Siadasz i podziwiasz szklaną kopułę. Przed tobą mocno wybrzuszona przednia szyba. Obok boczne szyby – oczywiście, również wypukłe. Słupki dachowe także zostały wygięte, tak żeby jak najbardziej zniknęły z pola widzenia kierowcy. Pojedyncza wycieraczka przedniej szyby nie zgarnia nic więcej z jej powierzchni niż to naprawdę konieczne.

A zatem siedzę w tej niesamowicie doświetlonej przestrzeni, nad sobą mam niebo zasłonięte resztkami dachu – również jasne – i myślę o dwóch rzeczach, które tutaj do siebie nie pasują. Z jednej strony Ferruccio Lamborghini, który specjalizował się początkowo w produkcji ciągników rolniczych. Z drugiej – nowoczesna technika lat 60. amerykańskich koncernów samochodowych i ich odrzutowe czy też atomowe fantazje na temat napędów. To wszystko zwieńczone szklaną kopułą. Zatem projekt, który wygląda jak prawdziwe auto przyszłości.

Pytanie tylko, dlaczego właśnie rustykalni Europejczycy tę amerykańską lekkość zastosowali w seryjnym aucie, a mianowicie w Lamborghini 400 GT 2+2, które weszło do produkcji 50 lat temu. Jednak o tym porozmawiamy później. Teraz zajmiemy się tym, co najważniejsze – silnikiem.

Pod maską tego pojazdu pracuje 12-cylindrowy silnik z sześcioma podwójnymi gaźnikami Webera i o pojemności skokowej 3929 ccm. Tę samą jednostkę napędową wykorzystano w modelach: Miura, Islero, Espada, Jarama i Countach, czyli tak naprawdę we wszystkich Lamborghini do lat 80. W tym samochodzie motor generował moc 330 KM, co wówczas było rekordową wartością, a dzisiaj nawet trudno w to uwierzyć. Dźwięk ma szlachetny, a jednocześnie potężny.

Jak to możliwe, że producentowi maszyn rolniczych udało się zbudować tak futurystyczny pojazd? Na początku lat 60. Ferruccio Lamborghini zaprosił do współpracy kilku specjalistów. Giotto Bizzarrini pracował przy budowaniu wyścigowego Ferrari Testarossa i 250 GTO, a dla Lamborghini skonstruował silnik. Zatrudniony wcześniej przez Bertone projektant Franco Scaglione był odpowiedzialny za nadwozie. Auto miało kanciasty tył i długą maskę, a do tego maksymalnie wyoblone szyby i przypominało amerykańskie fantazyjne projekty aut. Po wprowadzeniu w 1966 roku modelu 400 GT 2+2 Lamborghini awansowało do grona poważanych producentów samochodów.

Z racji tego, że auto miało tylną kanapę, zastosowano panoramiczną tylną szybę. Dzięki temu pasażerowie z tyłu mieli więcej miejsca nad głowami. Taką samą swobodę zapewniał również produkowany w niewielkiej liczbie poprzednik – 350 GT. Firma Touring, produkująca karoserię zmieniła wstępny projekt nadwozia, a tym samym dodała wyoblone elementy oraz trudne w wykonaniu wloty powietrza.

Ferruccio Lamborghini twierdził, że wszystkie dotychczasowe samochody typu GT mają jakieś niedomagania: Teraz chcę zbudować nieskazitelne GT. Samochód miał być lepszy od wszystkiego, co do tej pory wyprodukował przemysł motoryzacyjny. Ten, kto chce osiągnąć taki cel, musi mieć dużo odwagi oraz pieniędzy. Dowodem na to jest producent maszyn rolniczych i jednocześnie futurystycznie wyglądającego sportowego auta.

Czy dążenie do perfekcji się powiodło? Pewnych niedomagań nie udało się uniknąć, ale obecnie są one dowodem na unikalność ręcznie wykonanego pojazdu. Przykładowo skrzynia okazuje się wrażliwa i podczas redukcji na drugi bieg trzeba to robić powoli, bo inaczej słychać zgrzyt. Niektórzy kierowcy stwierdzą, że pedały zbyt ciężko działają, ale to już rzecz gustu.

Pewne jest, że podczas prowadzenia tego pojazdu znalezienie idealnego toru jazdy będzie trudne. Po pierwsze dlatego, że ręce się pocą, gdy ma się świadomość tego, że trzyma się nimi kierownicę samochodu, który kosztuje ponad pół miliona euro. Spocone ręce sprawiają, że gładka kierownica robi się jeszcze bardziej śliska. Po drugie, do tego wszystkiego dochodzi jeszcze to, że 400 GT niczym łódź reaguje z opóźnieniem na polecenia wydawane przez układ kierowniczy. Zatem nie warto silić się na dynamiczne podróżowanie krętymi odcinkami dróg – znacznie lepiej zrelaksować się i jechać spokojnie.

Zawieszenie okazuje się fantastyczne – nie wyczuwa się tu ani twardości nowoczesnych aut, ani tendencji do nadmiernych przechyłów w stylu starych samochodów. No i ten silnik. Przy 3 tys. obrotów zaczyna wyć, do 4 tys. wchodzi z lekkością i nawet gdy nie wykorzystuje się w pełni mocy ponad 300 KM, można szybko dojechać do kolejnego zakrętu – najczęściej zbyt szybko.

Z racji sposobu prowadzenia, mocnego silnika, a także ceny, jaką osiąga obecnie 400 GT, trzeba mieć dużo odwagi, żeby prowadzić taki samochód. Pamiętajcie jednak o tym, że bez odwagi, nie osiągnie się sukcesu. I właśnie taką naukę można wyciągnąć z biografii Ferruccia Lamborghiniego – producenta maszyn rolniczych oraz… sportowych samochodów.

Naszym zdaniem

Tacy restauratorzy, jak Wolfgang Instinsky z warsztatu specjalizującego się w Lamborghini, zazwyczaj znają historię poszczególnych egzemplarzy i wiedzą, kto nad nimi pracował. Podczas zakupu ich wiedza jest ważniejsza niż to, jaki przebieg ma konkretne auto, jaki jest kolor lub czy klimatyzacja jest fabryczna, czy później zainstalowano ją na osobne zamówienie. W ciągu 50 lat praktycznie każde z tych aut było odnowione. Ceny tego modelu zależą od zakresu przeprowadzonych prac.