Czasy, kiedy samochody używane w Niemczech były znacznie tańsze niż w Polsce, już dawno minęły. Od lat nie jest też tak, że jeździć starszym autem w Niemczech nie wypada, że to wstyd przed sąsiadami i że przeciętny Niemiec regularnie wymienia auto na nowe, nie przejmując się przesadnie tym, co stanie się z jego dotychczasowym samochodem. Niemiecki rynek starszych samochodów z drugiej ręki został mocno przetrzebiony na skutek funkcjonujących tam przez dłuższy czas premii za złomowanie aut, które nie spełniały aktualnych norm emisyjnych.
Ze znalezieniem prawdziwych okazji na niemieckim rynku jest coraz trudniej, w dodatku wśród poszukiwaczy okazji konkurencja jest wielka — niemiecki rynek przeczesują handlarze nie tylko z Polski i z innych krajów Europy, ale też z Afryki czy nawet z Azji. Mimo tego wszystkiego czasem w niemieckich ogłoszeniach pojawiają się czasem auta do oddania za darmo lub na sprzedaż za symboliczne 1 euro. Co to za samochody?
Niemieccy diagności kontra stare auta. Łatwiej oddać niż załatwić przegląd
Zacznijmy więc od wyjaśnienia niemieckich realiów. W Niemczech średnio co piąte auto nie zalicza obowiązkowego badania technicznego, które trzeba wykonywać raz na dwa lata. Dla porównania, w Polsce to ok. dwóch-trzech aut na 100 przebadanych! Przegląd, zwany potocznie TÜV-em, kosztuje ok. 160 euro (ok. 670 zł), ale niemieccy diagności są zwykle bardzo czujni. Nie ma szans, żeby auto np. z widocznymi wyciekami płynów eksploatacyjnych, zmatowiałymi reflektorami, zardzewiałym wydechem, ale przede wszystkim z korozją elementów nośnych karoserii, dostało upragnione zaświadczenie i nalepkę na tablicę, dopuszczającą auto do jazdy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wielu niemieckich kierowców, wiedząc, w jakim stanie są ich auta, nawet nie próbuje jechać z nimi na przegląd, bo mają świadomość tego, że to nie ma sensu, bo usterki widać gołym okiem. W takiej sytuacji samochód można oczywiście naprawić, ale stawki w niemieckich serwisach niezależnych to zwykle ok. 100 euro za godzinę (w serwisach autoryzowanych co najmniej 2-3 razy tyle), plus oczywiście koszty części. Zdarza się, że auta, które nie mają szans na zaliczenie przeglądu albo już zostały na przeglądzie przez diagnostę odrzucone, po przeliczeniu przez właściciela kosztów niezbędnych napraw, wystawiane są na sprzedaż za grosze albo wręcz za darmo.
Shutterstock/Jaz_Online
Nawet stare i niemal bezwartościowe w Niemczech auta to poszukiwany towar eksportowy.
Tych, których stać tylko na tani samochód, nie stać na ubezpieczenie
Kolejnymi powodami, dla których pozbycie się auta może być dla jego właściciela korzystnym finansowo rozwiązaniem, są wysokie opłaty za obowiązkowe ubezpieczenie OC oraz za podatek drogowy. Szczególnie początkujący kierowcy albo tacy, którzy mają kiepską historię ubezpieczeniową, muszą się w Niemczech liczyć z bardzo wysokimi stawkami. Przeciętne stawki za OC dla kierowców bez stażu lub ze szkodami na koncie to 1000-1400 euro rocznie.
Z kolei podatek drogowy jest uzależniony od pojemności silnika i emisji spalin — w przypadku starszych aut to kolejnych kilkaset euro za rok. Co prawda w Niemczech da się czasowo wyrejestrować samochód i nie płacić wtedy za OC i za podatek, ale w takiej sytuacji auto nie może być zaparkowane na publicznym parkingu, a niemieckie Ordnungsamty (Urząd do spraw Porządku) potrafią się przyczepić nawet do stojących na prywatnych posesjach aut, które wyglądają na zaniedbane lub porzucone — koszty przymusowego usunięcia "wraku" są bardzo wysokie.
Samochód z kumulacją wydatków — takie auto dostaniesz za 1 euro
Jeśli więc nastąpi "kumulacja" — w starszym aucie jest kilka rzeczy do zrobienia, kończy się przegląd i ubezpieczenie, a do tego jeszcze zbliża się termin zapłaty podatku, właściciel może być skory do negocjacji, a nawet do oddania auta za darmo, albo do zezłomowania go.
Ogłoszenia o autach, które mogą być oddane w prezencie albo za symboliczną kwotę, można znaleźć głównie w darmowych i lokalnych serwisach ogłoszeniowych ("Kleinanzeigen"), na Facebooku (Marketplace), a czasem w lokalnych ogłoszeniach na tablicach ogłoszeniowych. Są one opisane jako "zu verschenken" (w prezencie) albo "abzugeben" (do oddania). Często są to samochody z dopiskiem "Bastlerauto" (auto dla majsterkowicza). Warto się jednak wczytać w treść ogłoszenia, bo w przypadku wielu takich ofert okazuje się, że w autach brakuje ważnych podzespołów albo dokumentów, co utrudnia lub wręcz uniemożliwia legalne, darmowe złomowanie.
Auto z Niemiec za darmo. Bardziej się opłaca wysłać je do Afryki niż do Polski
Na lepsze (czyt. jeżdżące o własnych siłach egzemplarze), wystawiane w miejscach, gdzie łatwo znaleźć ogłoszenia, szybko znajdują się chętni — takie auta trafiają często na eksport do Afryki, gdzie są sprzedawane z dużym przebiciem.
Shutterstock/Sergey-73
Stare, zużyte auta z Europy trafiają często do Afryki. Wyspecjalizowani handlarze przeszukują niemiecie ogłoszenia w poszukiwaniu jeżdżących aut do oddania.
Sprowadzenie takiego auta do Polski często mija się z celem. Problemem jest często brak kompletu dokumentów niezbędnych do przerejestrowania samochodu. Transport do kraju (na lawecie, jeśli auto nie jest dopuszczone do ruchu) to spory wydatek.
Polskich urzędów nie interesuje, że auto zostało kupione za symboliczne 1 euro — opłaty trzeba wnieść od rynkowej wartości pojazdu (od 3,1 do 18,6 proc. akcyzy). W naszym kraju koszty robocizny w serwisach też w ostatnich latach gwałtownie wzrosły — więc jeśli ktoś nie jest samodzielnie w stanie doprowadzić zaniedbanego auta do stanu używalności, to może się okazać, że bardziej się opłaca poszukać na polskim rynku egzemplarza bez zaniedbań serwisowych.