W ostatnich latach właściwie we wszystkich markach koncernu Volkswagena należało przeprowadzić gruntowne zmiany. W Seacie właśnie widać pierwsze ich efekty, za to w Audi „Postęp dzięki technice” został zastąpiony cofaniem się przez nieumiejętne zarządzanie, a sam Volkswagen walczy z następstwami afery dieslowskiej i nie wiadomo, ile jeszcze czasu musi upłynąć, żeby firma złapała względną równowagę.

Jedyną marką, w której wszystko pracuje jak w zegarku, jest Skoda. W Mladej Boleslavi dodają ostatnio mocno gazu – już wkrótce rozpocznie się największa ofensywa modelowa w historii marki. Tylko do 2020 r. co 12 miesięcy mają być wypuszczane co najmniej 2 nowe modele.

SUV-y Skody na pierwszy ogień

Najważniejsze trzy właśnie przedstawiamy. Mały SUV na bazie Fabii ma znacząco wpłynąć na liczbę sprzedawanych samochodów, Kodiaq coupé poprawi image marki, a nowy Rapid będzie Golfem Skody – autem do wszystkiego, które może spodobać się niemal każdemu. Do tego dochodzi obietnica Bernharda Maiera, nowego szefa marki: Częściowo zdefiniujemy się na nowo. Rozumiem przez to postrzeganie wartości, więcej niezależności oraz przede wszystkim więcej emocji. Marki koncernu muszą być odpowiednio zadbane i właśnie nad tym pracujemy.

Skoda ma kreatywny dział designu i relatywnie tanią strukturę kosztową, tyle że w rozwijaniu nowych konstrukcji jest uzależniona od firmy matki. Dlatego również tutaj magiczne słowo brzmi „MQB” – modułowa platforma podwoziowa do aut z poprzecznie ustawionymi silnikami. Stosuje się ją w trzech wielkościach pojazdów, od 4 do ponad 5 m długości. Nawet najmniejsze Citigo w następnej generacji skorzysta z tej techniki. Zalety: elastyczność najwyższa z możliwych, jeśli chodzi o miejsca produkcji, a także znacząco obniżone koszty rozwoju i zakupów materiałowych. Zaoszczędzone pieniądze mają iść na rozwój nowych pojazdów – oferta Skody przecież znacząco się rozszerzy. Maier obiecuje, że w przyszłości paleta modelowa będzie jeszcze ciekawsza, a punkt ciężkości mają stanowić SUV-y.

Najważniejszym chyba modelem wśród nowości będzie Polar, który ma reprezentować segment od 15 000 euro, a tym samym zamknie lukę, którą pozostawi przyszła generacja Yeti – auto będzie znacząco większe, ale też i droższe od poprzednika. Z technicznego punktu widzenia Yeti ma bazować na Golfie SUV-ie i Seacie Atece.

Skoda Polar od 2019 roku

Bazą dla Polara będzie Polo SUV, które trafi na rynek w 2018 roku. Ma to wyglądać następująco: Polar powinien mierzyć 4,15 m długości, będzie więc o 15 cm dłuższy od Fabii. Również silniki mają pochodzić z Wolfsburga – chodzi przede wszystkim o 3-cylindrowe jednostki, które będą znacznie mniej palić. Napęd na obie osie i przekładnie DSG trafią na listę opcji. Jeśli wszystko odbędzie się zgodnie z wcześniejszymi założeniami, Polar pojawi się u dilerów w 2019 roku.

Mniej więcej w tym samym czasie kurs na Europę obierze Kodiaq coupé. I gdybyście się nagle zastanowili, dlaczego Kodiaq pisze się teraz przez „q”, spieszymy donieść, że zmiana pisowni nastąpiła bardzo niedawno. Jeszcze pod koniec zeszłego roku była mowa o „Kodiaku” – jak widać, zmiana kierownictwa wpłynęła też na nomenklaturę nowych modeli.

Wersja coupé tego crossovera ma być pozycjonowana powyżej Superba. Dlatego właśnie nie zapadła jeszcze ostateczna decyzja co do tego, czy auto w ogóle trafi do Europy. Pewne jest natomiast to, że mierzący 4,75 m długości SUV pojawi się na chińskim rynku w 2018 roku, także w drogiej hybrydowej wersji plug-in. Nawet z najsłabszymi silnikami auto będzie z pewnością kosztowało ponad 30 000 euro, a gdy doda się do niego kilka „ekstrasów”, cena osiągnie 50 000 euro. Jeszcze parę lat temu sytuacja byłaby nie do pomyślenia – dziś nikogo to już nie dziwi i kierownictwo uważa, że jak najbardziej uda się znaleźć klientów także na takie auta.

Skodę Rapid czeka duża zmiana

Pozostaje jeszcze Rapid. Z obecną generacją Skoda ma znacznie trudniej, niż mogło się początkowo wydawać, gdy auto wchodziło do sprzedaży. Również Seat z Toledo pokrywa raczej rynkową niszę, która do tego w Europie okazała się mniejsza, niż się spodziewano. Na tzw. rynkach wschodzących liftbacki o wyglądzie sedanów sprzedają się co prawda zgodnie z planem, ale w Europie Zachodniej znacznie popularniejsza jest odmiana Spaceback.

Żeby rozkręcić sprzedaż, nowy Rapid ma ładniej wyglądać i być lepiej wykonany. Nie może też zaszkodzić Fabii Combi, która będzie grała mniej więcej w tej samej lidze cenowej. A ponieważ nowa Octavia pójdzie z pewnością nieco wyżej, Rapid wymaga zinterpretowania na nowo. Jeśli Skoda chce osiągnąć zamierzoną wysokość sprzedaży na poziomie 1,5 mln aut, to model wolumenowy, jakim bez wątpienia jest Rapid, musi odnieść prawdziwy sukces.

Naszym zdaniem

Skoda ma wytyczoną ścieżkę rozwoju i konsekwentnie podąża tym śladem. Spośród wszystkich marek koncernu powierzono jej jednak najłatwiejsze zadanie – ma oferować ładnie opakowaną technikę VW w rozsądnej cenie. Czego chcieć więcej?