• Polski samochód na prąd promowany pod nazwą Izera wciąż nie ma kluczowych podzespołów – to bardziej makieta niż prototyp
  • Znane są dwie najbardziej prawdopodobne z planowanych lokalizacji fabryki
  • Na dzień dzisiejszy projekt nie ma zapewnionego finansowania
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Na budowie Południowej Obwodnicy Warszawy pojawił się prototypowy polski samochód elektryczny Izera w wersji hatchback. Zamknięty odcinek drogi ekspresowej S2 posłużył za plan zdjęciowy dla materiału, jaki niedługo pokaże się na jednym z internetowych portali informacyjnych poświęconych motoryzacji – taki wpis pojawił się na facebookowym profilu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, a został on zilustrowany zdjęciami narodowego auta na prąd – większość to zdjęcia statyczne, ale część ewidentnie sugeruje, że samochód jeździ, skręca i hamuje.

Jeśli dodać do tego, że jeżdżąca Izera pojawiała się już m.in. w niemieckich mediach społecznościowych (np. na profilu Deutsche Welle), to stąd prosty wniosek, a nawet dwa: po pierwsze, polski samochód na prąd jeździ, jest testowany, a zatem prawdopodobnie szykują go do produkcji; po drugie, wygląda na to, że w promocji pojazdu Izera bierze udział nowy państwowy podmiot – tym razem GDDKiA. Mamy już bardzo kosztowny i szybko drożejący prąd (założycielami i sponsorami spółki budującej auto zostały cztery polskie spółki energetyczne) – czy teraz będziemy mieli jeszcze droższe autostrady?

Izera na drodze S2 - GDDKiA tylko użyczyło drogę?

Plan na drodze S2: z dziennikarzem rozmawia (na wprost kamery)  Piotr Zaremba, prezes zarządu ElectroMobility Poland Foto: GDDKiA
Plan na drodze S2: z dziennikarzem rozmawia (na wprost kamery) Piotr Zaremba, prezes zarządu ElectroMobility Poland

Co stoi za tą promocją na stronach GDDKiA? – z tym pytaniem zwróciłem się do Szymona Piechowiaka z GDDKiA. – To żadna promocja – słyszę – po prostu udostępniliśmy kawałek drogi, która formalnie jest w budowie, ale już jest na tyle ukończona, że można po niej jeździć. To normalne, często tak robimy – tłumaczy Zastępca Dyrektora ds. komunikacji w GDDKiA – a z projektem samochodu Izera nie mamy nic wspólnego. – A kto prosił o pozwolenie na skorzystanie z drogi?

Szymon Piechowiak nie jest pewien, czy może udostępnić taką informację, wyjaśnia jedynie, że chodzi o firmę, która produkuje materiał filmowy bądź zdjęciowy o Izerze. – A dla kogo ten film? Pytam dla formalności – na zdjęciach udostępnionych na Facebooku przez GDDKiA widać prezesa spółki ElectroMobility Poland. Podsumowując: GDDKiA twierdzi, że w żaden sposób nie sponsoruje projektu Izera. Odnotujmy zatem tylko to, że zdjęcia Izery udostępnione na Facebooku opatrzone są podpisem GDDKiA oraz nazwiskiem ich autora.

Izera jeździ – ale co ma w środku?

Izera na drodze S2: zwróćcie uwagę, że na zderzaku nie ma jeszcze miejsca pod tablicę rejestracyjną Foto: GDDKiA
Izera na drodze S2: zwróćcie uwagę, że na zderzaku nie ma jeszcze miejsca pod tablicę rejestracyjną

Z tym pytaniem zwracam, się do Pawła Tomaszka, dyrektora Biura komunikacji i rozwoju biznesu w ElectroMobility Poland. Chodzi o to, że jeszcze kilka miesięcy temu podczas prezentacji Izery mieliśmy do czynienia oficjalnie z jeżdżącym prototypem, a w praktyce – zaledwie makietą auta w skali 1:1. Podstawą współczesnego samochodu osobowego jest bowiem platforma – to w największym uproszczeniu podwozie, podstawa całej konstrukcji, do której przymocowane są akumulatory, zawieszenie oraz setki mniejszych części i podzespołów.

