W czasie naszych off-roadowych peregrynacji pokonywaliśmy już bardzo wymagające odcinki błotne, walczyliśmy w głębokim piasku i na skałach, przemierzając szerokie czołgówki i przeciskając się przez gęstwinę lasu. Czasem było łatwo, czasem nieco trudniej, a bywało też tak niebezpiecznie, że strach ściskał gardło. I kto by pomyślał, że podczas naszej najnowszej podróży, której celem stało się dla nas dzikie i piękne Roztocze Wschodnie przy wschodniej granicy Polski, pot będzie nas oblewał, gdy Oplem Antarą wjedziemy na... asfalt. Tak, to nie pomyłka! Ponad 6-kilometrowy przejazd lasemz Nowego Brusna do Łówczej wiedzie najbardziej niezwykłą asfaltówką, z jaką kiedykolwiek mieliśmy do czynienia. To prawdziwy koszmar kierowcy! Dziur w asfalcie - i to ogromnych! - jest tu więcej niż samego asfaltu. Choć jechaliśmy samochodem stosunkowo wysoko zawieszonym, a na pewno wyżej niż zwykłe auto osobowe, niemal co chwilę zwalnialiśmy do zera, pełznąc nad wyrwami i zarazem modląc się, aby nie uszkodzić miski olejowej bądź zawieszenia. Brawa dla polskich drogowców- ich jezdnia to wyzwanie nawet dla off-roaderów. Wyprawa na Roztocze kusiła nas już od dawna. Komukolwiek w redakcji wspominaliśmy o tym miejscu, zewsząd dobiegały zachwyty: "och, tam jest cudownie....", "cisza, spokój, dziko jak w Bieszczadach, tyle że bardziej płasko i bezludnie". Wszystko to prawda, o czym przekonaliśmy się naocznie. Do odwiedzenia tej okolicy gorąco namawiamy także Państwa!Roztocze zapamiętaliśmy przede wszystkim jako krainę sacrum: chyba nigdzie w Polsce nie znajdziecie tak mnogiego skupiska kościołów i cerkwi, kapliczek, posągów, krzyży przydrożnych oraz cmentarzy: chrześcijańskich oraz wschodnich, starych i bardzo starych. Roztocze przez stulecia wielokrotnie przechodziło z rąk do rąk różnych władców, znajdując się na nieustannie wędrującej granicy kultur Wschodu i Zachodu, które na jego obszarze pozostawiły po sobie liczne pamiątki. Szczególnie duży wpływ na ten rejon wywarł Kościół greckokatolicki (bizantyjsko-ukraiński), który wyodrębnił się z prawosławia na mocy Unii Brzeskiej w 1596 r. Liczne cerkwie i cmentarze greckokatolickie są stałym elementem krajobrazu Roztocza. Spotykaliśmy je niemal w każdej wiosce - czasem odnowione i wciąż funkcjonujące, ale często zamknięte na cztery spusty lub chylące się ku upadkowi.Wyznawcy wielu religii żyją ze sobą w zgodzie, czego najlepszym przykładem jest wspólne użytkowanie tych samych świątyń (!) - na przykład dawna cerkiew greckokatolicka w Werchracie należy obecnie do kościoła rzymskokatolickiego, ale czasem odbywają się w niej również nabożeństwa obrządku greckokatolickiego. W każdym razie, kto cierpi na ateizm i źle muz nim, ten znajdzie na Roztoczu lek na swą duszę - trudno tu w boga (jakiegokolwiek) nie wierzyć... Naszą podróż rozpoczynamyi kończymy w Lubaczowie, jednejz największej miejscowości Roztocza Wschodniego. To właśnie o nim Kazimierz Górski - honorowy obywatel miasta - zwykł mówić:"w Lubaczowie czuję oddech Lwowa". Nie ma chyba lepszej rekomendacji, by polecić to miejsce zwiedzającym. Lubaczów znany jest przy tym z obrazu Matki Boskiej Łaskawej, przed którym król Jan Kazimierz składał śluby we Lwowie, ogłaszając Maryję Królową Polski. Cudowny obraz trafił po wojnie najpierw do Krakowa, później właśnie do Lubaczowa, gdzie do dziś wystawiona jest jego kopia (oryginał przeniesiono do Skarbca Katedry na Wawelu). Już kilka kilometrów za Lubaczowem wjeżdżamy na polną drogę, których w tym rejonie nie brakuje. Nasza wycieczka jest jednym z licznych wariantów podróży po Roztoczu. W zależności od stopnia przygotowania samochodu, możemytam wytyczyć wiele innych, urokliwych tras off-roadowych. Ułatwia to tutejsza sieć dróg, które często zostały tylko utwardzone, ale nigdy nie pokryte asfaltem. Bez trudu można znaleźć na Roztoczuwioski, o których drogowcy(i zdaje się politycy też) zapomnieli. Niestety, większość obszarów leśnych jest dla samochodów zamknięta, co oczywiście należy uszanować. Dobrym pomysłem może być więc zabranie na wycieczkę np. rowerów górskich, którymi dotrzemy do miejsc dla samochodów nieosiągalnych. Istnieje niemal stuprocentowa pewność, że przy okazji natkniemy się na cieszące się wolnością jelenie czy dziki. Szczęściarze może zobaczą bobra lub nawet orła bielika.Jako małe dziecko wraz z moim kuzynem uwielbialiśmy bawić się w "żołnierzy", a naszą "bazą" była stara, opuszczona i - na szczęście - płytka studzienka, którą odkryliśmy w czasie wakacji na skraju lasu. Z młodzieńczych fascynacji wojskiem do dziś pozostała mi jedynie książeczka wojskowa rezerwisty, a zamiast generałem stałem się zdeklarowanym pacyfistą. Jednak na widok czołgów czy bunkrów serce zawsze bije mi żwawiej.A Roztocze to raj dla miłośników militariów. Od bunkrów i okopów należących niegdyś do Linii Mołotowa aż się tu roi. Nierzadko są głęboko ukryte w leśnej gęstwinie, ale czasem stoją tuż obok często uczęszczanej drogi. Wiele z nich można swobodnie eksplorować.Atmosferę grozy potęgują przy tym opowieści o aktywnej działalności w tym rejonie w latach 1944-47 Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Jej członkowie kryli się w okolicznych lasach, budując w nich przemyślnie zamaskowane schrony. Jeden z przywódców UPA - "Stiah" - ukrywał się w Lasach Monastyrskich, gdzie został wytropiony i zabity w 1947 r. Trwała już wówczas Akcja "Wisła", której założeniem było przesiedlenie rdzennych mieszkańców m.in. Roztocza (głównie Ukraińców) na Ziemie Odzyskane na zachodzie, ale przede wszystkim likwidacja oddziałów UPA, której członkowie chcieli zapobiec repatriacji ludności ukraińskiej. "Wisła" doprowadziła do niemal całkowitego rozbicia UPA, a jednocześnie do wyludnienia obszarów Roztocza, Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Wiele miejscowości zostało zniszczonych; był to zarazem ogromny cios dla dziedzictwa kulturowego. Ówczesne wydarzenia do dziś budzą liczne kontrowersje, zapisując się jako niechlubna karta zarównow historii Ukrainy, jak i Polski.W roku 2007 prezydenci obu krajów wydali wspólne oświadczenie potępiające Akcję "Wisła".Roztocze Wschodnie uwiodło nas swą niezwykłą historią, duchowością i pięknem krajobrazów. Kto poszukuje wytchnieniaz dala od zgiełku cywilizacji,z pewnością go tu znajdzie. Krach na giełdach całego świata nie czyni tu żadnego wrażenia...