Niespodzianki lubi każdy. Oczywiście, pod warunkiem że są przyjemne. Nasz długodystansowy Seat Leon 1.6 TDI przez większą część czasu zaskakiwał nas pozytywnie, lecz przed samą metą zdarzyła się mniej sympatyczna niespodzianka. Jednak po kolei.

Seat Leon - bardzo obiecujący początek

Ta historia zaczęła się na początku grudnia 2013 r., kiedy to naszą flotę samochodów długodystansowych zasilił czerwony Seat Leon. Mimo lekko prószącego śniegu od razu zrobiło nam się cieplej na sercach. Bezpośrednio po pierwszej dłuższej przejażdżce w dzienniku testowym pojawiła się pozytywna uwaga: "Dobra alternatywa dla zimnokrwistego VW Golfa." Taki komplement coś już znaczy.

Nasz Seat na wyspie Sylt na Morzu Północnym (Niemcy).

Dynamicznie stylizowany i ubrany w ognistoczerwone barwy Seat szybko zjednał sobie dużą część naszej redakcji. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie kilka małych cyfr i liter na tylnej klapie: „1.6 TDI”. Na widok tego oznaczenia entuzjazm części testujących wyraźnie opadł. TSI? FR? Cupra? Niestety, nic z tych rzeczy. 105 klekoczących rumaków ma napędzić ważące 1241 kg auto? A to niespodzianka! Na hiszpański temperament to raczej nie wygląda. Niby nieco ponad 1,2 tony to w sumie niewiele, ale kilku testujących już od samego początku zdystansowało się od Leona. I – jak się okazuje – niesłusznie.

Niespodzianka numer dwa: niewielki diesel zaskakująco dobrze radził sobie z Seatem. Co prawda, jeden z testujących zauważył, że podczas wycieczki w niewysokie góry hiszpański pojazd dostał zaskakująco mocnej zadyszki, ale – ogólnie rzecz biorąc – 250 Nm momentu obrotowego przy tej masie w zupełności wystarcza. Dziennik pokładowy potwierdza: "W sumie niezły napęd – odpowiednio szybki, a przy tym oszczędny."

Seat Leon - tylko drobne uwagi

Niespodzianka numer trzy: jeśli pominiemy wysoką krawędź załadunku i taką sobie widoczność z miejsca kierowcy, to okaże się, że projekt Seata jest niezwykle udany. I tak np. niewielki turbodiesel nie dość, że mało pali – zużycie przekraczające 6 l/100 km oznaczało, że ktoś się spieszył – to na dodatek bardzo sprawnie radzi sobie z ogrzewaniem wnętrza. Nawet podczas srogiej zimy nikt nie skarżył się na zimne paluszki!

Zawieszenie? Owszem, jest dość sztywne (tradycja marki!) i na kiepskich nawierzchniach daje się trochę we znaki, ale już szybka jazda po równym asfalcie (szczególnie na łukach) zapewnia sporą satysfakcję. Nawigacja mogłaby być nieco szybsza, denerwowało nas też głośne chlupotanie dochodzące od strony zbiornika paliwa, jednak poważnych kryzysów w naszym związku z Seatem nie było.

Sytuacji nie pogorszył nawet brak szóstego biegu. "Niezwykle przyjemnie działająca pięciobiegowa skrzynka" – chwali dziennik testowy. "Nikt tak naprawdę za „szóstką” nie tęskni!" – kolejny wpis też nie zostawia wątpliwości. Niektórzy nieśmiało wspominali co prawda, że poszczególne przełożenia są trochę za długie: 60 km/h na „piątce” oznacza, że silnik się męczy. Jeśli mielibyśmy coś zarzucić jednostce napędowej, to byłaby to turbodziura, mocno wyczuwalna zwłaszcza poniżej 2000 obr./min. Szkoda, bo jak już wspomnieliśmy, sprężyście zestrojone podwozie i dość precyzyjny układ kierowniczy zachęcały do dynamicznej jazdy.

Seat Leon - problem ze skrzynią!

