O pięknie Mazur rozpisywać się można bez końca, ale nic nie odda tak doskonale tamtejszego klimatu jak eksploracja najdzikszych zakątków. W końcu to miejsce aspirujące do miana cudu natury, które każdy zobaczyć powinien i dokąd warto wracać. Dla tych, którzy preferują turystykę i są zmotoryzowani, polecamy odwiedziny najmniej znanych Mazur Garbatych.

Pojezierze wśród pofałdowanego krajobrazu polodowcowego poprzecinane jest wijącymi się wśród pagórków drogami, gdzie jazda „czteronapędówką” daje wrażenie niczym nie ograniczonej swobody. Uczucie to będzie wielokrotnie przerywane klimatem miejsc, przy których warto zwolnić lub przystanąć.

Grudniowy roadbook, startuje w Gołdapi, biegnie na północny-wschód, po czym odbija przy trójstyku granic i kieruje się do Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Ruszając spod wieży ciśnień, szybko możemy wyjechać z miasta według roadbooka lub odwiedzić ruiny kwatery Luftwaffe w pobliżu sanatorium (rzadkość na Mazurach).

Nie są to jedyne schrony, jakie możemy zobaczyć z bliska, bowiem przez całe Mazury wiedzie szlak fortyfikacji wojennych. Pierwszym charakterystycznym punktem na trasie są ruiny późnogotyckiego kościoła w Górnym, który zburzony został prawdopodobnie w 1945 r., w czasie II wojny światowej. Obiekt pomimo tego, że jest w dużej części zrujnowany ma w sobie coś magicznego. Dalej, przez kilka chwil, droga będzie się wiła pośród pól i przechodziła z zakrętu w zakręt, tak jak to najbardziej cieszy kierowców.

Po 20 km, miając cmentarz z czasów I wojny światowej, dojedziemy do Dubeninek. Po skręcie z asfaltu w lewo warto zwrócić uwagę na zabytkową aleję jesionową, która kiedyś prowadziła do zabudowań dworskich. Kiedy miniemy stary młyn, znajdziemy się na terenie Puszczy Rominckiej i będziemy poruszali się jedyną dostępną drogą na jej terenie. To jednocześnie ścieżka poznawcza, przy której rozmieszczone są tablice informacyjne. Po 48 km od startu dotrzemy w okolice Żytkiejm, trójstyku granic – punktu najbardziej wysuniętego na północ w czasie wycieczki. Należy pamiętać, że granicę polsko-litewską można przejść bezkarnie, za wkroczenie na teren Rosji grozi kara 500 zł.

Okoliczne tereny należą do najmniej uroczych na trasie, są w dużym stopniu zagospodarowane przez przedsiębiorstwa rolnicze, ale mimo wszystko warto tam zajrzeć i poczuć ducha starego PGR-u. Opuszczamy ponurą momentami okolicę i przenosimy się w ciekawsze rejony, zbliżając do Stańczyków – wizytówki krainy łowców przygód. Po drodze miniemy jeszcze bagna, mokradła, Golubie (wieś będąca na wielu mapach, której nie ma w rzeczywistości), zapomnianą drogę powiatową i dom Stanleya.

Po 67 km wędrówki ujrzymy największe w okolicy poniemieckie wiadukty kolejowe. Niezwykłe jest to, że na początku XX w. jeździła tu kolej, której składy woziły turystów, grzybiarzy i mieszkańców, a także transportowały kruszywo do budowy sieci dróg i mostów z pobliskich głazowisk. Do dziś na Mazurach Garbatych pozostało wiele nasypów, konstrukcji, opuszczonych stacji kolejowych, a nawet szkieletów wagonów kolejowych, których czas dawno minął.

Z wiaduktów Puszczy Rominckiej, mijając przepiękne duże jeziora, podążamy w kierunku Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Droga jest mniej dzika od wcześniejszych, ale równie bogata w atrakcje. Nie sposób tędy przemknąć, nie robiąc postojów. Uwagę przykuwają malownicze pagórki, kamieniste łąki, bobrowiska, okoliczne domostwa czy pamiątki z przeszłości.

Wiadomo – wiele zależy od tego, jaką porę roku wybierzemy na wycieczkę – każda jest inna i odsłania coś niezwykłego. Wracając na trasę dotrzemy wkrótce do Smolnik, gdzie możliwy jest przejazd przez wzgórze, na którym powstały kadry filmu „Pan Tadeusz”. Droga z pięknym widokiem często może jednak okazać się nieprzejezdna – stąd w roadbooku występuje jako opcja, a właściwy szlak poprowadzony jest naokoło. W pobliżu znajduje się taras widokowy, który warto odwiedzić chociażby dla zrobienia pamiątkowego zdjęcia.

Gdy dołem miniemy wzgórze Telimeny wjedziemy w urokliwy leśny szlak. Kawałek dalej napotkamy rozjazd prowadzący na kolejną alternatywną trasę zwaną rycerską (dodatkowe kratki w roadbooku). Znajduje się tam stara droga, która obecnie jest ścieżką poznawczą. Wije się malowniczym wąwozem nad brzegiem jeziora Jaczno. Trasa jest bardzo ciekawa aczkolwiek w zależności od pory roku i przygotowania samochodu może okazać się zbyt trudnym fragmentem. O ile kierujący lubią wyzwania – warto spróbować.

Poruszając się dalej szlakiem, miniemy kolejne niezwykłe miejsca. Do takich zaliczyć z pewnością można najgłębsze w Polsce jezioro Hańcza – bardzo popularny akwen ze względu na różnorodność dna, przejrzystą wodę i dużą głębokość. Tereny wokół to formy polodowcowe, na których do dziś jest wiele pozostałości z przeszłości.

Najbardziej widoczną formą są głazowiska, czyli pola, na których kamienie wyglądają jakby tam… rosły. Ich wielkość jest różna, od małych po 10-metrowej średnicy. W czasie wojny wykorzystywane były jako budulec. Ich pokłady naziemne określano na 15 lat wydobycia, a podziemne na 200 lat. W okolicach głazowiska Bachanowo powoli kończy się nasza podróż.

Do odwiedzenia pozostanie jeszcze tylko największa anomalia magnetyczna w kraju – Szurpiły i urocza góra Cisowa z przepięknym widokiem na okoliczne tereny.Na tym kończymygrudniowy itinerer na górzystym pojezierzu.

Trzymamy kciuki, by postępująca tu cywilizacja nie sprawiła, że okolicę pokryją asfaltowe arterie położone pośród wiatrakowych lasów. To niezwykła część Polski, która zasługuje na utrzymanie tożsamości i regionalnego charakteru, wyróżniając się na mapie. Szczególne podziękowania dla Włodzimierza Babicza (www.socho.org.pl) za przewodnictwo i pomoc w przygotowaniu materiałów.