Szokująco wysokie paragony znad Bałtyku pojawiają się w sieci regularnie. Teraz na listę nieprzyzwoicie drogich usług trafiają taksówki. Jak podaje serwis trojmiasto.pl, poniedziałkowy poranek 6 czerwca rozpoczął się dla jednej z czytelniczek wyjątkowo pechowo. Wsiadała ona do taksówki, która stała na postoju przy jednym z dworców. Jechała raptem kilka minut i za pokonanie 1,6 km zapłaciła 50 zł.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Kobieta wspomina, że podróż przebiegała w miłej atmosferze i rozmawiała z kierowcą na temat inflacji oraz drożyzny. Oboje zgodzili się co do niesprawiedliwości szalejących cen, ale to porozumienie nie trwało długo. Po przejechaniu 1,6 km z dworca do biura klientka otrzymała rachunek na 50 zł. Tzw. trzaśnięcie drzwiami kosztowało ją 30 zł, a kolejne 20 zł to opłata za przejechany dystans.

Paragony grozy teraz także za taksówki

Trójmiejski serwis skontaktował się z kierowcą taksówki. Ten skomentował, że przez 10 miesięcy pracuje na opłaty, a prawdziwy zysk przynosi mu jedynie sezon letni. Taksówkarz powiedział, że ma ok. 4 tys. zł miesięcznie kosztów stałych i jego zdaniem stawka początkowa dla każdego kursu taksówkarskiego powinna być jeszcze wyższa. Zdaniem rozmówcy główny powód wysokich cen to zbyt duża liczba taksówek. Gdyby aut było mniej, to taksówkarze mieliby więcej pracy, a wtedy ceny pojedynczych przejazdów byłyby niższe.