Poza tym produkcja samochodu musiała za sobą pociągnąć szereg unowocześniających zmian w całym przemyśle dostarczającym podzespoły dla warszawskiej fabryki. Choć dziś brzmi to dziwnie, samochód początkowo był dostępny jedynie na tzw. asygnaty dla ściśle wyselekcjonowanego grona osób w Polsce - zazwyczaj asygnaty otrzymywali "zasłużeni" partyjni notable albo wysocy rangą wojskowi (przypadek naszego zdjęciowego modelu).

Innym sposobem wejścia w posiadanie auta było kupno go za dolary. Reszta społeczeństwa mogła próbować szczęścia w tzw. przedpłatach, ale podobnie jak znane 25 lat później systemy argentyńskie nie dawało to gwarancji uzyskania upragnionego "dużego" Fiata (to określenie weszło w życie na dobre z chwilą wprowadzenia do produkcji Malucha, czyli Fiata 126p, w 1973 roku).

Polski Fiat 125p był konstrukcją opracowaną przez Włochów specjalnie z myślą o polskim licencjobiorcy i wywodził się z Fiata 125. Różnice między oboma modelami polegały głównie na zastosowanej technice - włoski odpowiednik był znacznie nowocześniejszy, choć zewnętrznie auta niewiele się różniły.

Elementy wnętrza, zawieszenie oraz przede wszystkim silnik w naszym Fiacie zostały przejęte ze starszego modelu 1300/1500, który w Polsce był nazywany "wanną" (fot. na historii modelu). Początkowo pod maskę trafiał silnik o pojemności 1295 ccm (mocniejsza, 75-konna wersja 1500 była dostępna od 1969 roku) i mocy 60 KM.

Zdaniem znawców tematu właśnie ta niewysilona jednostka gwarantowała najmniejszą awaryjność. Właściwie eksploatowana (terminowa wymiana oleju, filtrów oraz regulacja zaworów) odwdzięczała się przebiegami minimum 150 tys. km (choć znamy kilka historii o przebiegach rzędu 300 tys. km).

Jeśli Fiat w niego wyposażony jest w dobrym stanie i ma wymieniony również "rozrząd" (koła i łańcuch), motor na biegu jałowym jedynie cichutko "tyka". Niestety, wraz ze wzrostem liczby przejechanych kilometrów do dźwięku pracy silnika wkradają się nieczyste tony.

Oprócz rozrządu są za nie odpowiedzialne przede wszystkim panewki wału korbowego (niefortunnie podpartego jedynie w trzech miejscach), których luzy montażowe były przewidziane dla znacznie gorszych olejów niż obecnie dostępne.

Jeśli użyć muzycznych porównań, to wraz z wiekiem silnik Fiata przestaje brzmieć jak solista i przypomina raczej cały, niezbyt dobrze zorganizowany chór. Ponieważ bardziej wysilona jednostka 1.5 konstrukcyjnie jest identyczna (zwiększenie pojemności uzyskano poprzez rozwiercenie bloku, skok tłoka jest identyczny), to wszystkie wspomniane mankamenty odnoszą się także do niej.

W 1984 r. w ramach unifikacji zmniejszającej koszty produkcji pod maski Fiatów (a w zasadzie już FSO 125p) zaczęły trafiać silniki Poloneza, które pod tym względem wiele się od fiatowskich jednostek nie różnią. Usportowione odmiany Monte Carlo i Acropolis z nowoczesnymi silnikami 1.6 i 1.8 były montowane w krótkich seriach i dziś stanowią prawdziwy rarytas dla kolekcjonerów.

Przednie zawieszenie Fiatów nie zmieniło się właściwie do końca produkcji

Z tyłu montowano początkowo szersze, 4-piórowe resory, za to pierwsze 125p nie miały drążków reakcyjnych, co w połączeniu z wymuszoną przez most sztywną osią sprawiało, że samochód podczas szybkiego pokonywania zakrętów dość mocno się wychylał i lepiej było nie najeżdżać wówczas na nierówności. Całkiem nieźle jak na tamte czasy radziły sobie za to hamulce.

Ich skuteczność zaskakiwała czasem kierowców starszych aut i na tylnych szybach niektórych Fiatów pojawił się napis: "Uwaga, hamulce tarczowe!". Dziś każdy kolekcjoner wiele by dał, aby zdobyć taką naklejkę! Na co dzień posiadacze zmagali się z zawodnym hamulcem "ręcznym" - wyjściem z sytuacji są regularne przeglądy tylnych zacisków.

Prezentowany egzemplarz pochodzi z 1968 roku (numer 2133). Kilka miesięcy temu przeszedł gruntowny remont nadwozia, silnika, zawieszenia i tapicerki. Choć zakres prac był duży, sama naprawa (ze względu na brak wcześniejszych prób reanimacji przez dotychczasowych użytkowników) nie była zbyt skomplikowana.

Problemem były jedynie części - wbrew pozorom nie są one już tak łatwo dostępne, a ceny oryginalnych elementów kształtują się różnie - od kilkunastu złotych, np. za klocki hamulcowe, do 200-300 zł za przedni błotnik starego typu.

Jeżdżącego Fiata sprzed 1975 roku można kupić już za tysiąc złotych. Ceny dobrze utrzymanych lub profesjonalnie odrestaurowanych egzemplarzy mogą przekraczać 10 tys. zł. Duży Fiat doczekał się wielu przezwisk - "kant", "kredens", "Borewicz".

O ile te pierwsze można sobie łatwo wyjaśnić (patrz nadwozie), o tyle ostatnie z nich jest trochę niezrozumiałe. Główny bohater serialu "07 zgłoś się", porucznik milicji, poruszał się takim pojazdem jedynie w pierwszych odcinkach - później towarzyszył mu biały Polonez. Ale to już inna historia...