Hyundai pochwalił się zmodernizowaną wersją swojego hot-hatcha. Wdać, że specjalnie dla „eNki” zaprojektowano m.in. przedni i tylny zderzak oraz przedni, szeroki grill z logo “N”. Zmodernizowano także tylne światła oraz reflektory LED ze światłami do jazdy dziennej w kształcie litery „V”. Z tyłu mamy też dwie duże końcówki układu wydechowego. Nowe są także kute, 19-calowe felgi z lekkich stopów. Obręcze mają być nie tylko bardziej efektowne, ale i lżejsze od dotychczas stosowanych. Niestety, na razie nic nie wiemy o wnętrzu auta.

Na pierwszy rzut oka nowy wygląd i30 N jakoś nie elektryzuje. To nadal auto trochę niepozorne, które w bazowym kolorze trudno byłoby wyłapać z tłumu „cywilnych” i30. Jednak, jeśli nowa generacja będzie jeździć jeszcze lepiej niż poprzednik, to ten nieco zachowawczy design wybaczy mu z pewnością każdy, kto będzie miał zająć miejsce za kierownicą.

Jednak w tym przypadku to nie design nadwozia wydaje się być najważniejszą nowością Hyundaia i30 N. Największe zainteresowanie wzbudza nowa 8-biegowa, dwusprzęgłowa skrzynią biegów (N DCT). Oczekiwania do nowej przekładni są spore, bowiem, jak chwali się Hyundai, stworzono ją wyłącznie z myślą o serii N. Miejmy nadzieję, że Hyundai lepiej poradzi sobie z tym zadaniem, niż chociażby Renault w Megane RS, gdzie wersja z dwusprzęgłową skrzynią i „manualem” wydają się niemal dwoma różnymi autami.

Na więcej informacji o nowym Hyundaiu i30 N musimy jeszcze poczekać.