Przez przypadek, a może celowo, Ministerstwo Infrastruktury ujawniło skalę i rodzaj uników, jakie kierowcy stosują, by nie zapłacić mandatu. To wygląda jak instrukcja, jak legalnie unikać płacenia mandatów.
Auto Świat
Mandat z fotoradaru do kosza? To też jakiś sposób
Jest zdjęcie, jest właściciel samochodu, jest procedura — wszystko powinno iść jak po maśle. Ale nie idzie. Aby nie zapłacić mandatu, wystarczy ignorować opisany w przepisach sposób postępowania. Kierowcy robią to często nieświadomie, grając na przeczekanie, działają w ciemno. Okazuje się, że nawet stres jest tu zbędny, bo płaci tylko ten, kto uważa, że powinien zapłacić i chce mieć spokój. Całą gamę możliwych uników ministerstwo umieściło – ale czy to było rozsądne? – w uzasadnieniu do projektu jednej z ustaw, która ma kiedyś tam uszczelnić system. Tak miało być? To wygląda jak instrukcja niepłacenia mandatów.
Około 45 proc. wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary i inne kamery należące do systemu CANARD nie kończy się nałożeniem i egzekucją grzywny, choć za każdym razem podejmowane są próby, by sprawcę wykroczenia ukarać.
Od zdjęcia z fotoradaru do mandatu jest długa drogaAuto Świat
Co do zasady system, który fotografuje samochody, których kierowcy popełniają wykroczenia — przekraczają dozwoloną prędkość czy przejeżdżają na czerwonym świetle — nie wie z góry, kto siedział za kierownicą. System jedynie automatycznie odczytuje tablice rejestracyjne samochodów i przyporządkowuje je do osoby, która jest właścicielem auta czy motocykla. Ta osoba – właściciel – dostaje wezwanie.
Wezwanie do właścicieli samochodów wysyła Główny Inspektor Transportu Drogowego, który od 2016 r. jest jedynym podmiotem w Polsce wykorzystującym fotoradary i inne urządzenia do automatycznego rejestrowania wykroczeń.
Wezwanie to jednak nie mandat, a właśnie wezwanie: do przyznania się do winy albo do wskazania osoby, która może wiedzieć, kto zawinił. W wezwaniu jest kilka opcji, które może wybrać właściciel samochodu: może przyznać, że kierował i zadeklarować przyjęcie mandatu bądź odmowę przyjęcia mandatu, ale jeśli to nie on kierował, to powinien wskazać osobę, której w danym okresie powierzył pojazd.
W optymalnej sytuacji właściciel przyjmuje mandat (potem go płaci i to kończy sprawę) albo przyznaje, że kierował, ale odmawia przyjęcia mandatu — i wówczas sprawa trafia do sądu, który rozstrzyga sprawę, co prowadzi do jej końca. Alternatywnie właściciel auta wskazuje, komu pożyczył czy powierzył samochód (np. użytkownika auta może wskazać firma leasingowa albo wynajmująca samochody), wskazany użytkownik otrzymuje zbliżoną korespondencję, przyjmuje mandat...
Na jakim etapie pojawiają się problemy? Na początek zacytujmy ważną informację, którą przytacza ministerstwo:
Karalność wykroczenia upływa po roku od daty jego popełnienia. Jeżeli w tym okresie sprawca nie zostanie ukarany mandatem karnym lub nie zostanie skierowany wniosek o ukaranie do Sądu, naruszenie ulegnie przedawnieniu.
Okazuje się, że jest wiele sposobów, aby doszło do przedawnienia wykroczenia albo nawet do szybkiego umorzenia sprawy.
Jak uniknąć płacenia mandatu? Sposób na łańcuszek użytkowników
Właściciel samochodu ma obowiązek wskazać, komu w danym czasie "powierzył pojazd do kierowania lub używania". Ale, jak informuje Ministerstwo Infrastruktury:
(...) przepis ten nie obliguje właściciela pojazdu do wskazania, kto kierował jego pojazdem, tylko komu pojazd powierzył. Taka konstrukcja umożliwia tzw. wskazywanie "łańcuszkowe" bez ograniczenia liczby osób, które kolejno pojazd sobie powierzyły.
