Jeszcze kilka lat temu największym hitem wśród rodzin podróżujących z dziećmi były duże ekrany mocowane do dachu samochodu. Nie licząc oczywiście przenośnych odtwarzaczy DVD, które były najtańszą opcją gwarancji spokoju w trakcie dłuższej podróży. Obecnie zainteresowanie podwieszanymi monitorami wyraźnie spada. Widać to również po ofercie firm car audio. Prawdziwych nowości jest jak na lekarstwo. Dlaczego?

Zacznijmy od kosztówNie trudno zgadnąć, że podstawową barierą są koszty. Monitory najbardziej renomowanych marek to wydatek ponad 2000 zł. A to nie jedyny koszt jaki należy ponieść. Dość droga jest też instalacja sprzętu w samochodzie. Montaż monitora jest bowiem dość czasochłonny. Zwykle trzeba zdemontować podsufitkę, przeprowadzić okablowanie do zasilania jak i sygnałowe do połączenia z radiem samochodowym (chyba, że używany jest transmiter FM). W konsekwencji za profesjonalny montaż ekranu trzeba zapłacić nawet ponad 1000 zł! Wbrew pozorom łatwiej o tani sprzęt niż tani montaż. Najtańsze ekrany podsufitowe to koszt kilkuset złotych. Montaż z pewnością będzie droższy.

Czy można zaoszczędzić?Teoretycznie tak i samemu spróbować sił z montażem. Jest to możliwe jakkolwiek wymaga dużej wprawy i ostrożności. Wśród instalatorów krążą opowieści o samochodach, w których użytkownicy przewiercili dach podczas próby montażu sprzętu. Zdarzały się przypadki, że użytkownicy dobrze wybierali miejsce nawiercenia otworów. Ale przesadzali z długością wkrętów montażowych. Jedno nie ulega wątpliwości: jeśli ktokolwiek zdecyduje się na samodzielny montaż sprzęt musi zainstalować bardzo solidnie. Rama montażowa musi być dobrze zamocowana, by uniknąć niespodzianki, gdy ekran zacznie się… opuszczać. Wbrew pozorom to też możliwe.

Jak wybrać ekran?Sprzęt dzieli się na dwie kategorie: urządzenia z mechanizmem odtwarzacza płyt oraz samodzielne ekrany bez napędu. W tym drugim przypadku potrzebne jest źródło obrazu: stacja multimedialna albo oddzielny odtwarzacz płyt. A to oznacza dodatkowe podłączenie kablem sygnałowym (zwykle standardowy RCA).

Filmy można także odtwarzać z USB i czytnika kart pamięci. Trzeba jednak mieć na uwadze, że zwykle traktowane jako gorsze tanie chińskie konstrukcje mogą mile zaskoczyć. Często bowiem są kompatybilne z większą gamą standardów zapisu video, niż sprzęt bardziej uznanych marek.

Trzeba mieć jeszcze jedno na uwadze: ekran ekranowi nie równy. Zazwyczaj w tanich konstrukcjach jakość matryc to prawdziwa loteria. Najłatwiej o tym się przekonać w sklepie. Wystarczy podłączyć kilka egzemplarzy, by zobaczyć różnice w jakości obrazu. Teoretycznie te same modele mogą mieć odmienne zróżnicowanie kolorów, poziom jasności czy kontrast. Niestety im niższa cena, tym zwykle większa rozbieżność w jakości „świecenia”.

Wielkość matrycy również się liczy. Na pewno warto zachować umiar. Kilka lat temu temu w Warszawie zasłynął właściciel Daewoo Matiz, który zmieścił wielki 10 calowy model. Dobierając właściwy rozmiar warto uwzględniać, czy ekran nie będzie zbyt blisko głowy kierowcy czy pasażera z przodu. To oczywiste, że po rozłożeniu przesłoni widok w lusterku wstecznym. To niestety nie do uniknięcia.

Czy warto?To zależy. W przypadku dużych vanów jeden duży (np. 10 calowy) ekran będzie lepszym rozwiązaniem niż kilka oddzielnych monitorów zagłówkowych. Alternatywą mogą być tanie tablety mocowane do zagłówków. To obecnie najtańsze rozwiązanie. I gwarancja różnorodności rozrywki. Każdy z pasażerów może bowiem oglądać coś zupełnie innego.