• Kontroluj ciśnienie powietrza w kołach raz w miesiącu lub wtedy, gdy pojawią się objawy usterki
  • Jeśli masz w samochodzie pośredni system TPMS (z przyciskiem „SET”), resetuj go zawsze po dopompowaniu kół
  • Reaguj natychmiast na sygnał układu TPMS o usterce, nawet jeśli często pojawiają się fałszywe alarmy

System TPMS (Tire Pressure Monitoring System – układ kontroli ciśnienia w kołach) wcale nie musi wykorzystywać czujników z radiowymi nadajnikami umieszczonymi w kołach. Czujniki podwyższają koszt produkcji auta i są uciążliwe w eksploatacji, dlatego producenci samochodów coraz częściej decydują się na tańszą wersję układu, która obywa się bez nich. To, że w kole jest za mało powietrza, można przecież ocenić po tym, że zmniejsza się jego średnica, prawda? 

Tak zwany bezpośredni system TPMS składa się z czujników w kołach, zintegrowanych z zaworkami. Czujniki mierzą ciśnienie i temperaturę powietrza, są wyposażone w nadajnik radiowy i baterię. W sytuacji spadku ciśnienia powietrza czujnik reaguje niemal natychmiast – wysyła sygnał do sterownika i już po chwili kierowca widzi na wyświetlaczu komunikat: „utrata ciśnienia w prawym przednim kole”! 

Bezpośredni system TPMS jest jednak drogi: komplet czujników ciśnienia kosztuje nawet ok. 1000 zł, wymiana opon jest trudniejsza, dochodzi konieczność (w większości przypadków) warsztatowego programowania układu przy okazji każdej sezonowej wymiany kół czy też opon. Czujniki TPMS mają trwałość rzędu kilku lat – potem baterie się wyczerpują i nie sposób ich wymienić. A teraz wyobraźcie sobie: chcielibyście mieć drugi sezonowy komplet kół, ale dowiadujecie się, że oprócz kompletu opon (np. 1200 zł) musicie dokupić komplet felg (800 zł) i do tego komplet czujników (1000 zł), a potem jeszcze podczas sezonowej wymiany kół będziecie musieli zawsze odwiedzić warsztat, mimo że macie własny garaż i narzędzia, by zmienić koła samodzielnie. Kupicie? Być może nie. Z tych względów rynek zdobywają pośrednie układy TPMS.

Pośredni układ TPMS wykrywa spadek ciśnienia powietrza na podstawie zmiany średnicy zewnętrznej koła (to, które kręci się szybciej, domyślnie ma mniej powietrza), a także drgań, których częstotliwość zależy od twardości opony. Taki system nie podaje dokładnej wartości ciśnienia w poszczególnych kołach, ale potrafi wykryć usterkę… z czasem. Żeby zminimalizować liczbę fałszywych alarmów, systemy są tak projektowane, by ignorować niewielkie zmiany w zachowaniu kół.

Pośredni system TPMS ma tę wadę, że w razie utraty ciśnienia wcale nie musi zadziałać w porę, a w przypadku nagłej utraty powietrza w kole niemal na pewno podniesie alarm na tyle późno, że mało czujny kierowca zdąży zniszczyć felgę albo spowodować niebezpieczną sytuację na drodze. A co się stanie, gdy wymienisz koło, instalując na miejscu uszkodzonego takie samo, tylko napompowane „z zapasem”? Przygotuj się na... chwilę grozy. 

Załóżmy, że zmieniłeś lewe przednie koło, a „zapas” był napompowany do nieco wyższej wartości niż potrzeba w przednim kole twojego auta, czego jednak na drodze nie możesz bez ciśnieniomierza od razu skorygować. Jedziesz zatem, mija dziesięć minut, kwadrans, 20 minut… Ding-dong – w aucie włącza się dźwięk alarmu, na pulpicie zapala się napis: „utrata ciśnienia w prawym przednim kole”! Ty już nie masz drugiego „zapasu”, ale spokojnie: jeśli z lewej strony pojawiło się koło napompowane bardziej niż trzeba, to system stwierdza, że z prawej strony jest powietrza za mało, a prawda w tym przypadku jest nieco inna. 

Wystarczy wiedzieć: po wymianie koła należy przy najbliższej okazji sprawdzić ciśnienie, a po sprawdzeniu i skorygowaniu go we wszystkich kołach należy system zresetować (czego nie robi się w autach z bezpośrednim układem TPMS).

Od chwili resetu system potrzebuje ok. 20 minut jazdy, żeby się dostosować do nowych warunków – dopiero po tym czasie zacznie działać (w miarę) poprawnie.