Nowa wersja nadwoziowa miała odmłodzić i uatrakcyjnić przestarzałego, produkowanego od 1978 r. (czyli już od 18 lat!) Poloneza.

Poza nadwoziem nie wprowadzono rewolucyjnych zmian. Silniki pozostały te same: 1.6/78 KM z wtryskiem jednopunktowym, 1.4 16V/103 KM z wtryskiem wielopunktowym oraz diesel 1.9/70 KM.

Atu odziedziczył wszystkie wady Poloneza: przestarzałe zawieszenie tylne z osią sztywną i resorami, ciężką karoserię, nadsterowność (tendencja do zarzucania tyłem na zakrętach), nienowoczesne wnętrze, słabe silniki (poza benzynowym 1.4 16V z Rovera).

Jednym z nielicznych plusów Atu było to, że montowano w nim seryjnie skuteczne hamulce Lukasa. Atu hamował skutecznie, ale z powodu miękkiego zawieszenia z przodu mocno nurkował.

Zmiana tyłu auta spowodowała, że pokrywa bagażnika była znacznie mniejsza niż w wersji hatchback – do kufra o pojemności 360 l nie można było zapakować tak dużych przedmiotów, jak do starego Poloneza.

W Polonezie Atu brak było takich dodatków, jak np. poduszki powietrzne czy układ ABS – nie można ich było zamówić nawet jako opcji.

Jako wyposażenie dodatkowe dostępne były: alufelgi, centralny zamek, elektrycznie sterowane szyby w przednich drzwiach, wspomaganie kierownicy, klimatyzację, radioodtwarzacz, szyberdach.

Jakie osiągi miał Polonez Atu? Wersja z najczęściej kupowanym silnikiem 1.6/78 KM rozpędzała się do 150 km/h, a do setki potrzebowała 18 sekund. Auto spalało średnio 9,5 litra benzyny na 100 km.

Czy odmłodzony staruszek był popularny na polskim rynku w 1996 roku? Tak i to bardzo! Powodów było kilka, a najważniejsze to stosunkowo niska cena i funkcjonalność auta.

Polonez Atu w podstawowej wersji z silnikiem 1.6 kosztował 21 tys. zł. Mniej więcej tyle samo trzeba było zapłacić za nowoczesnego, ale znacznie mniejszego Fiata Cinquecento 900.

Polonez Atu (podobnie jak równolegle produkowany hatchback Caro) mieścił 5 osób, był prosty w budowie i dość tani w naprawach. Auto można było serwisować i naprawiać praktycznie w każdym warsztacie, części były niedrogie i dostępne.

Poza tym Polonez dzięki swojej toporności był autem wytrzymałym, dobrze znosił podróże pod ówczesnych dziurawych polskch drogach (w 1996 r. autostrad jeszcze nie było, a większość dróg, w tym międzymiastowe była w bardzo złym stanie).

Dziś Polonez Atu jest rzadkim klasykiem. Produkowano go tylko przez 15 miesięcy, więc do dziś zachowało się niewiele egzemplarzy w dobrym stanie (od marca 1997 r. Atu zastąpił nowocześniejszy Atu Plus).

Dla kolekcjonerów i miłośników polskiej motoryzacji Polonez Atu jest atrakcyjną propozycją. Jego dawne wady dziś – w klasyku – nie mają znaczenia.

Problemem może być znalezienie egzemplarza w dobrym stanie – Atu mają już przecież 20 lat! W ogłoszeniach spotyka się jednak oferty egzemplarzy z małym przebiegiem, garażowanych, w oryginalnym stanie, niezagazowanych.

Za Poloneza Atu z lat 1996-97 w stanie średnim zapłacimy 2-3 tysiące zł, za egzemplarz w dobrym stanie nawet 5-6 tys. zł.

Odrestaurowanie Atu i doprowadzenie go do stanu pico bello nie będzie trudne, ani kosztowne. Bieżąca eksploatacja też jest tania, części są dostępne, a serwis na tyle łatwy, że poradzi sobie z nim średnio zaawansowany amator.

Warto zainwestować w Poloneza Atu właśnie teraz, gdy ten model jeszcze nie jest drogi, a już ma dobre zadatki na klasyka. Gdy stanie się pełnoprawnym oldtimerem (za 10 lat), będzie i droższy i bardzo trudny do zdobycia.