• 39-latek jadący na hulajnodze elektrycznej był pijany
  • Zamiast wyrazić skruchę i wykonywać polecenia policjantów, zaczął przeklinać
  • w rezultacie grozi mu znacznie wyższa kara niż w sytuacji, gdyby panował nad emocjami i upojeniem alkoholowym

Badanie na zawartość alkoholu w organizmie 39-latka wykazało ponad 2 promile. W przypadku hulajnogi elektrycznej (a także roweru i podobnych pojazdów) kierowanie po alkoholu, bez względu na stężenie alkoholu we krwi, pozostaje co najwyżej wykroczeniem, choć poziom upojenia ma wpływ na wysokość kary:

  • w przypadku stężenia alkoholu we krwi na poziomie 0,2-0,5 promila mandat wynosi 1000 zł
  • w przypadku stężenia alkoholu we krwi powyżej 0,5 promila mandat wynosi 2500 zł

Mandat jest dla grzecznych – a więc nie dla każdego

Policjant ma prawo ukarać pijanego kierującego rowerem czy hulajnogą elektryczną mandatem – i to wówczas kończy sprawę bez dalszych konsekwencji. W tym przypadku jednak 39-letni hulajnogista "używał słów nieprzyzwoitych i nie wykonywał poleceń wydawanych przez mundurowych". Mandatu więc nie dostał, a za swoje zachowanie odpowie przed sądem.

Z punktu widzenia nietrzeźwego rowerzysty czy kierującego hulajnogą elektryczną mandat to najlepsza opcja, a odpowiedzialność przed sądem to tylko ryzyko wyższej kary.

Kodeks drogowy mówi, że minimalna grzywna za kierowanie takim pojazdem po alkoholu wynosi 1000 zł lub 2500 zł w zależności od zawartości alkoholu we krwi, natomiast najwyższa możliwa grzywna wynosi 30 tys. zł.

Dodatkowo sąd może ukarać sprawcę wykroczenia zakazem prowadzenia pojazdów danego rodzaju (hulajnóg, rowerów, itp.) na okres od 6 miesięcy do 3 lat, a złamanie takiego zakazu to przestępstwo zagrożone więzieniam. Nie tracimy w ten sposób prawa jazdy kat. B, ale zakaz jazdy na hulajnogach/rowerach też może być dotkliwy.