Stan bez zastrzeżeń. Naprawdę?

Ocena używanego Citroëna C4 nie jest łatwa. Auto ma aluminiową maskę oraz błotniki z tworzyw sztucznych, co utrudnia zbadanie lakieru i kondycji całej karoserii.

Jeśli postawicie na motor wysokoprężny, dojdzie też konieczność dokładnej weryfikacji jego stanu – lepiej nie polegajcie na oględzinach, tylko zwróćcie się do profesjonalistów, bo wszelkie naprawy nowoczesnego diesla mogą kosztować krocie. Nie jest to szczególna przypadłość jednostki 1.6 HDi, lecz wada niemal wszystkich współczesnych silników Diesla.

 Foto: ACZ / Auto Świat

Wiedział o tym z pewnością również sprzedawca w jednym z warszawskich komisów, w którym naszą uwagę zwróciło C4 1.6 HDi. W ogłoszeniu podkreślono, że ten egzemplarz fabrycznie nie miał filtra cząstek stałych i koła dwumasowego.

Niestety, nie oznacza to wykluczenia wszelkich punktów zapalnych – sporo może też kosztować naprawa układu wtryskowego, turbiny z regulacją geometrii czy choćby skomplikowanego rozrządu (połączenie paska i łańcuszka).

Stanu silnika nie udało nam się nawet pobieżnie ocenić, bo zawiodła elektryka – padł akumulator w aucie, rozruchowy starter oraz duża bateria. Wierzymy jednak, że w komisie, gdzie stoi kilkadziesiąt aut i panuje dziesięciostopniowy mróz, taki przypadek może się zdarzyć.

Białe C4 miało kosztować 16 500 zł (plus rejestracja: 250 zł), cenę można więc uznać za atrakcyjną. Częściowo tłumaczy ją historia auta – C4 przyjechało z Francji i zostało przerobione z dostawczego vana, ale wszystkie dokumenty „wyprostowano” i można auto zarejestrować normalnie na 5 osób.

Właściciele założyli całe nowe wnętrze (to łatwiejsze od dobrania kanapy). W sumie nie powinno to przeszkadzać, bo nowe fotele są częściowo skórzane, a operację starannie wykonano. Szkoda tylko, że fotele są w przeciętnym stanie – wytarte boczki i niezbyt estetyczne naszywki na siedzeniach.

Sprzedawcy ocenę nadwozia wolą pozostawić kupującym.

Na plus komisu zaliczamy jasną informację o przeróbce oraz konieczności wymiany elementów zawieszenia, natomiast nie podoba nam się brak danych na temat przebiegu („według stanu licznika”) oraz wypadkowej przeszłości („jak widać na zdjęciach – auto jest całe i kompletne”). Na miejscu również zasłania się niewiedzą, a w ogłoszeniu nie ma czarodziejskiej formułki: „bezwypadkowy”. Właściciel zgodził się na kontrolę samochodu w warsztacie i tyle. Brak książki obsługowej.

To pierwsza wskazówka do ucieczki czy zabezpieczenie przed ewentualnymi roszczeniami? Wierzymy, że pracownik komisu rzeczywiście nie wie, ale czy zrzucanie całej odpowiedzialności za weryfikację nadwozia na kupującego nie jest pójściem na łatwiznę?

W C4 wymieniono przednią szybę, czujnik lakieru demaskuje też uszkodzenia prawej strony auta. To oczywiście zbyt mało informacji, żeby orzec, na ile poważne były uszkodzenia samochodu i czy wart jest uwagi. Niestety, również silnik pozostał tajemnicą – nie udało się go uruchomić, ale sprzedawca zapewniał, że pracuje bez zarzutów.

Sugerujemy jednak kontrolę w specjalistycznej stacji, jako że koszty napraw mogą być naprawdę wysokie. Sprzedawca poinformował także o konieczności wymiany górnego łożyska kolumny resorującej.

Drugi egzemplarz z benzyniakiem

Niedaleko komisu z białym C4 znaleźliśmy kolejnego kompaktowego Citroëna wystawionego do sprzedaży – można powiedzieć, że przeciwieństwo poprzedniego. To zielone 5-drzwiowe auto z benzyniakiem 1.6. Mimo że jest o dwa lata starsze (2006 r.), ma wyższą cenę – 17 900 zł.

 Foto: ACZ / Auto Świat

To dużo, więcej niż przewiduje wycena Eurotaxu. Wysokie oczekiwania właściciel tłumaczył niskim przebiegiem (101 tys. km), potwierdzonym książką i dobrym stanem pojazdu.

Rzeczywiście, to co zobaczyliśmy, nastrajało pozytywnie. Co prawda auto ma mniej efektowne wnętrze, fotele wyglądają nie tylko brzydziej (tapicerka), lecz także na mniej wygodne, gorzej wyprofilowane.

Benzyniak 1.6 odpalił bez żadnego kłopotu. Ten prosty silnik z pewnością nie zapewni tak niskich wydatków na paliwo, jak diesel, ale na pewno odwdzięczy się tańszą eksploatacją (mniej kosztowne usterki).

Bardzo zaciekawiła nas książka serwisowa. Rzeczywiście wyglądała na rzetelnie prowadzoną, ale były w niej tylko trzy wpisy (wymagane przeglądy co 30 tys. km lub co 2 lata).

Oczywiście, przestrzeganie zaleceń nie jest niczym złym, ale oznacza, że samochód ostatni raz widział warsztat 2,5 roku temu, trzeba więc doliczyć nieco pieniędzy na wydatki konieczne tuż po zakupie. Jednak rzeczywiście ciekawy stan techniczny wskazywałby na to, że warto zapłacić więcej niż średnia rynkowa.

Przystąpiliśmy więc do oględzin karoserii – mimo że w ogłoszeniu napisano, że auto jest bezwypadkowe, szybko znaleźliśmy malowane elementy: tylne błotniki, klapę bagażnika oraz dach.

Co prawda, oryginalne szyby wskazują raczej na powierzchowną szkodę, jednak pozostaje niesmak – gdyby lakier na całym aucie był oryginalny, ten Citroën C4 rzeczywiście byłby perełką na rynku wtórnym.

Citroen C4 - Lepiej nie wierzyć stereotypom

Francuskie pochodzenie samochodu nie musi od razu oznaczać, że łatwo o bezwypadkowy pojazd w świetnym stanie technicznym – C4 ma swoich zwolenników i za darmo nikt go nie odda. Oglądane przez nas auta idealne nie były, ale ich zakup można rozważyć.