Maserati Grecale, którego nazwa tradycyjnie już wywodzi się od wiatru, mieliśmy już zobaczyć na światowej premierze 16 listopada. Niestety, wiadomo już, że ten termin też jest nierealny. Włoski SUV ma po prostu pecha, a jego budowa zbiegła się w czasie z niedoborem podzespołów, w tym głównie półprzewodników. W komunikacie firma zadeklarowała, że auto zadebiutuje dopiero wiosną 2022 roku, a to wszystko za sprawą "przerw w łańcuchach dostaw kluczowych komponentów, niezbędnych do ukończenia procesu produkcji samochodu".

Maserati twierdzi, że nie chce wypuszczać na rynek potencjalnego hitu, którego nie byłoby w stanie dostarczyć klientom. Pomiędzy wierszami wyczuć można pewność Włochów, że nowy SUV w gamie będzie znacznie popularniejszy niż Levante. Trudno się temu dziwić, bo będzie walczyć w znacznie popularniejszej klasie. Poza tym Grecale ma być znacznie nowocześniejszy i mieć na pokładzie „przełomowe funkcje w obszarach łączności i interfejsu człowiek z samochodem”. O jakie rozwiązania chodzi producentowi? Tego już się nie dowiadujemy. W każdym razie mocno rozwinięta elektronika wymaga dużych zasobów, m.in. półprzewodników, których akurat brakuje.

Maserati Grecale, młodszy brat Alfy Romeo Stelvio?

Co do tej pory wiemy o Maserati Grecale? Między innymi to, że nowy SUV klasy średniej będzie częściowo bazował na rozwiązaniach z Alfy Romeo Stelvio – oba auta mają powstawać na platformie Giorgio – a jego głównymi konkurentami będzie Porsche Macan, BMW serii X3, czy Range Rover Velar. To segment cieszący się dużym zainteresowaniem, dlatego trudno się dziwić, że Maserati już dziś twierdzi, że niebawem za większość sprzedaży włoskiej marki będą odpowiadać... SUV-y, czyli Grecale i Levante.

Włochom do tej pory udało się utrzymać w tajemnicy dane techniczne nowego modelu. Można tylko przypuszczać, że Grecale pojawi się w różnych wersjach: spalinowej, hybrydowej i prawdopodobnie elektrycznej. Inne źródła twierdzą, że w ofercie największą jednostką będzie 6-cylindrowy benzyniak.

Ładowanie formularza...