Pomocy! Wjechał mi w auto, a teraz nie chce wzywać policji. Co robić?

— Rozbił mi samochód, a teraz prosi, żeby nie dzwonić na policję, co mam robić? — z takim pytaniem zadzwoniła do mnie ostatnio roztrzęsiona znajoma Asia. To nie pierwszy taki telefon, jaki odebrałem w ostatnich latach, sam też byłem już w podobnej sytuacji. Więc wyjaśniam!
To, że ktoś koniecznie chce uniknąć spotkania z policją, powinno zapalić nam czerwoną lampkę, ale to jeszcze nie znaczy, że to próba oszustwa albo że mamy do czynienia z przestępcą. Nie ma żadnego przepisu w polskim prawie, który bezwzględnie wymagałby wzywania policji do zwykłej kolizji między autami. W sytuacji, kiedy nie ma rannych czy zabitych, wszyscy uczestnicy zdarzenia są trzeźwi, kierowcy mają prawo jazdy, nie ma wątpliwości co do przebiegu zdarzenia i do winy, to nie ma też powodu, żeby dzwonić na policję.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Uwaga! Są kraje, w których prawo nakazuje wezwanie policji nawet do drobnej parkingowej obcierki, a bez policyjnego protokołu trudno dostać odszkodowanie — tak jest np. w Rumunii.

Policja przyjedzie i kogoś ukarze

Wezwanie policji do kolizji niemal zawsze kończy się przykrymi konsekwencjami — osoba uznana za sprawcę musi się liczyć z wysokim mandatem z paragrafu "Niezachowanie należytej ostrożności na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu i spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez kierującego pojazdem mechanicznym" za co grozi 10 punktów karnych, 1 000 zł mandatu plus dodatkowo mandat za naruszenie przepisu, które bezpośrednio doprowadziło do kolizji, np. za przejazd na czerwonym świetle, nieustąpienie pierwszeństwa.
Co ważne — jeśli na miejsce przyjeżdża policja, to nie ma większego znaczenia, który z uczestników zdarzenia poczuwa się do winy — opinia funkcjonariusza bywa zupełnie inna. Czasem płaci ten, kto policję wezwał, bo policjant uzna, że to on jest winny, albo ukarani zostają obaj uczestnicy zdarzenia jako współwinni. Jeśli na miejscu zdarzenia była policja, to ubezpieczyciel przy rozpatrywaniu sprawy będzie się kierował policyjną notatką, a nie deklaracjami uczestników zdarzenia.
Kolejny problem przy wezwaniu policji na miejsce: jeśli uszkodzenia auta są poważniejsze niż rysy czy wgniotki (np. stłuczone światło, urwane lusterko, rysa na szybie, ostra krawędź pękniętego zderzaka) to funkcjonariusze prawdopodobnie zatrzymają dowód rejestracyjny auta i zakażą dalszej jazdy. No i oczywiście, wzywając policję do kolizji, trzeba się liczyć z tym, że trochę to potrwa — zwykłe stłuczki traktowane są zwykle jako zdarzenia o niskim priorytecie, a w dodatku policyjne czynności (wypisanie dokumentów, sprawdzenie uczestników itd.) swoje trwają.
Jeśli są ranni, to nie jest to już zwykła stłuczka – policja musi przyjechać na miejsce!
Jeśli są ranni, to nie jest to już zwykła stłuczka – policja musi przyjechać na miejsce!Mariusz Kamiński / Auto Świat

Kiedy koniecznie trzeba wezwać policję do kolizji?

W niektórych sytuacjach po prostu nie wolno lub nie należy przychylać się do próśb o niewzywanie policji. Niekiedy niewezwanie policji może być przestępstwem!
  • Jeżeli w zdarzeniu są poszkodowani, to mamy do czynienia nie z kolizją, a z wypadkiem drogowym. Tu przepisy są jasne i oczywiste!

