Ukradł dwa kable od ładowarek do aut elektrycznych. Nie opłaciło mu się. Sąd wydał wyrok

Sieć stacji ładowania aut elektrycznych wciąż jest w Polsce dosyć skromna, mimo sporych postępów w jej rozbudowie. Tym bardziej uciążliwe są dla właścicieli "elektryków" przypadki, kiedy z istniejących już stacji przez wiele dni, a czasem i tygodni nie da się skorzystać, bo ktoś je zniszczył, odcinając przewody. W wielu miejscowościach szybka ładowarka jest najwyżej jedna, więc w razie jej awarii, wielu kierowców może mieć poważny problem z dojazdem do kolejnej. Dla operatorów stacji ładowania fala kradzieży kabli to przede wszystkim dodatkowe koszty ponoszone na serwis i wymianę zniszczonych przewodów oraz straty przez to, że ładowarka nie działa.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Kradzież kabli bez ryzyka? Wszystko przez zabezpieczenia

Złodzieje i wandale doskonale już wiedzą, że nowoczesne ładowarki są świetnie zabezpieczone. Tyle że nie przed kradzieżą, a przed tym, żeby ich użytkownikom nie stała się żadna krzywda. Stacje ładowania skonstruowane są tak, że proces ładowania, a co za tym idzie przepływ prądu o wysokim napięciu i dużym natężeniu zaczyna się dopiero wtedy, kiedy systemy diagnostyczne sprawdzą, że wszystkie elementy są w odpowiednim stanie — od przewodu, przez wtyk i gniazdo, aż po instalację i akumulator podłączonego do ładowarki auta. W razie wykrycia jakichkolwiek uszkodzeń czy nieprawidłowych parametrów ładowarka po prostu się nie uruchomi. To oznacza, że można bezkarnie odciąć kabel, jeśli nie trwa proces ładowania. Oczywiście bezkarnie tylko w sensie technicznym — bo operatorzy coraz częściej dbają nie tylko o zabezpieczenia ładowarek przed porażeniem prądem, ale też przed kradzieżą i wandalizmem, montując systemy monitoringu i inne zabezpieczenia, więc ryzyko wpadki jest coraz większe.
Od ok. 1,5 do kilkunastu kilogramów miedzi wartej ok. 40 zł za kilogram – tyle cennego surowca da się odzyskać ze skradzionego kabla.
Od ok. 1,5 do kilkunastu kilogramów miedzi wartej ok. 40 zł za kilogram – tyle cennego surowca da się odzyskać ze skradzionego kabla.Powerdot

Osiem miesięcy ograniczenia wolności za dwa kable

O tym, że takie kradzieże nie zawsze pozostają bezkarne, przekonał się złodziej, który ukradł dwa kable z ładowarek należących do sieci Powerdot. Sąd Rejonowy w Głogowie stwierdził jego winę i skazał go na karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne, łącznie przez 240 godzin. Podczas ośmiu miesięcy skazany bez zgody sądu nie może zmieniać stałego miejsca zamieszkania i ma obowiązek udzielania kuratorowi wyjaśnień co do przebiegu odbywania kary. Dodatkowo sprawca ma też obowiązek naprawienia szkody poprzez zwrot pełnej wartości skradzionego mienia na rzecz operatora stacji. Sąd oszacował wartość skradzionych kabli na ok. 15,5 tys. zł. Chociaż sam wyrok nie wydaje się przesadnie surowy, to przedstawiciele operatora, do którego należy okradziona stacja ładowania, nie kryją zadowolenia.
To ważny sygnał dla wszystkich — rynku, użytkowników pojazdów elektrycznych i złodziei — że przestępstwa wymierzone w infrastrukturę ładowania są traktowane poważnie przez organy ścigania i wymiar sprawiedliwości — stwierdził Grigoriy Grigoriev, General Manager Powerdot Polska.

Ile warte są kable do ładowarek aut elektrycznych?

Kable do stacji ładowania aut elektrycznych są wykonane z przewodów miedzianych o dużym przekroju — im mocniejsza ładowarka, tym cięższy kabel. Ceny kilkumetrowych kabli do ładowania aut elektrycznych, wyposażonych we wtyk i elektronikę, liczone są w tysiącach złotych (typowy, ok. 6-metrowy kabel kosztuje 7-14 tys. zł). Przewody stosowane w najmocniejszych ładowarkach są jeszcze droższe, nie tylko z racji grubszych przewodów, ale także z racji bardziej skomplikowanej konstrukcji z wbudowanymi przewodami do chłodzenia. Oczywiście, to wartość "odtworzeniowa", ważna przede wszystkim dla operatora stacji i jego ubezpieczyciela. Na złomowisku czy w skupie surowców wtórnych złodzieje mogą dostać za przewód zaledwie ułamek tej kwoty. W takim przypadku najważniejsza jest oczywiście wartość miedzi zawartej w przewodach, której może tam w nich być od 1,5 do nawet kilkunastu kilogramów. Za kilogram odzyskanej z kabla miedzi na skupie złodziej może dostać ok. 40 zł, więc ewentualny zysk ze sprzedaży odzyskanego surowca jest nawet kilkadziesiąt razy mniejszy od ceny nowego przewodu.

Za kradzione kable mogą ukarać nie tylko złodzieja

Warto wiedzieć, że przy takich sprawach ukarany może zostać nie tylko złodziej, ale też i osoba, która kupiła od niego przewody lub odzyskaną z nich miedź. Sprzedawanie i kupowanie miedzi z nieudokumentowanego źródła jest nielegalne. Punkt skupu metali ma obowiązek spisać imię, nazwisko, adres zamieszkania oraz numer dowodu sprzedającego i odnotować te dane w tzw. formularzu przyjęcia odpadów metali. Jeśli sprzedający nie chce danych podać, skup nie ma prawa przyjąć towaru.
W takich przypadkach kupującym trefny towar grozi też odpowiedzialność za paserstwo — umyślne, jeśli widzą, że towar pochodzi z kradzieży (kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności) lub nieumyślne, np. w sytuacji, w której okoliczności, czyli m.in. podejrzanie niska cena lub odmowa wskazania źródła towaru powinny wzbudzić podejrzenia, ale i tak dochodzi do transakcji (kara: grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do lat 2).
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu