Zacznijmy od czegoś małego, czyli Peugeota 1007. To pierwszy model tej marki z podwójnym zerem w nazwie i pierwsze auto na rynku, w którym można było sobie wymieniać kolorowe elementy wykończenia wnętrza w zależności od nastroju. Crossoverowość tego modelu polegała na tym, że niby było autem miejskim, ale dzięki przesuwanym drzwiom miało w sobie też coś z vana, a nawet z dostawczaka. Klienci takiego rozwiązania nie pokochali i na rynek trafiło ledwie 124 tys. sztuk małego Peugeota. Warto pamiętać, że w Japonii Toyota sprzedaje i vana Raum, i małe miejskie autko Porte z przesuwanymi drzwiami i jakoś sobie radzą w rynkowej rywalizacji.

Inny przykład – Renault Avantime. Tak, pomysł, by połączyć vana z coupe wydawał się rewelacyjny i pozornie miał potencjał, ale ostatecznie dało się do tego pomysłu przekonać tylko nieco ponad 8,5 tys. klientów. Czyżby nie chcieli przestronności auta jednobryłowego przyprawionej elitarnością nadwozia coupe? Avantime najprawdopodobniej wyprzedził swoje czasy i to dosłownie, bo nazwa tego Renault to zbitka francuskiego avant (przed) i angielskiego time (czas). Kto wie, może za kilka lat świat dorośnie do takiego modelu Renault?

Chevrolet SSR trafił raptem do nieco ponad 24 tys. klientów. Dlaczego do tak niewielu? Może dlatego, że był szkaradnym, choć oryginalnym i inspirującym dwuosobowym pikapem z elektrycznie składanym sztywnym dachem? To więc taki coupe-pikap-cabrio, na dodatek z tęsknotą spoglądający w stronę aut sportowych, bo miał pod maską silnik V8 z Corvette o mocy prawie 400 KM. Dlaczego nie zrobił kariery? To dobre pytanie!

GMC Envoy XUV – coś Wam mówi ta nazwa? To amerykańska terenówka, która chciała być przy okazji pikapem. Wyglądała jak SUV, ale tylna część jej dachu odsuwała się, kabinę pasażerską od bagażnika oddzielała wysuwana przegroda, a bagażnik był wodoodporny i miał system odprowadzania wody. W jednej chwili więc Envoy XUV był SUV-em, a w drugiej udawał piakpa. Najgorsze było to, że mimo większego nadwozia i zmyślnych rozwiązań był ciaśniejszy i mniej praktyczny niż zwykły Envoy, na którym bazował. Po co więc cały ten ambaras?

Lincoln Blackwood to z kolei mix limuzyny z pikapem. Auto, przynajmniej z wyglądu, byłoterenowym pikapem, więc powinno być dzielne w terenie i pakowane. Niestety, Lincoln taki nie był. Miał tylko napęd na tył i pakę wykończoną drewnem, aluminium i metalem, więc owszem, była spektakularna, ale niepraktyczna. Auto było w sprzedaży tylko przez rok (w Meksyku przez dwa lata) i nie doczekało się następcy, choć ponad 3,3 tys. klientów zdecydowało się na ten model mimo jego idiotyzmu. Co ciekawe, każdy z wyprodukowanych egzemplarzy jest czarny, bo tylko taki kolor był dostępny.

Nissan Murano CrossCabriolet to bodajże najdziwniejszy crossover świata. To terenówka, ale ma tylko jedną parę drzwi i cztery miejsca, więc to również tak jakby coupe. Co więcej, materiałowy dach jest rozkładany, więc mamy do czynienia z pierwszym terenowym kabrioletem z napędem na cztery koła. Auto jest szokujące, koślawe i w ogóle a fe! Poza tym ostatnio Amerykanie uznali je za najbrzydsze auto na rynku – to o czymś świadczy!

Równie brzydkie jest BMW serii 5 GT. To po części hatchback (świadczą o tym nadwozie i pierwszy sposób otwierania klapy), po części limuzyna (świadczą o tym kabina oddzielona od bagażnika i drugi sposób otwierania klapy), po części terenówka (wyższy prześwit i wyższa pozycja za kierownicą), po części auto sportowe (silniki do słabych nie należą) i po części cabrio (ach ten szklany dach). Nie ma się co dziwić, że klienci unikają auta z tak rozmytą osobowością, podobnie jak nie szturmują salonów Mercedesa, by kupić równie rozlazłą emocjonalnie klasę R.