Pendrive to pamięć podręczna. Wraz z rozwojem elektroniki rośnie pojemność - noszona na "smyczy" kość kiedyś miała 128 MB, dziś wycofuje się 2-gigowe, bo minimalna różnica w cenie powoduje brak zainteresowania. Pojemności sięgają 64 GB!Kupując pendrive'a oceniamy prędkość odczytu i zapisu, obsługiwane systemy operacyjne, ewentualnie masę i gabaryty. My dodatkowo zadaliśmy sobie pytanie, jakie obciążenia jest w stanie znieść urządzenie i czy warto zainwestować we wzmocnione wersje? Do testu "zaprosiliśmy" 4 pamięci: jedną z najpopularniejszych Kingstona, przypadkową, otrzymaną kiedyś z materiałami jednej z firm (będziemy ją określać jako "no name"). Oczywiście postaraliśmy się też o produkty Heavy Duty: Pretec w metalowej obudowie, oraz prosty Corsair "oblany" gumą.Tę grupę pendrive'ów poddaliśmy kilku testom "zmęczeniowym". Po pierwsze wylądowały w błocie. Dla utrudnienia "no name" pozbawiony był ochronnej zatyczki. Wrzucone w błoto zostały przejechane kołem terenówki, następnie wygrzebane i po kilku godzinach umyte. W kości pozbawionej osłony trzeba było najpierw wydłubać błoto z części wkładanej do komputera, ale i to nie przeszkodziłow perfekcyjnym działaniu wszystkich. Bez kłopotu zniosły też mrożenie. Przykładnie za każdym razem rozgrzewaliśmy lub suszyliśmy urządzenie przed umieszczeniem w komputerze.Wyniki testu są pozytywne: nawet proste urządzenia dobrze zabezpieczają dane w wiekszości przypadkowych sytuacji. Dodatkowo przeprowadziliśmy test uderzeniowy - na pendrive'a, z wysokości 1 m, spadał 2-kilogramowy młotek. Tu już wyszły różnice. Pierwszy poddał się "no name". Od początku można było mieć zastrzeżenia do kiepskiej jakości wykonania, po dwóch uderzeniach rozpadł się na kawałki i już "nie oddał" danych. Kingston wygiął się, ale ciągle działał. Tu rozczarowaniem okazał się "pocisk" Pretec. Już pierwsze uderzenie zakleszczyło gwinti uniemożliwiło dostęp do części roboczej. Natomiast Corsair... odbijał młotek, dzięki czemu na pendrive'ie nie pozostały nawet ślady!