Odświeżony wygląd, 150-konny silnik Diesla i automatyczna przekładnia – oto cechy, które mają sprawić, że Renault Koleos stanie się atrakcyjną propozycją dla klientów w Polsce. W teście sprawdzamy, czy takie połączenie ma szanse na sukces.

Z zewnątrz pojazd można bez trudu odróżnić od poprzednika dzięki: nowej dużej atrapie chłodnicy, większym reflektorom zachodzącym wyżej na maskę i kierunkowskazom w lusterkach. Przestronne wnętrze w wersji Privilége kusi skórzaną tapicerką, a dodatkowym atutem jest wiele schowków: w podłokietniku, na drzwiach, przed pasażerem z przodu, pod podłogą oraz w szufladach pod przednimi fotelami.

Cieszą dobre materiały wykończeniowe i wygodna pozycja za kierownicą. Mniej pochlebnie oceniamy siedzenia – zapewniają słabe podparcie z boku i pod udami.

Mocny silnik Diesla i automatyczna skrzynia biegów – czy można chcieć czegoś więcej? Tak, dwóch rzeczy: lepszej dynamiki i bardziej zdecydowanego działania przekładni. Bardzo powolne przełączanie biegów sprawia, że samochód uzyskuje „setkę” dopiero po 12,3 s, podczas gdy wersja z manualną przekładnią z taką szybkością jedzie już po 10,4 s.

Z tego powodu Koleos z „automatem” zadowoli tylko spokojnych kierowców. Komfort jazdy bez konieczności ręcznej zmiany biegów jest też okupiony podwyższonym spalaniem. Podczas testu w mieście auto potrzebowało 11 l/100 km, a na trasie 8 l/100 km. To o ok. 2 l/100 km więcej niż obiecuje producent.

Zawieszenie bez trudu radzi sobie z nierównościami nawierzchni. Trzeba tylko pamiętać, że miękkie nastawy nie pozwalają na dynamiczne pokonywanie zakrętów. Kierowca może na różne sposoby wykorzystać napęd 4x4. Po uruchomieniu silnika zawsze włącza się tryb Auto, który rozdziela napęd pomiędzy wszystkie koła, tak by największy moment docierał do kół o najlepszej przyczepności. To pozwala na sprawne poruszanie się w każdych warunkach drogowych.

Można też wybrać klawiszem opcję Lock – do 40 km/h napęd zostaje rozłożony na równi na wszystkie koła. Gdy wybierzemy tryb 2WD, cały moment obrotowy przekazywany jest na przednią oś.

Samochód z przekładnią automatyczną kosztuje niemal 120 tys. zł i jest o 7 tys. zł droższy od odmiany z manualną skrzynią. Nie jest to wygórowana kwota, tym bardziej że otrzymuje się za nią niemal kompletnie wyposażonego SUV-a.