Czwarta niespodzianka: tym razem naprawdę duża, a przyszła dopiero przed samym zakończeniem testu. Po przebiegu 80 972 km w dzienniku testowym pojawił się bowiem wpis, w którym jeden z testujących – obok znanych już pochwał – zamieścił też uwagę: "Podczas hamowania silnikiem z układu napędowego dochodzą dziwne hałasy. Na moje ucho to skrzynia biegów." Jak się miało niebawem okazać, to ucho miało niepodważalną rację...

Od tej chwili aż do zakończenia maratonu hałas przybierał na sile, a precyzja zmiany biegów stawała się coraz mniejsza. Nasz Leon dwa razy pojawił się w serwisie – raz przy okazji rutynowego przeglądu, a potem ze względu na hałasy w skrzyni – ale ograniczono się wyłącznie do wlania nowego oleju do przekładni – miało to zapobiec problemom, a niestety, nic nie dało. Skończyło się tak, jak musiało się skończyć: skrzynia coraz częściej odmawiała współpracy, a dalsza eksploatacja była obarczona wysokim ryzykiem niedojechania do celu.

Na końcowy demontaż Leon pojechał nie o własnych siłach, lecz na lawecie.

Z tego względu na końcowy demontaż do zakładów Seata pod Barceloną Leon dostał się już na lawecie. Dlaczego? Do 100 tys. km brakowało już bardzo niewiele i nie chcieliśmy niepotrzebnie ryzykować. Punkty karne za nieuchronną już w tym momencie wymianę lub naprawę skrzyni i tak mieliśmy zamiar doliczyć Seatowi do końcowego rachunku.

Seat Leon - rozsypało się łożysko

Piąta i ostatnia niespodzianka czekała nas już w Barcelonie podczas końcowego demontażu. Okazało się bowiem, że awarię skrzyni spowodowało uszkodzone łożysko. Jego elementy udały się w dalszą podróż po przekładni, przez co uszkodziły przy okazji m.in. koła zębate dyferencjału. Po dogłębnej analizie doszliśmy do wniosku, że usterka była spowodowana wadą materiałową. Niewielkim pocieszeniem może być to, że – jak twierdzą mechanicy specjalizujący się w naprawie aut Grupy VW – takie rzeczy dzieją się rzadko. Jeśli więc macie takiego Leona z pięciobiegową skrzynią, nie stresujcie się przesadnie.

Zanim jednak w Seacie otrząsną się z porażki, trochę czasu jeszcze upłynie. Bo nasz długodystansowy Leon jechał po pewną szóstkę i wyłożył się przed samą metą. Jaka piękna katastrofa, chciałoby się rzec. I przy okazji niemiła niespodzianka.

Seat Leon - ciekawe wydarzenia z testu 100 tys. km:

8330 km: fałszywy alarm o zbyt niskim poziomie oleju. Powtórzył się jeszcze po 9793 km.

12 329 km: w arktycznym mrozie komputer pokazuje średnie zużycie 22,4 l/100 km.

18 647 km: gdy poziom paliwa spada poniżej połowy, z baku dobiega chlupotanie.

32 300 km: podczas przeglądu plastiki na przednich słupkach podklejono filcem – zabezpieczenie przed stukaniem; akcja serwisowa.

52 469 km: "Leon nadal jeździ jak nowe auto" – chwali jeden z redaktorów.

90 295 km: podczas przeglądu próbowano ustalić źródło dźwięków z przekładni, ale bez powodzenia.

92 480 km: błąd układu start-stop, znika po ponownym włączeniu zapłonu.

98 368 km: wymiana oleju ma uratować skrzynię, ale nic z tego.

Seat Leon 1.6 TDI - koszty:

Przejechane kilometry 98 597 km
Ubezpieczenie 4323 zł
5958 l ON (4,26 zł za litr) 25 381 zł
5,1 l oleju silnikowego na dolewkę 301 zł
Opony letnie: 1 kpl. Dunlop SP Sport Fast Response 205/55 R 16 V 1320 zł
Opony zimowe: 1 kpl. Dunlop SP Winter Sport 4D 205/55 R 16 H 1560 zł
Przeglądy: 30 000 km 834 zł
Przeglądy: 60 000 km 1186 zł
Przeglądy: 90 000 km 978 zł
Łącznie koszty przeglądów 2998 zł
Cena wersji Style (koniec 2013 r.) 78 200 zł
Obecna wartość 54 900 zł
Utrata wartości 23 300 zł
Koszty po 98 597 km 35 883 zł
Koszt 1 km 0,36 zł
Koszt 1 km z utratą wartości 0,60 zł