Art. 44 ust. 2 pkt 1 ustawy — Prawo o ruchu drogowym

"Jeżeli w wypadku jest zabity lub ranny, kierujący pojazdem jest obowiązany (…)

wezwać zespół ratownictwa medycznego i Policję"

Uwaga! Nie ma żadnego znaczenia, że np. potrącona osoba nie chce, żeby wzywać pomoc i policję — to ustawowy obowiązek! Jeśli np. później okazałoby się, że obrażenia są poważne, to za niewezwanie pomocy można mieć naprawdę poważne problemy, nie tylko z prokuratorem, ale i z ubezpieczycielem. Otarty łokieć, rozbity nos, podbite oko — to też obrażenia, które sprawiają, że mamy do czynienia z wypadkiem, w którym jest osoba ranna.
  • Jeżeli zachodzi podejrzenie przestępstwa, np. jeśli którykolwiek z prowadzących może być pod wpływem alkoholu lub narkotyków, jeżeli próbuje uciekać z miejsca zdarzenia, jest prawdopodbne, że nie ma uprawnień do prowadzenia pojazdu, albo że bezprawnie poruszał się pojazdem (np. auto może być kradzione). W takiej sytuacji trzeba koniecznie wezwać policję, nawet jeśli np. sprawca usiłuje nas przekupić pieniędzmi, próbuje zastraszać czy brać na litość.
Policję trzeba wezwać, jeśli dokumenty wyglądają na podrabiane, przerabiane, są zniszczone albo nieczytelne.
Od pewnego czasu sporym problemem jest to, że wielu kierowców poruszających się po polskich drogach ma dokumenty, które najwyżej odlegle przypominają europejskie prawa jazdy, dowody rejestracyjne czy polisy OC. Jeśli którykolwiek z tych dokumentów budzi wątpliwości — na wszelki wypadek lepiej wezwać policję.
  • Jeżeli domniemany sprawca może nie mieć ważnej polisy OC, też należy wezwać policję! W przypadku aut zarejestrowanych lub ubezpieczonych w Polsce (np. z wykupionym ubezpieczeniem granicznym) sprawa jest bardzo prosta — wystarczy wejść na stronę Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (ufg.pl), wejść w zakładkę baza oc/ac, sprawdzenie OC sprawcy wypadku, wpisać numer rejestracyjny auta i otrzymamy informację o tym, czy auto jest ubezpieczone i w jakim towarzystwie ma wykupioną polisę. Uwaga! Warto zwrócić uwagę, czy zgadza się samochód, do którego przypisane jest ubezpieczenie, czy nie są to tablice z innego auta. Jeśli model z polisy nie zgadza się ze stanem faktycznym — wzywamy policję!
Jeżeli sprawca ma zagraniczną polisę albo ubezpieczenie typu Zielona Karta, warto upewnić się, czy jest ono ważne. Zagraniczny ubezpieczyciel powinien mieć w Polsce swojego reprezentanta ds. roszczeń. Można go znaleźć za pośrednictwem strony Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) — w razie wątpliwości warto zadzwonić na gorącą linię ubezpieczyciela i sprawdzić, czy polisa rzeczywiście jest ważna.
  • Jeśli uczestnik kolizji nie chce podać swoich danych, do czego zobowiązuje go prawo,

art. 44 ust. 1 pkt 4 Prawa o ruchu drogowym

(…) w razie uczestniczenia w wypadku drogowym (...) kierujący ma obowiązek podać swoje dane oraz dane ubezpieczenia na żądanie drugiego uczestnika.

