• Do Polski z terenu Ukrainy przedostało się już ponad 600 tys. osób
  • Nawet te przejścia graniczne, które kiedyś były otwarte tylko dla samochodów, przepuszczają też pieszych
  • W zasadzie nie da się już samodzielnie zawieźć pomocy na Ukrainę – trwa tam regularna wojna. Dostarczanie pomocy w tereny, na których trwają działania wojenne lepiej powierzyć wyspecjalizowanym organizacjom
  • Na wielu stacjach wciąż brakuje paliwa
  • Tysiące ludzi czekają na granicach na transport wgłąb Polski – tu pomoc wolontariuszy wciąż jest potrzebna
  • Atak Rosji na Ukrainę — tu znajdziesz najnowsze informacje

Postanowiliśmy tym razem odwiedzić przejścia w Dorohusku – z racji tego, że to przejście, do którego dojazd z centrum Polski jest najłatwiejszy, oraz przejście w Zosinie i tzw. punkt recepcyjny w Hrubieszowie, po informacjach uzyskanych m.in. od przedstawicieli Fundacji Motoryzacja Dzieciom, że właśnie tam na pomoc czeka dużo matek z dziećmi.

To, że sytuacja jest daleka od normalności, widać już w trasie z Warszawy w kierunku granicy. Ruch ciężarówek – zwykle na tej trasie wyjątkowo intensywny – tym razem jest śladowy. Więcej aut ciężarowych stoi na parkingach przy trasie, niż się po niej porusza. Widać jednak sporo busów i aut osobowych, często oznaczonych kartkami w barwach narodowych Ukrainy – te jadące w stronę granicy są z reguły zapakowane pod dach pakunkami, zgrzewkami wody mineralnej, pampersami, te jadące w kierunku Warszawy są szczelnie wypełnione ludźmi. W kierunku granicy z Ukrainą wciąż jadą też auta na ukraińskich numerach, którymi podróżują głównie mężczyźni.

Im bliżej granicy, tym bardziej widać grozę sytuacji – na wielu stacjach (sytuacja z 3 marca) wciąż brakuje paliw, na innych jego ceny są znacznie wyższe niż np. w Warszawie. Na kimś, kto jeździł wcześniej w kierunku Ukrainy, niesamowite wrażenie robi ostatnich kilkanaście kilometrów trasy. Niekończący się rząd pustych koszy na śmieci ustawionych wzdłuż pobocza niemal pustej drogi wygląda absurdalnie – w normalnych czasach pobocze na wielokilometrowym odcinku drogi było wypełnione ciężarówkami czekającymi na przejazd przez granicę, a kosze były potrzebne kierowcom. Przed samą granicą drogi są zablokowane przez policję – można przejechać, jeśli wiezie się pomoc, albo jedzie się odebrać ludzi z granicy. Większość ruchu funkcjonariusze kierują jednak do tzw. punktów recepcyjnych. Funkcjonariusze pomagają, jak mogą.

Przejścia graniczne na Ukrainę: ruch ciężarówek praktycznie zamarł

Na samej granicy ruch jest zupełnie inny niż zwykle – praktycznie nie ma aut ciężarowych, od strony ukraińskiej podjeżdżają autobusy, wjeżdżają prywatne auta. Większość ludzi przechodzi jednak przez granicę pieszo – to głównie kobiety z dziećmi oraz osoby starsze. Często jednemu dorosłemu towarzyszy kilkoro dzieci w zbliżonym wieku – ci, którzy mogą wyjechać, zabierają ze sobą także dzieci rodziny, znajomych, sąsiadów. Niektórzy mają ze sobą walizki, większość jednak ma tylko małe torby, plecaki, reklamówki – często na rękach niosą psy, koty. Całość wygląda niczym sceny żywcem wzięte z filmów katastroficznych!

Sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej: chętnych do pomocy nie brakuje

Ci, którzy granicę przekroczyli pieszo, bo zostali do niej dowiezieni, albo musieli porzucić swoje samochody, w których skończyło się paliwo, po krótkiej kontroli przez polskie służby najczęściej trafiają do busów zorganizowanych m.in. przez strażaków i z granicy przewożeni są do punktów recepcyjnych. Niektórzy odtransportowywani są karetkami. Na granicy rozdawane są polskie karty telefoniczne bezpłatnie dostarczane przez operatorów.

W Dorohusku trafiliśmy na – jak nas poinformowali strażacy z miejscowej OSP – na spokojniejszy moment, kiedy udało się rozładować ruch. Uciekający przez granicę docierają falami i przez całą dobę – tego dnia najwięcej osób pojawiło się na granicy nad ranem.

Na przejściu w Zosinie ruch był większy, auta prowadzone przez strażaków bez przerwy kursowały między granicą a punktem recepcyjnym w Hrubieszowie. Na miejscu w hali Hrubieszowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji kłębiły się prawdziwe tłumy, ale o chaosie nie ma mowy. Żołnierze WOT, policjanci i strażacy starają się nad wszystkim zapanować. Wolontariusze rejestrują osoby, które przedostały się przez granicę, ale też i wolontariuszy, którzy z całej Polski przyjeżdżają, żeby im pomagać. Wszystko działa sprawnie, mimo że przecież punkty zorganizowano praktycznie z dnia na dzień, głównie dzięki samorządom i wolontariuszom. Na miejscu udzielana jest pomoc, nie brakuje jedzenia, picia, środków czystości, pieluch. Dla potrzebujących zapewniony jest też nocleg w hali, na której rozstawione są też łóżka polowe.

Chcesz pomóc Ukraińcom? Zarejestruj się, dzięki temu pomożesz skuteczniej

W Hrubieszowie osoby chętne do pomocy skanują specjalny kod QR, dostają link to formularza online, który wypełniają przy użyciu smartfona. Można wpisać, czy chce się udzielić noclegu uchodźcom, czy pomóc w ich transporcie w głąb kraju, albo pod konkretne adresy. W odpowiednich rubrykach należy wpisać ilość miejsc w aucie, możliwe kierunki podróży, numer rejestracyjny, dane kierowcy, możliwy czas oczekiwania na pasażerów. Wolontariusze starają się, żeby tak dobierać transport, żeby wykorzystać wszystkie miejsca w autach i nie rozdzielać rodzin czy grup. Część uciekających z Ukrainy ma dokąd jechać – do krewnych, znajomych, mają załatwione noclegi. Inni po prostu chcą się dostać do większych miast po to, żeby jechać gdzieś dalej, zwykle do Niemiec.

Uciekający z Ukrainy boją się pomagających. Przez rosyjskie fakenewsy

Ponieważ pojechaliśmy na granicę nie tylko z dziennikarskiego obowiązku, ale po to, żeby pomagać, rejestrujemy się przez formularz online i czekamy na naszych pasażerów. To nie trwa długo – po kilkunastu minutach dzwoni telefon, wolontariusze z punktu recepcyjnego wskazują osoby, którym mamy pomóc, pomagają przełamać barierę językową. Później, dla bezpieczeństwa naszego i naszych pasażerów wypełniamy jeszcze kolejny formularz – zapisujemy dane kierowcy i zabieranych pasażerów, cel podróży, numery telefonów. Przy wyjeździe z ośrodka formularze zbierają policjanci. To pozwala zmniejszyć strach – wśród uciekających z Ukrainy rozsiewane są plotki o rzekomo licznych porwaniach i gwałtach – rosyjska propaganda mająca zastraszyć Ukraińców dociera nawet tu.

W oczach pasażerek, które trafiają do naszego auta widać z początku niepewność. Czy na pewno nie chcemy pieniędzy? Czy na pewno dowieziemy je tam, gdzie chcą dojechać? Czy nie wysadzimy ich po prostu gdzieś po drodze? Widać zmęczenie i stresy ostatnich dni. Fachowcy nas wcześniej ostrzegali – osoby uciekające przed wojną mogą być straumatyzowane, mogą nie chcieć rozmawiać, mogą być wycofane – trzeba to zaakceptować, nie narzucać się z pytaniami. Dosłownie chwilę po ruszeniu spod ośrodka zmęczenie bierze górę nad obawami, pasażerki niemal natychmiast usypiają. W połowie drogi robimy przerwę w podróży – jedna z kobiet wyciąga telefon, przez internetowego tłumacza wpisuje dwa zdania: "Bardzo, bardzo dziękujemy za pomoc i życzliwość. Nigdy tego nie zapomnimy". Dla takich momentów naprawdę warto pomagać. Jeszcze tam wrócimy pomóc kolejnym osobom, mamy też nadzieję, że dzięki naszym radom, inni też będą mogli pomagać. Okazji, niestety, raczej nie zabraknie.

Jak możesz pomóc Ukraińcom?

Najprostszym sposobem na pomaganie jest wpłata pieniędzy na konta sprawdzonych organizacji charytatywnych! Możesz też pomóc osobiście.

  • Zanim rozpoczniesz zbiórkę rzeczy dla potrzebujących, dowiedz się, choćby na stronach organizacji pomocowych, co tak naprawdę jest potrzebne. Źle zorganizowana pomoc może się zmarnować. 
  •  Już niedługo pomoc bardziej będzie potrzebna nie na granicy, ale w głębi kraju. 
  •  Na stronę ukraińską z pomocą jeździć już mogą w zasadzie tylko Ukraińcy i zorganizowane konwoje z odpowiednimi zgodami i ochroną. Trwa regularna wojna!
  •  Wciąż potrzebna jest pomoc w ewakuacji osób napływających do przygranicznych punktów recepcyjnych. 
  •  Jadąc na granicę po pasażerów, pamiętaj, że prawdopodobnie będziesz wiózł kobiety z dziećmi. Weź ze sobą foteliki, mokre chusteczki, pieluchy. Możesz też zabrać zabawki, pluszaki – to umili podróż dzieciom.
  •  Nie bierz nieznajomych pasażerów na własną rękę, lepiej i bezpieczniej będzie, jeśli przydzielą ci ich wolontariusze w punktach recepcyjnych. 
  • Nie zdziw się, jeśli Twoi pasażerowie będą chcieli zrobić zdjęcie Twojego prawa jazdy i wysłać je np. rodzinie – wśród uciekających kolportowane są fakenewsy o porwaniach osób przez polskie gangi.
  •  Nie tankuj tuż przy granicy – nie zabieraj paliwa tym, którzy potrzebują go na miejscu. 
  • Jeśli możesz, weź ze sobą kanistry – mogą się przydać tobie, możesz też je przekazać, żeby przekazano je dalej, do osób, którym skończyło się po ukraińskiej stronie paliwo w autach.
  • Nie oczekuj, że ludzie, którym pomagasz, będą wylewni, rozmowni – większość z nich jest zmęczona, zestresowana. To, że są wycofani, cisi, nie oznacza, że nie są wdzięczni.
  • Jeśli zamierzasz wozić pasażerów, weź do auta ładowarki do telefonów, powerbanki – po wielu godzinach, a czasem nawet dniach w podróży, uciekający mogą mieć rozładowane telefony.
  • Na granicach i w punktach recepcyjnych uciekający z Ukrainy mogą dostać za darmo polskie karty telefoniczne – to może im ułatwić kontakt z bliskimi, ale też i z wolontariuszami po polskiej stronie.
  • Jeśli kontaktujesz się przez komunikatory internetowe z osobami będącymi jeszcze na Ukrainie, np. żeby umówić się na ich odbiór z granicy, staraj się pisać do nich w językach, które znają. Bierz pod uwagę to, że przy słabej jakości połączenia z internetem nie działają internetowe aplikacje do tłumaczenia!