To oznacza, że właściciel może odpisać, że powierzył samochód Janowi Kowalskiemu — i nawet może załączyć jego adres. Podobne wezwanie trafi teraz – ale raczej dopiero za kilka tygodni – do Jana Kowalskiego, który odpisze, że nie wie, kto kierował, bo akurat w tym momencie powierzył samochód swojemu koledze Nowakowi. Nowak, który za kilka tygodni dostanie podobne wezwanie, też ma kolegów...
Jak uniknąć mandatu metodą na cudzoziemca
Można się bawić z GITD w kotka i myszkę, wskazując kolejnych domniemanych użytkowników samochodu, którym popełniono wykroczenie, ale można też podać precyzyjne dane cudzoziemca – np. obywatela Ukrainy. To w zasadzie kończy sprawę — operator systemu fotoradarowego już wie, że jest na straconej pozycji. Ministerstwo Infrastruktury: "w praktyce najczęściej skutkuje (to) umorzeniem sprawy".
Czy trzeba zapłacić mandat z fotoradaru? Sposób na ignorancję
Okazuje się, że... wprawdzie jest obowiązek wskazania osoby, której powierzyło się pojazd, nawet w taryfikatorze mandatów jest rubryka "niewskazanie wbrew obowiązkowi, na żądanie uprawnionego organu, komu pojazd został powierzony do kierowania lub używania w oznaczonym czasie" i w przypadku, gdy chodzi o przekroczenie prędkości, grozi za to mandat dwukrotnie wyższy niż ten, który grozi za popełnione wykroczenie, ale... lepiej zresztą oddajmy głos fachowcom z MI:
W obecnym stanie prawnym nie ma prawnych narzędzi, które pozwalałyby na skuteczne egzekwowanie odpowiedzialności za popełnione wykroczenia wobec osób ignorujących wysyłane przez CANARD wezwania do wskazania kierującego pojazdem i świadomie unikających odpowiedzialności za popełnione naruszenie.
Sposób na Janka Kowalskiego "ale nie wiem, gdzie on mieszka"
Ministerstwo Infrastruktury narzeka, że coraz częściej właściciele samochodów pamiętają imiona i nazwiska osób, którym powierzyli swój samochód, ale nie mogą sobie przypomnieć ich dokładnych adresów.
Ponadto aktualnie kształtuje się linia orzecznicza, wedle której wskazanie przez właściciela pojazdu kilku osób jedynie z imienia i nazwiska (bez ich jakichkolwiek danych adresowych), jest spełnieniem obowiązku (...).
Wskazanie osoby z imienia i nazwiska, ale bez adresu, jest jednak skrajnie bezczelne i jednak ryzykowne, bo jak informuje ministerstwo: "aczkolwiek nie ma w tym zakresie jednolitości w orzecznictwie, bowiem wymienione przepisy nie są precyzyjne". JednocześnieMI przyznaje, że jeśli jakiś właściciel samochodu zdecyduje się podać wyłącznie imię i nazwisko osoby korzystającej z samochodu, to sprawa jest właściwie przegrana – kierującego nie da się ustalić.
Unikanie mandatu sposobem na słabą pamięć
Okazuje się, że sądy w wielu wypadkach są w stanie uwierzyć właścicielowi, że odmawiając wskazania osoby, która w oznaczonym czasie miała do dyspozycji samochód, nie wynika wcale ze złej woli tylko ze zwyczajnych, ludzkich luk w pamięci. Znów oddajmy głos ministerstwu, które wyjaśnia, jak to działa, a ma przecież ogromne doświadczenie
W literaturze i orzecznictwie częstokroć prezentowane jest stanowisko, że niewskazanie podmiotu, któremu powierzono pojazd do kierowania lub używania, może być popełnione wyłącznie jako wykroczenie umyślne.
