Dokładny opis techniczny auta z jego historią zamieścił przyjaciel Prokopa, który opiekuje się samochodem i w imieniu celebryty go sprzedaje. BMW „trójka” została kupiona w Niemczech od starszego pana. Autor ogłoszenia w serwisie otoMoto nie podaje, czy Niemiec płakał, kiedy sprzedawał i czy odprowadzał auto do granicy. Istotna informacja jest taka, że wówczas „trójka” była w wersji 324d. To wyjaśnia dlaczego miał ją starszy pan – otóż jest to wersja z silnikiem Diesla (bez turbo), 6-cylindrowym, o pojemności 2,4 litra i mocy 86 KM. Starszy pan, gdy chciał „poszaleć” swoją BMW musiał wciskać pedał gazu do oporu aż 16,1 sekundy, aby jego auto osiągnęło „setkę”, a na niemieckiej autostradzie mógł rozpędzić się do 165 km/h. I to wszystko za niewielkie pieniądze – w trasie BMW 324d paliło zaledwie 5,3 l/100 km, na jednym baku można było przejechać tysiąc kilometrów!

BMW E30 Marcina Prokopa zyskało kilka modyfikacji, w tym nowy silnik

To co podobało się starszemu panu w Niemczech, absolutnie nie pasowało Panu Marcinowi. Zlecił więc – jak podano w opisie – swap silnika. Brzmi ładnie, zagranicznie, ale w rzeczywistości oznacza po prostu wymianę silnika. BMW Prokopa dostało pod maskę mocną jednostkę benzynową R6 o pojemności 2,8 litra i mocy 193 KM.

BMW zostało gruntownie wyremontowane, karoseria polakierowana, zwykłe siedzenia zastąpiono „kubełkami” – przy okazji przedłużając prowadnice siedzenia kierowcy, aby zmieścił się na nim mierzący ponad 2 metry Pan Marcin.

Autor opisu podaje, że celowo nie wymieniono dyferencjału stosowanego w wersjach dieslowskich, co po wymianie silnika na 193-konny pozwoliło uzyskać tzw. krótkie biegi i bardzo dobre przyspieszenia.

„Ten egzemplarz to idealne auto dla kogoś, kto chce jeździć dającym mnóstwo frajdy, niewymagającym interwencji klasykiem z nowoczesnym sercem” – zachwala auto przyjaciel Marcina Prokopa, dodając, że samochód jest tak zadbany, że nie wymaga wkładu finansowego. Wszystko się zgadza, oprócz określenia klasyk.

BMW E30 Marcina Prokopa - czy może być klasykiem?

Przy całej sympatii do Pana Marcina, którego pamiętamy m.in. z prowadzenia do niedawna motoryzacyjnego programu Automaniak, auto nie jest oryginalne, a ortodoksyjni kolekcjonerzy użyliby nawet określenia „kundel”. Wymiana silnika, siedzeń, kierownicy, elementów zawieszenia i wnętrza spowodowała, że tak zmienione BMW nie może być uznane za auto zabytkowe, nie ma też szans na uzyskanie tzw. żółtych tablic zarezerwowanych dla prawdziwych klasyków.

W tej sytuacji zaproponowana cena – 39 tys. zł jest mocno przesadzona. I nie ma znaczenia, że dotychczasowy właściciel prawdopodobnie zainwestował w auto znacznie więcej. Reguły rządzące rynkiem samochodów klasycznych są bezwzględne – auto w 100 proc. oryginalne jest drogie, a „skundlone” (nawet bardzo atrakcyjne) – znacznie tańsze. Wystarczy zajrzeć do katalogu klasyków „Oldtimer Marktu” z roku 2020 – oryginalne do ostatniej śrubki, w idealnym stanie BMW 324d E30 wycenione jest tam na 12 tys. euro, czyli ok. 55 tys. zł.

Cenę auta może znacznie „podbić” znane nazwisko właściciela. Pan Marcin Prokop jest znany i lubiany, ale ta sława musiałaby osiągnąć światowy zasięg. Gdyby w przyszłości został prezydentem, papieżem, dyktatorem, inwestycja w jego auto na pewno przyniesie krociowe zyski...