To platforma definiuje budowę całego pojazdu – to, jak jeździ, jakie ma parametry trakcyjne, itp. Ponieważ – co było do przewidzenia i w sumie nie stanowi dużej ujmy – EMP wraz z polskimi podwykonawcami nie ma potencjału do zaprojektowania platformy samochodu elektrycznego, taką platformę albo prawa do jej produkcji trzeba kupić. Zaprojektowanie nowoczesnej platformy wiąże się z wydatkiem liczonym w miliardach (nie milionach!) euro, dlatego jedna platforma musi służyć do produkcji bardzo różnych samochodów, a firma, która już taką platformę zaprojektuje (czy to koncern VW, Renault albo PSA) udostępnia ją innym firmom, także konkurencyjnym, aby podzielić się kosztami tej operacji. A zatem kilka miesięcy temu Izera nie miała jeszcze platformy.

Nic się nie zmieniło – deklaruje Paweł Tomaszek. – Gdy podejmiemy decyzję o wyborze platformy, na pewno o tym poinformujemy. A na czym Izera jeździ obecnie? – Tego z oczywistych względów nie mogę powiedzieć. Podkreślam: na oficjalnej prezentacji marki pokazaliśmy jeżdżący prototyp i to prawda. Nigdy dotąd po tej konferencji nie twierdziliśmy, że coś się zmieniło w kwestiach technicznych.

A po co zatem promocja samochodu, którego właściwie nie ma? I tu dowiaduję się, że pomyliłem się – wszyscy się pomyliliśmy, widzimy to, co chcemy zobaczyć: nikt nie organizuje żadnej promocji, po prostu powstaje film o tym, jak tworzony jest polski samochód elektryczny, żadne tam wsparcie sprzedaży czy promocja nieistniejącego produktu, nie widziałeś – to skąd możesz wiedzieć? A zatem nie mamy do czynienia z nowoczesną odsłoną Polskiej Kroniki Filmowej? Przyjmijmy, że absolutnie nie, to rutynowy materiał informacyjny.

Jeszcze parę słów oficjalnego komunikatu EMP na temat platformy:

Izera - egzemplarz prezentacyjny

Nie ma platformy, zatem co jest? Skoro to tajemnica, można się jedynie domyślać: jest zatępcza konstrukcja z rurek stalowych bądź aluminiowych, do której umocowany jest silnik, bateria (mniejsza o zasięg – na tym etapie to bez znaczenia), tymczasowe instalacje, całość od spodu zakryta przed wzrokiem ciekawskich osłonami z tworzywa. Kiedyś ludzie budowali w ten sposób samochody SAM, a przepisy pozwalały na uproszczoną procedurę rejestracji takich wynalazków.

Wychodzono z założenia, że pojedyncze egzemplarze (najczęściej terenówek) zagrożenia na drogach znacząco nie podwyższają, niech się ludzie bawią. Dziś SAM–ów właściwie nie ma, ale są makiety aut, które może kiedyś trafią do seryjnej produkcji. Na etapie takim, na jakim jest Izera, nie ma jednak mowy o czasowej rejestracji i jazdach po drogach publicznych.

Izera jeździ, ale (podobno) bardzo powoli. Na plany zdjęciowe przewożona jest lawetą, jej włąsny napęd pozwala na przetaczanie się Foto: GDDKiA
Izera jeździ, ale (podobno) bardzo powoli. Na plany zdjęciowe przewożona jest lawetą, jej włąsny napęd pozwala na przetaczanie się

W ostatnich latach na fali narodowych sentymentów pojawiło się kilka modeli aut nazwanych na cześć zabytków polskiej motoryzacji, żaden jednak nie nadawał się do seryjnej produkcji. Tak samo z Izerą: jest profesjonalnie przygotowany projekt stylistyczny, jest makieta, ale nie da się jej produkować seryjnie.

