W tajniki downhillu wtajemniczali nas członkowie grupy The Old Pricks, z którymi spotkaliśmy się w Myślenicach – polskiej kolebce tego sportu. To tutaj kilkanaście lat temu została stworzona pierwsza profesjonalna trasa zjazdowa. Od tamtej pory powstało wiele nowych miejsc do uprawiania downhillu, sprzęt stał się łatwiej dostępny, a rozwój internetu ułatwił wymianę informacji o technikach zjazdu, wyposażeniu itp. Łatwiej jest też podglądać umiejętności innych dzięki wielu filmikom zamieszczanym w popularnych serwisach wideo.

Właśnie od oglądania zjazdów oraz czytania specjalistycznych forów takich jak dh-zone.com, powinno się zacząć przygodę z ekstremalnymi zjazdami. Jest to skarbnica wiedzy teoretycznej, która uchroni początkujących przed popełnieniem podstawowych błędów. Dobrze jest też pojawiać się na zawodach, gdzie można podpatrzyć zaawansowanych zawodników, a także poznać wiele osób, które chętnie podzielą się swoim doświadczeniem. Środowisko jest niezwykle przyjacielskie, na spotkaniach i zawodach panuje bardzo przyjemna atmosfera.

Następnym krokiem jest zakupienie wszystkich elementów stroju ochronnego (patrz następna strona).Prędzej czy później dojdzie do upadku lub zahaczenia o drzewo, co może skończyć się tragicznie dla rowerzysty bez odpowiedniej ochrony (szczególnie głowy i klatki piersiowej). Dobrze jest też mieć wytrzymałe spodnie i mocne buty. W trakcie jazdy spod kół często wylatują ostre kamienie i gałęzie, które zahaczają o stopy – więc dobra ich ochrona zwiększy przyjemność z jazdy.

Przed rozpoczęciem przygody z downhillem dobrze jest też poświęcić trochę czasu na przygotowanie fizyczne, szczególnie górnych partii ciała. Wbrew pozorom, kilkuminutowy zjazd w trudnym terenie jest bardzo wyczerpującą czynnością. Przez cały czas trzeba kontrolować rower, co przekłada się na ciągłe napięcie mięśniowe (szczególnie ramion i dłoni). Nawet jeśli roweru używa się na co dzień, okaże się, że przy zjeździe z góry, pracują całkiem inne mięśnie.

Dobrze jest więc pójść na siłownię, by móc później w pełni cieszyć się zabawą i nie martwić się brakiem siły do utrzymania kierownicy. Zawodowcy, jak w każdym innym sporcie, przygotowują się do zjazdów przez cały sezon.

Pierwsze zjazdy najlepiej zacząć na rowerze hardtail – bez amortyzacji. Mimo, że przypomina zwykły rower górski, jest wzmocniony, by wytrzymać duże naprężenia. Sztywne zawieszenie pozwala lepiej czuć sprzęt, łatwiej nauczyć się jego zachowań i technicznej jazdy. Co prawda zjeżdżanie po bardzo nierównym terenie jest mniej komfortowe niż z amortyzatorami, jednak ma plusy. Dzięki temu, że rower jest lżejszy, łatwiej się na nim skacze, jest szybszy i – zgodnie z prawami fizyki – łatwiej nim wyhamować.

Kiedy już nabierze się wprawy i doświadczenia, można przesiąść się na rower downhillowy tzw. full – z pełną amortyzacją. Poza zawodami zjeżdża się po trasach na stokach górskich. Rowery downhillowe o skoku amortyzatorów około 200 mm, nie nadają się do podjeżdżania pod górę. Cała siła z pedałowania zostaje utracona zamiast napędzać rower i dochodzi do tzw. pompowania. Dlatego też, aby dostać się na początek trasy, używa się wyciągów. Nie przy wszystkich ciekawych trasach są one jednak dostępne, a poza tym, nie można zabrać ze sobą dodatkowego sprzętu. Bardzo przydaje się posiadanie samochodu terenowego, takiego jak np. Land Rover Freelander 2. Nie tylko łatwo jest poruszać się nim w górzystym terenie, ale pomieści również kilka ram i kół. Dzięki opcjonalnej wannie w bagażniku, nie trzeba martwić się o przewożenie zabłoconego sprzętu.

W downhillu właściwie nie ma sformalizowanych grup. Tworzą się za to koleżeńskie drużyny, których członków łączy wspólna pasja. Na treningu przyjemniej jeździć grupą i łatwiej unikać błędów, które zauważy ktoś, stojąc obok. W trakcie zjazdu można się zatrzymać, omówić dany fragment terenu i zastanowić się, jak go najbardziej efektywnie pokonać. Umiejętności planowania zjazdu i odpowiedniego doboru taktyki do danej trasy można nauczyć się tylko jeżdżąc, a na zawodach zależy od niej zwycięstwo.

Zdecydowanie nie jest to sport dla ludzi bez wyobraźni, jak się stereotypowo uważa. Kluczowe dla bezpieczeństwa jest analizowanie trasy i mierzenie sił na zamiary. Jeśli nie jest się przekonanym co do danej przeszkody, lepiej ją ominąć i wrócić za jakiś czas z większym doświadczeniem.

Biorąc pod uwagę, że na zawodach startuje kilkuset uczestników, którzy w ciągu całego dnia skaczą i zjeżdżają po niebezpiecznym terenie, lekkie kontuzje czy złamania muszą się komuś przytrafić. Jednak gdyby nie to ryzyko, downhill nie byłby tak intrygujący. Bo przecież jeździ się dla adrenaliny, poczucia wolności i oderwania od codzienności. A mało co przyspiesza tętno tak, jak parominutowy slalom między drzewami i kamieniami.