Jak głosi legenda, za projektem stał sam ówczesny CEO Volkswagena, czyli Martin Winterkorn. W 2007 r., na jakieś dwa miesiące przed zlotem nad Wörthersee, miał on wezwać swoich ludzi i poprosić o coś wyjątkowego. Coś, co będzie można pokazać fanom i coś, co będzie świadczyło o nieograniczonych możliwościach Grupy VAG. Recepta okazała się dość prosta: wziąć nadwozie Golfa GTI 3d, zamiast tylnej kanapy wrzucić silnik z Bentleya, doprawić elementami ze sportowych modeli Audi, a napęd przekazać wyłącznie na tylną oś. No bo jak się bawić, to już na całego.

Efekt okazał się wręcz niesamowity. Inżynierowie uporali się z zadaniem i w dwa miesiące przygotowali Golfa z silnikiem W12, wspomaganym dwoma turbosprężarkami. 650 KM w małym hatchbacku z napędem na tył? Toż to nawet bardziej szalone niż np. Renault Clio V6. I faktycznie, Golf W12, w przeciwieństwie do Clio, został wyłącznie showcarem, którym mogli przejechać się wyłącznie wybrani.

Osiągi? Pierwsze 100 km/h poniżej 4 s, prędkość maksymalna ponad 320 km/h (!). Przednie hamulce pochodziły z Audi RS4, tylne – Lamborghini Gallardo. Silnik znajdował się centralnie z tyłu, co wymusiło m.in. przeniesienie zbiornika paliwa pod maskę. Aby pomieścić silnik i układ napędowy, nadwozie musiało zostać odpowiednio poszerzone. Niestety – ci, którzy mieli okazję pojeździć tym szalonym "über-Golfem", donosili, iż jest to auto dość wymagające w prowadzeniu. Do tego stopnia, że niekiedy ciężko było trafić w czarne.

Niemniej samochód pozostaje fenomenalnym dowodem na możliwości koncernu. I choć powstał tylko w jednym egzemplarzu (z odpowiednią tablicą rejestracyjną – WOB-PS 650!), to dziś nadal podnosi ciśnienie tym, w których żyłach płynie benzyna.