Konsekwencją powyższej wykładni jest to, że po stronie organu powstaje konieczność udowodnienia, że właściciel wie, komu powierzył pojazd, lecz celowo twierdzi, że nie jest w stanie wskazać osoby odpowiedzialnej za popełnienie naruszenia, co w praktyce jest niemożliwe do osiągnięcia.
To sposób godny Dobrego Wojaka Szwejka: "co jeszcze mogę dla was zrobić — mam sobie wyrwać serce z piersi"?
Sposób na "nie powiem — i co mi zrobicie?"
Okazuje się, że wprawdzie wykroczenie polegające na niewskazaniu, wbrew obowiązkowi, osoby, której powierzyliśmy pojazd, jest wykroczeniem i grozi za to konkretny mandat albo grzywna nałożona przez sąd, to jednak nigdzie nie jest powiedziane, że w takiej sprawie Inspekcja Transportu Drogowego może występować jako oskarżyciel. Z kolei z innych przepisów wynika, że urzędy i organy państwa mogą wykonywać tylko te czynności, na które przepisy wyraźnie im zezwalają.
(...) brakuje wyraźnego przepisu, który nadawałby Inspekcji Transportu Drogowego uprawnienia oskarżyciela publicznego w sprawach o wykroczenia z art. 96 § 3 ustawy – Kodeks wykroczeń, tj. za niewskazanie osoby, której powierzono pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie. Niektóre sądy wydają postanowienia o odmowie wszczęcia takich spraw, stojąc na stanowisku, że GITD nie posiada statusu oskarżyciela w tego typu sprawach lub wszczęte sprawy z tego właśnie powodu umarzają.
– narzeka Ministerstwo Infrastruktury.
To dość istotna uwaga: zamiast czekać, aż sąd sam umorzy sprawę, dopatrując się braku uprawnień GITD do występowania jako oskarżyciel w sprawie o niewskazanie kierującego, będąc obwinionym, należy sądowi jak najszybciej przypomnieć, że GITD nie ma prawa oskarżać w tej sprawie. W takiej sytuacji sąd nie będzie miał wyjścia...
Kolejny sposób na cudzoziemca
Na tle opisanej sytuacji z pewnością nikogo nie zdziwi już to, że jeśli ktoś jest kierowcą, który nie ma w Polsce stałego adresu zamieszkania albo wręcz jest cudzoziemcem (najlepiej mieszkającym w kraju nienależącym do UE), to w zasadzie w ogóle może nie przejmować się fotoradarami, odcinkowym pomiarem prędkości czy innymi kamerami, które wiszą nad drogami i straszą. Dla porządku będzie cytat:
Wskazać trzeba również, że obecnie nie ma skutecznych rozwiązań prawnych umożliwiających sprawne ściganie sprawców wykroczeń, którzy czasowo przebywają na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej lub nie mają stałego miejsca zamieszkania albo pobytu, w tym w szczególności kierowców spoza terytorium Unii Europejskiej.
Ministerstwo Infrastruktury forsuje projekt ustawy, który ma uszczelnić system
Prawda jest taka, że rokrocznie nawet blisko pół miliona (!) zarejestrowanych w Polsce wykroczeń drogowych nie kończy się zapłaceniem mandatu z powodów opisanych powyżej. Z tej przyczyny Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekt ustawy, który — w największym skrócie — w "trudnych" sytuacjach przerzuca odpowiedzialność z kierującego na właściciela samochodu, a w przypadku zatrzymanych samochodów cudzoziemców — na aktualnego użytkownika samochodu, który jeśli nie zapłaci, to nigdzie dalej nie pojedzie. Projekt ten opisaliśmy tu.
Oczywiście warto zaznaczyć, że to tylko projekt, który najwcześniej wejdzie w życie pod koniec roku, o ile nie napotka po drodze na jakieś przeszkody.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.