Seat Leon 1.6 TDI - dane techniczne:

Rodzaj silnika t.diesel R4/16
Pojemność 1598 cm3
Średnica cylindra x skok tłoka 79,5 x 80,5 mm
Napęd rozrządu pasek
Moc maksymalna 105 KM/3000 obr./min
Maksymalny moment obrotowy 250 Nm/1500 obr./min
Prędkość maksymalna 192 km/h
Skrzynia biegów 5-biegowa manualna
Długość/szerokość/wysokość 4271/1816/1444 mm
Rozstaw osi 2636 mm
Masa własna (rzeczywista)/ładowność 1241 kg/549 kg
Hamulce (przód/tył) tarczowe wentylowane/tarczowe
Dopuszczalna masa przyczepy bez hamulców/z hamulcami 640 kg/1500 kg
Pojemność zbiornika paliwa 50 l

Seat Leon 1.6 TDI - pomiar osiągów*:

Przyspieszenie 0-50 km/h 3,9 s
Przyspieszenie 0-100 km/h 11,9 s
Przyspieszenie 0-130 km/h 20,3 s
Elastyczność 60-100 km/h 8,9 s (4b)
Elastyczność 80-120 km/h 12,7 s (5b)
Droga hamowania 100 km/h (zimne) 36,7 m
Droga hamowania 100 km/h (ciepłe) 36,5 m
Hałas w kabinie 50 km/h 59 dB (A)
Hałas w kabinie 100 km/h 67 dB (A)
Hałas w kabinie 130 km/h 72 dB (A)
Średnie zużycie paliwa (emisja CO2)** 5,1 l/100 km (135 g/km)
Średnie zużycie paliwa w całym teście 6,04 l/100 km

*pomiar osiągów tylko na początku testu, nie zdecydowaliśmy się na pomiary pod koniec testu z powodu awarii skrzyni biegów; **pomiar na odcinku testowym

Seat Leon - wyposażenie

Seat Leon 3. generacji zadebiutował jesienią 2012 r. i oferowano go w wersji hatchback (najpierw 5d, później 3d), a następnie w odmianie kombi (handlowa nazwa: ST). Dostępne były trzy podstawowe wersje wyposażeniowe: Entry, Reference i Style, a także usportowiony wariant FR (tylko z mocniejszymi silnikami).

Entry – 7 airbagów, ESP, elektrycznie sterowane przednie szyby i lusterka, komputer, centralny zamek, regulacja wysokości fotela kierowcy, składane oparcie.

Reference – dodatkowo: światła przeciwmgielne (doświetlanie zakrętów), klimatyzacja manualna, dzielone oparcie kanapy.

Style – dodatkowo: asystent podjazdu, 16-calowe alufelgi, pełne oświetlenie LED, tempomat, klimatyzacja automatyczna, skórzane kierownica oraz dźwignia „ręcznego”, 5-calowy wyświetlacz.

FR – dodatkowo: 17-calowe alufelgi, ciemne szyby, sportowe fotele (częściowo skórzane), sportowe zawieszenie z systemem Drive Profile – ma 4 możliwości ustawień (od 1.8 TSI).

Seat Leon - naszym zdaniem: zadecydował finisz

Do ostatniej prostej naszego maratonu 105-konny Leon 1.6 TDI jechał pewnie, nie dawał oznak słabości i zbierał pochlebne recenzje. Niestety, awaria skrzyni tuż przed metą zniweczyła szansę na świetny wynik. Pech? Niefart? Przypadek? Po wykryciu wady materiałowej łożyska skrzyni stwierdzamy, że prawdopodobnie tak. Nie zmienia to jednak faktu, że problem wystąpił, a na usta ciśnie się klasyczne stwierdzenie: „Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy”.

Ze względu na usterkę, nieplanowane wizyty w warsztacie i punkty przyznane po demontażu Leon zebrał 29 punktów "karnych", co przekłada się na słabą ocenę "4-" i w naszym zestawieniu oznacza 23 miejsce na 27 aut przetestowanych i ocenionych według obecnych krytertiów.