Można się spierać, czy jeżdżąca po trasie S2 Izera to prototyp czy właśnie tylko makieta, model w skali 1:1. Co do zasady prototyp to konstrukcja stworzona do testowania jakichś rozwiązań, udoskonalania ich przy założeniu, że rzecz wejdzie do produkcji. W przypadku samochodu na tymczasowym podwoziu na dobrą sprawę nie ma czego testować – i tak nie zakłada się, że to będzie jeździć w takiej formie, tu nie ma nic do rozwijania.

Będzie docelowo jeździć, jeśli posiadaną skorupę wraz z wnętrzem dostosuje się do docelowej platformy w formie umożliwiającej seryjną produkcję – i wtedy zaczną się prawdziwe testy prototypu. No dobrze: można sprawdzać, jak się w tym wnętrzu siedzi, czy jest ergonomiczne – tyle.

Czekamy na finansowanie – mówi Paweł Tomaszek – dopiero mając finansowanie, możemy podpisać umowę z dostawcą platformy.

Słusznie – dotychczasowa działalność EMP pochłonęła wiele milionów złotych, ale to tylko miliony. Gdy finalizują się negocjacje z dostawcami platform, koszty trzeba liczyć w miliardach. I jeszcze: 36-40 miesięcy musi minąć od dnia wyboru platformy do zakończenia prac nad samochodem – przyznaje Tomaszek. To oznacza, że samochód trzeba zaprojektować właściwie od zera i podany horyzont czasowy jest raczej optymistyczny. Tyle zajmuje wdrożenie modelu istniejącym, producentom, którzy właściwie wszystko już mają. A u nas... najpierw mamy projekt nadwozia, a potem się zobaczy – czy coś to Państwu przypomina?

Nasza Izera – wszyscy jesteśmy udziałowcami!

Jeśli się komuś wydaje, że prace nad polskim samochodem koordynowane przez niemiecką firmę Edag Engineering na podstawie zleceń płynących z biura EMP w ścisłym centrum Warszawy go nie dotyczą, powinien zastanowić się, kto za to płaci. Otóż za pierwszą fazę tej działalności zapłaciły spółki energetyczne Skarbu Państwa, tak jak i zapłaciły za wiele innych rzeczy tylko w nieznacznym stopniu związanych z produkcją i dystrybucją energii.

Na marginesie: jeśli chodzi o ceny prądu dla gospodarstw domowych, to Polska po przeliczeniu ceny 1 kWh wyrażonej w złotych na euro plasuje się wśród krajów UE mniej więcej pośrodku stawki. Jeśli jednak sprawdzimy, gdzie te ceny rosną najszybciej w UE, to dowiemy się, że na Litwie. Polska jest na drugim miejscu – drugim wśród 27 państw Wspólnoty! A właśnie spółki energetyczne domagają się wprowadzenie kolejnych znaczących podwyżek cen prądu. Są koszty, muszą być podwyżki!

Zmiany w cenach energii elektrycnej dla gospodarstw domowych w porównaniu do ubiegłego roku, pierewsza połowa 2020 Foto: Eurostat
Zmiany w cenach energii elektrycnej dla gospodarstw domowych w porównaniu do ubiegłego roku, pierewsza połowa 2020

Tymczasem – jak wynika z oficjalnego komunikatu – finansowanie Izery musi wesprzeć co najmniej jeszcze jeden podmiot, rozmowy trwają. To prawdopodobnie będzie największa lub jedna z największych spółek Skarbu Państwa – czy jest jakaś inna opcja?

Ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych, pierwsza połowa 2020 Foto: Eurostat
Ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych, pierwsza połowa 2020

Fabryka na Śląsku – Jaworzno czy Ruda Śląska?

