląda sytuacja firm i osób, które poniosły koszty administracyjne, na przykład za obsługę wezwań przez firmy leasingowe. W takich przypadkach możliwe jest złożenie wniosku o zwrot kosztów do CANARD GITD wraz z kopiami faktur. Po weryfikacji dokumentów wnioski zostaną przekazane do Sprint S.A., która ma dokonać zwrotu poniesionych opłat.
- Przeczytaj także: Dostał 5 tys. zł mandatu za prędkość. Wykręcił się, bo policjant nabazgrał na druczku