Leonardo da Vinci twierdził, że mądrość to córka doświadczenia. Ten aforyzm świetnie pasuje do współczesnych napędów 4x4 - łatwo dyskutować o ich wyższości, ale żeby dowiedzieć się, na czym ona polega, trzeba po prostu w praktyce porównać je z napędem przenoszonym na jedną oś. Choćby tak, jak zrobiła to Skoda podczas 4x4 Driving Experience.

Wielu kierowcow wie, że napęd przenoszony na wszystkie koła ma istotną przewagę nad choćby najskuteczniejszym przeniesieniem momentu obrotowego silnika wyłącznie na przednią lub tylną oś.  Są naprawdę przekonani, że napęd 4x4 jest niezbędny dla tych, któży jeżdżą w terenie, pożyteczny dla tych, którzy do letniskowego domku muszą dojechać szutrową, nierówną drogą, a przydatny, gdy nawet na utwardzonej nawierzchni robi się naprawdę ślisko. Gdy jednak przychodzi do konkretów i np. kupując nowy samochód mamy wybór między wersją z napędem na wszystkie lub tylko na dwa koła, często dorowolnie rezygnujemy z wersji 4x4. Postępują tak nawet nabywcy samochodów typu SUV - wystarcza  im “uterenowiony” wygląd,  a wydatek kilku tysięcy zł na wersję czteronapędową uważają za zbędny. “Przecież nie będę jeździł w terenie” - przekonują samych siebie i wybierają tańszą, bo tylko przednionapędową wersję Kii Sportage, Mitsubishi ASX czy Chevroleta Captivy.

Skoda, która ma w swojej ofercie 3 modele samochodów, które można zamówić z napędem 4x4 (Octavię, Yeti i Superba), postanowiła w praktyce zademonstrować zalety napędu na 4 koła - takiego, w którym moment obrotowy kierowany jest na tylne koła w pełni automatycznie, bez woli, a nawet wiedzy kierowcy. We wszystkich tych samochodach za przeniesienie napędu na tylne koła odpowiada bowiem hydrauliczny układ Haldex - IV generacji w modelach Yeti i Superb,  a V, najnowszej, w Octavii. Zamiast centralnego mechanizmu różnicowego zastosowano w nim płytkowe sprzęgiełko, dołączającego automatycznie napęd tylnej osi. Stale napędzane są koła przednie samochodu, a tylny napęd uruchamia się w razie potrzeby. I dzieje się to tak, że kierowca nie jest w stanie określić momentu dołaczenia napędu, ani chwili, w której za kierownicą samochodu przednionapędowego już miałby kłopoty.

By to dostrzec, trzeba bezpośrednio porównać samochody z obydwoma wersjami napędu - najlepiej w takich samych, trudnych warunkach. I taką włąśnie możliwość dała Skoda dziennikarzom motoryzacyjnym w austriackim ośrodku Driving Camp Pachfurth. Na płycie poślizgowej wyznaczono okrąg i slalom, taką samą nawierzchnię  zastosowano na zaledwie 7-proc. wzniesieniu. Przejazd każdej z prób najpierw w modelu przednionapędowym, później z napędem 4x4 najlepiej pokazywało zalety tego ostatniego. Tam, gdzie Octavia czy Superb z przednim napędem wypadały z zakrętu lub z truddem podjeżdżały pod wzniesienie,  odmiany czteronapędowe radziły jeszcze bez większych kłopotów. Różnice w prowadzeniu jeszcze lepiej widoczne były w slalomie pokonywanym z prędkością ok. 30 km/h. Samochodami z przednim napędem łatwo wpadało się w poślizg, którtemu nie potrafił już zapobiec układ ESP.  W samochodzie z napędem 4 kół zachowanie zakładanego toru jazdy było o wiele prostsze - ba, nawet ruszenie na śliskiej nawierzchni było o wiele łatwiejsze.

Jak wiele jest w stanie zdziałać układ 4x4 pokazywała kolejna próba, tym razem przeprowadzona w dosyć niepozornej Skodzie Yeti, którą trudno podejrzewać o wyjątkową terenową “dzielność”. A jednak - samochód na zwykłych, szosowych oponach, za to z włączonym programem “offroad” (m.in. odpowiednio dostosowującym pracę kontroli trakcji i utrzymującym stałą prędkość na zjazdach) bez problemu radził sobie z przeszkodami, których większość właścicieli tego modelu w ogóle nie odważyłaby się pokonywać. 30-, a nawet 60-procentowy zjazd z luźną, żwirową nawierzchnią, nie robiły na samochodzie wrażenia. W takich warunkach elektronika sama dba o odpowiednią prędkość zjazdu, a zadaniem kierowcy jest trzymać kierownicę i... prawą stopę z daleka od pedału hamulca i “gazu”. Przejazd w slalomie przez wąski parów dowiódł ponadto, że kontrola trakcji w połaczeniu z napędem przenoszonym na 4 koła dzielnie radzą sobie nawet wówczas, gdy przyczepność mają tylko 2 z nich, w dodatku na różnych osiach.

Niezależnie od tego, czy ktoś zamierza próbować swoich sił w jeździe po wertepach, czy nie, próby przygotowane w ramach  4x4 Driving Experience dowiodły, że napęd przenoszony na cztery koła naprawdę znacząco poprawia stabilność i bezpieczeństwo jazdy w najtrudniejszych warunkach. Takie próby powinny być obowiązkowe dla tych, którzy kupując nowy samochód wahają się, czy wydać dodatkowe kilka tysięcy złotych na coś, z czego przecież “nigdy nie skorzystają”.