Tymczasem lista chętnych do skorzystania z jego możliwości przewozowych nie maleje. Chcieliśmy sprawdzić, czy auto tego rodzaju może być dla właścicieli firm ciekawą alternatywą dla SUV-a i czy jego codzienna eksploatacja w mieście nie jest zbyt uciążliwa. Efekt? Po kilku miesiącach testu długodystansowego (od lutego) w redakcji Auto Świat 4x4 stwierdzamy, że pikap się sprawdził, choć prawdziwą radość z jazdy będą mieć kierowcy z przynajmniej lekko off-roadową duszą.

Dobra opinia na temat niezawodności Isuzu również znalazła potwierdzenie – przez kilkanaście tysięcy kilometrów nie wydarzyło się nic złego. Przed nami jeszcze pół roku z D-Maksem.

Kabina nie jest przykładem zbyt wyszukanych rozwiązań stylistycznych czy funkcjonalnych. Konstruktorzy postawili na proste kształty. Nie oznacza to oczywiście, że poczujemy się tu źle. W aucie mało jest elektronicznych gadżetów, a jakość – jak na robocze aspiracje samochodu – wypada zadowalająco. Do testu wybraliśmy „płaską” zabudowę skrzyni – fantastycznie ułatwia manewrowanie i podkreśla sylwetkę pikapa, ale niestety, nie pozwala na zabranie dużych ładunków (chyba że bez zamknięcia). Na skrzyni przydałby się bardziej rozwinięty system mocowania towarów.

Trzylitrowy diesel nie tryska mocą, swoich zalet szuka raczej w korzystnym ukształtowaniu krzywej momentu obrotowego – podróż z prędkością obrotową silnika poniżej 2000 obr./min nie jest kłopotem. Prosty układ napędowy (stale na tylną oś, w terenie można dołączyć też przednią) uzupełniono reduktorem.

Auto nie ma szansy dorównać w tej kategorii nowoczesnym SUV-om. Ale jest naprawdę dobrze jak na pikapa – na tylną kanapę możemy zaprosić 2 lub 3 osoby i pojechać nawet w długą trasę. Zawieszenie nie trzęsie nadmiernie, ale też nie buja jak na statku.

To nie tajemnica, że sukces pikapów wynika z korzystnych uregulowań podatkowych. Cena na tle konkurencji wypada zachęcająco, godna pochwały jest ponadto 5-letnia gwarancja mechaniczna. Trochę ubogo wygląda wyposażenie: mamy tylko dwie poduszki i ABS.