• Obecnie właścicielem samochodu jest druga żona doktora Jeana Bonzela, który niegdyś był osobistym lekarzem prezydenta Georges’a Pompidou
  • Żeby dostać się z Aix-en-Provence do Bordeaux czy z Angers do Brestu prezydenci Francji wykorzystywali seryjne samochody
  • Samochód był gotowy na początku 1968 r., ale wobec studenckich zamieszek wyjechał na ulice pierwszy raz dopiero w listopadzie

Petit-Clamart koło Paryża, 22 sierpnia 1962 r. Letni wieczór zakłócają strzały oddane przez francuskich nacjonalistów. Chcą zabić prezydenta Charles’a de Gaulle’a, gdyż ten zamierzał ogłosić niepodległość Algierii. Spośród 187 wystrzelonych kul ani jedna nie trafiła prezydenta. Strzelali jak do świni – powiedział tego samego wieczoru prezydent do premiera Georges’a Pompidou.

Czy to samochód uratował życie prezydenta? Wprawdzie jedna opona była przebita, ale w dalszym ciągu autem dało się uciekać, a stabilny tor jazdy był zasługą hydropneumatycznego zawieszenia.

Pałac Elizejski w 1964 roku zdecydował, że niezbędna jest reprezentacyjna limuzyna, która będzie wykorzystywana podczas parad. Wobec przeprowadzonego zamachu nieznane były zalecenia dotyczące budowy pojazdu, wydane przez szefa bezpieczeństwa. Wszystko to było objęte tajemnicą. W każdym razie logicznym stało się to, że samochód musi spełniać trzy podstawowe kryteria.

Po pierwsze: mieć taką samą technikę w zawieszeniu, jak model DS; po drugie: znacznie wyższą moc niż DS, żeby móc zapewnić jak najszybszą ucieczkę z miejsca ataku; wreszcie po trzecie: zamknięte, opancerzone nadwozie. Wszystko dla bezpieczeństwa głowy państwa. Było to nieco wbrew de Gaulle’owi, który podczas paradnych przejazdów chętnie pokazywał się rodakom i preferował kabriolety.

W ciągu 4 następnych lat Citroën pracował nad okazałą reprezentacyjną limuzyną. Pomysł na kabriolet nie został całkiem zarzucony przez Citroëna i studio Henriego Chaprona, który z firmą samochodową współpracował od 1961 roku. Wymyślili, że wezmą wersję Landaulet, ale z tyłu nie będzie składanego miękkiego dachu, lecz przykrycie z metalu.

W 1968 roku de Gaulle otrzymał dużą zakrytą limuzynę. Kierowca siedzi w niej pomiędzy 1-ramienną kierownicą a wygiętą szybą. Wygląda to tak, jakby samochód swoją budową chciał pokazać, kto tu jest prezydentem, a kto jego sługą.

Chapron chciał zbudować więcej prezydenckich DS-ów, i to zarówno z otwieranym dachem, jak i bez niego. Citroën pragnął sprzedać je innym władcom. Jednak żaden potentat ani dyktator nie chciał zamówić takiego samochodu. Zatem te drogie zderzaki i na nowo zaprojektowana deska rozdzielcza pozostały jednostkowym przypadkiem.

Może spowodował to silnik? Bowiem nie tylko genialny układ jezdny, lecz także zmęczony 109-konny motor pochodził z DS 21. Na paradne przejazdy był bardzo dobry, ponieważ charakteryzował się cichą pracą. Dzięki krótkim przełożeniom ręcznej skrzyni oraz miękko działającemu pedałowi sprzęgła szofer nie mógł, choćby nawet chciał, sprowokować szarpnięcia podczas ruszania. Jednak dla ochrony prezydenta, która chciałaby ewakuować go z miejsca zamachu, ten pojazd nie był dobry.

Na szczęście de Gaulle nie musiał już więcej uciekać. Samochód wykorzystano pierwszy raz 26 listopada 1968 roku. Od tego czasu de Gaulle tylko kilka razy zajął w nim miejsce i z jego pokładu pozdrowił rodaków. W następnym roku, 28 kwietnia, zrezygnował z prezydentury.

Następca Georges Pompidou rzadko korzystał z tej limuzyny. Lubił sportowe samochody, prywatnie miał Porsche 356, a jako reprezentacyjny pojazd zażyczył sobie 4-drzwiowy kabriolet SM.

DS-a kupił osobisty lekarz Pompidou i dołożył go do swoich dwóch Citroënów 15 CV ze specjalnymi karoseriami Chaprona i Farnaya. Tym samym samochód doczekał się spokojnej emerytury.