Dopinanie ostatniego guzika, jeśli chodzi o lokalizację fabryki samochodów Izera, trwa od miesięcy. Aktualny komunikat spółki ElectroMobility Poland głosi:

Na giełdzie potencjalnych lokalizacji pojawiają się Ruda Śląska i Jaworzno. Ale znowu: w normalnych warunkach najpierw trzeba zapewnić finansowanie inwestycji, a dopiero potem wypada sięgać po teren pod fabrykę, nawet jeśli miałby on być udostępniony za symboliczną opłatą.

Podsumujmy braki

Auto nie ma platformy – czyli podstawy wszystkiego, (zaprojektowane są z grubsza, podkreślmy: z grubsza jedynie karoseria i wnętrze), nie ma fabryki, projektu fabryki ani nawet miejsca pod fabrykę. Są za to zdjęcia jeżdżącego samochodu, są nawet filmy z jeżdżącą Izerą. Jest start seryjnej produkcji zaplanowany na 2023 przy świadomości, że prace projektowe i wdrożeniowe od momentu pozyskania platformy i licencji na modyfikacje trwać muszą 3-3,5 roku, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Pół godziny od zakończenia mojej rozmowy z dyrektorem Pawłem Tomaszkiem z ElectroMobility Poland dzwoni telefon. Dyrektor chciałby podkreślić jeszcze raz, że w żadnym materiale, którego EMP jest autorem, nie pojawiła się żadna sugestia, jakoby firma miała już podpisaną umowę na platformę pojazdu, nie padła w nich żadna informacja, jakoby coś się zmieniło w kwestiach technicznych od czasu prezentacji prototypu. Nie prowadzą żadnej promocji gotowego produktu, bo produkt jest jeszcze niegotowy.

Obiecałem, że wybrzmi to w materiale podwójnie mocno.

Moim zdaniem...

… obecny etap rozwoju projektu Izera – z punktu widzenia zaangażowanych w niego osób – należy przedłużać tak długo, jak tylko się da i w tym kontekście nie dziwią zapewnienia szefów EMP że „Izera jest nadal atrakcyjnym biznesowo przedsięwzięciem, a na jego zaprzestanie nie możemy sobie pozwolić mając na uwadze przyszłość branży motoryzacyjnej w Polsce”.

Dopóki nie ma produkcji – nie ma problemu z realizacją zaplanowanej sprzedaży. Nie ma jeżdżących samochodów – nie ma problemów z ich serwisem ani z doniesieniami o wadach jakościowych. Dopóki jesteśmy jedynie klientami innych firm i koncernów, dopóki pokrywamy przedstawiane rachunki – wszyscy są mili. Nie ma budowy fabryki w trakcie i kłopotów z rekrutacją tysięcy pracowników – koszty liczymy w skromnych milionach, a nie w miliardach. Nie ma seryjnej produkcji – nie ma mowy o fiasku biznesowym, jest mowa wyłącznie o potencjalnym sukcesie. Jest kilka fajnych, bezstresowych miejsc pracy – i ja to rozumiem.

Ale to, że trwa promocja nieistniejącego produktu i że jest on wykorzystywany propagandowo, to przepraszam – dla mnie jest oczywiste. I jeszcze jedna uwaga: zazwyczaj inżynierowie, projektując nowy model auta, biorą pod uwagę nie to, czy on dziś się ludziom podoba, sztuka polega na tym, aby projekt podobał się za 3-4 lata, gdy wejdzie do produkcji. Trochę się boję, że za 3-4 lata, a bardziej za 5-7, gdyby ktoś naprawdę chciał produkować Izerę, to nadwozie będzie już strasznie niemodne.

I na koniec jeszcze żart krążący w branży motoryzacyjnej: Wy nie wierzycie w narodowe auto na prąd, a ja mam już umówiony test tego pojazdu. Odbiorę go pierwszego kwietnia, wracając z lotniska w Baranowie.