• Jeśli to możliwe – w trakcie podróży lepiej używać dwóch różnych programów niż polegać tylko na jednym
  • Yanosik wciąż jest niekwestionowanym liderem pod względem ostrzegania o kontrolach prędkości
  • Waze świetnie sprawdza się w dużych miastach (alarmy o suszarkach). W trasie dobrze ostrzega zaś o kiepskiej nawierzchni.

Nietrudno zgadnąć z czym zwykle kojarzy się popularny program zwany ostrzegaczem – czyli taki jak Coyote, Rysiek, Waze czy Yanosik. Bywa bowiem postrzegany jako następca radia CB i jednocześnie najprostszy sposób na to, by uniknąć policyjnych kontroli oraz wszelkich fotoradarów. Traktowanie jednak ostrzegacza tylko i wyłącznie jako narzędzia do tego, by unikać mandatów jest po prostu krzywdzące. Program przydaje się bowiem na co dzień bez względu na to czy mamy do pokonania tylko kilkanaście kilometrów czy też dużo więcej i czy za wszelką cenę chcemy uniknąć spotkania z mundurowymi.

Wypadek, remont i dziura na drodze

Popularne aplikacje służą także do informowania kierowców o innych niespodziankach. Z dość dużym wyprzedzeniem zostaniemy ostrzeżeni o wypadku, remontowanej drodze, śliskiej nawierzchni czy nawet trudnych warunkach atmosferycznych. Niektóre programy powiadamiają również o… dziurach w nawierzchni. Na tym jednak nie koniec.

Z ostrzegacza dowiemy się również o dopuszczalnej prędkości na danym odcinku drogi. Osobną kwestią pozostaje jednak czy dane podawane w programie są zgodne z tym co widzimy na znaku drogowym. A z tym bywa zaskakująco kiepsko, o czym przekonaliśmy podczas kilku ostatnich tygodni, kiedy podróżowaliśmy z dwoma popularnymi programami: Waze i Yanosikiem.

Z Yanosikiem i Waze jeździliśmy nie tylko po głównych drogach krajowych czy wojewódzkich, ale także po mniej uczęszczanych trasach. Z aplikacji oraz urządzenia korzystaliśmy w ciągu dnia (w godzinach szczytu jak i wówczas, gdy ruch odbywał się swobodnie) oraz podczas nocnych przejażdżek. Odwiedziliśmy nie tylko największe miasta (m.in.: Gdańsk, Gdynia, Kraków, Lublin, Radom, Warszawa, Wrocław), ale także liczne mniejsze ośrodki (Biała Podlaska, Częstochowa, Kłodzko, Otwock, Siedlce, Przemyśl, Ustrzyki Dolne, Zawiercie).

Telefon, terminal i radio w samochodzie

Podczas podróży korzystaliśmy nie tylko z samych aplikacji w telefonach. W przypadku Yanosika sięgnęliśmy także po kosztowne małe urządzenie z niewielkim ekranem, czyli Yanosik GTR (umieszczony na przedniej szybie sprawdza się wyśmienicie). Waze często zaś był wyświetlany na ekranie radia samochodowego z dużym ekranem (w trybie CarPlay).

Po podłączeniu telefonu z systemem Android i uruchomieniu funkcji Android Auto mogliśmy zaś słuchać głosowych ostrzeżeń z Yanosika (sam program nie był jednak widoczny na ekranie). Każde z rozwiązań ma swoje lepsze jak i gorsze strony. Przyznaję, że pod względem obsługi i wygody użytkowania korzystnie wypadł Yanosik GTR oraz Waze widoczny na ekranie multimedialnego radia samochodowego. 

Król jest tylko jeden?

Po wielu kilometrach podróży jednego możemy być pewni – pod względem skuteczności ostrzegania o policyjnych kontrolach (i modelach nieoznakowanych radiowozów) Yanosik dalej wypada znacznie lepiej od Waze. Trzeba jednak przyznać, że różnica między dwoma aplikacjami zmniejsza się znacząco, gdy podróżujemy w obrębie dużych aglomeracji. Dobrym przykładem jest obszar Warszawy, gdzie Waze tylko nieznacznie ustępuje Yanosikowi pod względem ostrzegania o samych kontrolach.

Im dalej jednak od dużych miast, tym przewaga Yanosika znacząco rośnie. Waze niemal milczy w porównaniu z polskim programem, który często wszczyna alarm o zbliżaniu się do „suszarki” czy obszaru, gdzie krąży nieoznakowany radiowóz.

Foto: Tomasz Okurowski / Auto Świat
Test ostrzegaczy drogowych

Wszystko ma jednak swoje graniczenia. Na lokalnych drogach w okolicach m.in. Siedlec, Ustrzyk Dolnych czy między Zawierciem a Krakowem trafiliśmy na policyjne kontrole, o których nie ostrzegł żaden z programów. Warto przy tym jeszcze raz podkreślić – dla kierowcy jeżdżącego zgodnie z przepisami to i tak żaden problem.

Ograniczone zaufanie

Oczywiście ostrzeganie o Policji to nie wszystko. Oba programy dobrze radziły sobie z informowaniem o fotoradarach czy odcinkowych pomiarach prędkości. Aplikacje można także docenić za powiadomienia o remontowanych miejscach, by zawczasu ograniczyć prędkość. Niestety nie można na nich w pełni polegać pod względem informacji o prędkościach dopuszczalnych na poszczególnych odcinkach dróg. Pod tym względem szczególnie zawiedliśmy się na Yanosiku. Od miesięcy bowiem obserwujemy, że jakość informacji pozostawia coraz więcej do życzenia.

Yanosik dość często mylił się wskazując niewłaściwą dopuszczalną prędkość nie tylko przy remontowanych miejscach, ale także podczas podróży autostradami. Bez względu na to czy korzystaliśmy z terminala GT-R czy aplikacji to regularnie zdarzały się błędy szczególnie, gdy mijaliśmy parkingi, miejsca do wypoczynku (MOP) czy stacje benzynowe. Wówczas zamiast właściwej prędkości (np. 90 km/h czy 140 km/h) pojawiało się ostrzeżenie np. o 20 km/h. Pod tym względem Waze był nie tylko dokładniejszy, ale bardziej stabilny.

Niespodzianki – miłe i niemiłe

Miłą niespodzianką w Waze okazała się funkcja ostrzegania o kiepskiej nawierzchni. Pod tym względem program świetnie się prezentował szczególnie na południu kraju, gdzie nawet na mniej uczęszczanych drogach lokalnych pojawiały się ostrzeżenia o dziurach na drodze. Co równie ważne, pojawiające się ostrzeżenia miały swoje potwierdzenie, dzięki czemu w okolicach Częstochowy uniknęliśmy uszkodzenia felg na równej z pozoru drodze.

Yanosik dalej irytuje pod względem zgłoszeń np. o licznych zatrzymanych pojazdach czy niepotwierdzonych kontrolach. Nietrudno o wrażenie, że w weekendy łatwiej o fałszywe alarmy niż w ciągu tygodnia. Pod tym względem Waze wydaje się bardziej przewidywalny.

Naszym zdaniem

Choć Yanosik to wciąż świetny ostrzegacz to jednak konkurencja depcze mu po piętach. Pod względem nawigacji Waze już teraz wypada lepiej. Oba programy wzajemnie się uzupełniają (w końcu oba bazują na sile społeczności użytkowników) na tyle, że najlepiej korzystać z obu jednocześnie o ile jest to możliwe. Nie ulega przy tym wątpliwości, że ostrzegacze przydadzą się każdemu kierowcy – także takiemu, który stara się przestrzegać wszystkich przepisów.