  • Jeżeli uczestnik zdarzenia próbuje uciec z miejsca wypadku — nawet jeśli mu się to nie udało, to i tak to wystarczający powód, żeby wezwać policję.
  • Jeśli zostało uszkodzone mienie publiczne lub należące do innych osób niż te, które są na miejscu i które da się od razu zidentyfikować — np. w przypadku uderzenia w znak, zniszczenie barierek, lepiej wezwać policję albo straż miejską, a w przypadku infrastruktury drogowej można spróbować natychmiast — jeszcze z miejsca zdarzenia — poinformować o tym zarządcę drogi. Chodzi o to, żeby uniknąć podejrzenia, że odjeżdżając z miejsca, próbowaliśmy uniknąć odpowiedzialności. Ucieczka z miejsca zdarzenia powoduje, że za szkody trzeba zapłacić z własnej kieszeni, ponieważ ubezpieczenie wtedy nie działa.
  • Jeżeli uczestnicy nie są zgodni co do tego, jak doszło do kolizji albo kto jest winny. Jeśli sprawa nie jest oczywista, nie da się ustalić spójnej i akceptowalnej dla wszystkich uczestników wersji tego, jak do zdarzenia doszło i kto jest winien, albo mamy po prostu wątpliwości co do dobrych intencji drugiej strony — lepiej wezwać policję.
Uwaga! Czasem obowiązek wezwania policji nie wynika z okoliczności czy przepisów, ale np. z umowy użyczenia lub najmu pojazdu, warunków firmy leasingowej czy konkretnej polisy ubezpieczeniowej. Niektórzy pracodawcy wymagają tego w przypadku aut służbowych. Jeśli jedziesz nie swoim autem, sprawdź, jakie są wymagania właściciela samochodu — może się okazać, że np. w razie braku policyjnej notatki ze zdarzenia zostaniesz obciążony dodatkowymi kosztami.

Jeśli nie wezwiesz policji do kolizji

Nie możesz popełnić błędu, przez który ubezpieczyciel mógłby odmówić wypłaty odszkodowania!
Zanim usuniecie rozbite auta z drogi, w miarę możliwości zrób zdjęcia, które pozwolą określić przebieg zdarzenia — umiejscowienie pojazdów, uszkodzenia, ślady hamowania.
Stłuczka to nie powód, żeby koniecznie wzywać policję. Jeśli wszystko jest jasne, nie ma sensu ryzykować mandatu.
Stłuczka to nie powód, żeby koniecznie wzywać policję. Jeśli wszystko jest jasne, nie ma sensu ryzykować mandatu.Daniel Tadevosyan / Shutterstock
Sprawdź dokumenty drugiego uczestnika zdarzenia — poproś go o pokazanie prawa jazdy, dowodu osobistego. Obejrzyj dokumenty auta. Sprawdź, czy i gdzie samochód ma wykupioną polisę OC (instrukcję, jak to zrobić, znajdziesz powyżej). Możesz też pójść na łatwiznę i jeśli używasz aplikacji mObywatel, skorzystać z jej specjalnej funkcji, przewidzianej na takie właśnie sytuacje.
Wraz z drugim uczestnikiem spisz oświadczenie, które będzie zawierało informacje o:
  • dacie i miejscu zdarzenia ze wskazaniem godziny (!)
  • uczestniczących w nim kierowcach (numery praw jazdy, numery PESEL, ewentualnie dane paszportów)
  • uczestniczących pojazdach (marki, modele, numery rejestracyjne)
  • danych polisy ubezpieczeniowej pojazdu sprawcy
  • przebiegu zdarzenia i o tym, który z uczestników bierze na siebie winę za zdarzenie
  • szkic sytuacyjny,
  • opis okoliczności zdarzenia,
  • opis uszkodzeń pojazdów,
  • oświadczenie sprawcy zawierające wyraźne przyznanie się do winy,
  • czytelne podpisy (!).
Najlepszym rozwiązaniem jest użycie standardowego druku "Wspólnego Oświadczenia o Zdarzeniu Drogowym" — często taki samokopiujący druk dostajemy wraz z dokumentami ubezpieczenia auta. Ważne, żeby starannie wypełnić wszystkie rubryki dokumentu.
wspolne oswiadczenie-o-zdarzeniu-drogowym pl-en
wspolne oswiadczenie-o-zdarzeniu-drogowym pl-enAuto Świat
Oświadczenie warto sporządzić w dwóch jednobrzmiących i podpisanych kopiach, a na wszelki wypadek jeszcze sfotografować komórką. Ważne: wpisanie fałszywych danych o okolicznościach kolizji to przestępstwo — wszystko musi być zgodne z prawdą. W dzisiejszych czasach przebieg wypadków da się łatwo zweryfikować choćby na podstawie śladów elektronicznych w aucie.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu