Jeżeli pierwsze wrażenia towarzyszące zapoznawaniu się z Nissanem 370Z uznasz za flirt, to po uruchomieniu silnika czeka cię niemal erotyczna eksplozja wrażeń. Ostrzegamy na wstępie: jeżeli „370-tka” nie jest twoja, uważaj, zanim zrobisz kolejny krok, bo będziesz bardzo tęsknić! To, co dzieje się po wciśnięciu gazu do oporu, to narkotyczna mieszanina bulgotu wydechu, nieco delikatniejszego tonu spod maski i „wzdychania” przymykanej podczas zmiany biegu elektronicznie sterowanej przepustnicy.

Ryk, który towarzyszy wykorzystywaniu pełnej mocy, jest tak donośny, że z czasem może stać się uciążliwy, ale biorąc pod uwagę frajdę z jazdy, to żadne zmartwienie. Chyba że dla sąsiadów, kiedy o siódmej rano zapomnisz się, wyjeżdżając z parkingu, i dodasz więcej gazu, płosząc ptaki. Automatyczna skrzynia błyskawicznie zmienia biegi, chociaż manetki przy kierownicy mogłyby obracać się razem z nią.

O komforcie można powiedzieć tyle, że istnieje, i jest to spora zaleta jak na tak ekstremalne auto. Nissan trzyma się drogi niczym przyklejony, przy tak pokaźnej mocy rezerwa przyczepności imponuje. Auto nie jest tanie, ale np. Porsche o podobnej mocy będzie droższe. Na pokładzie komplet elektronicznych „pomocników”.