• Ogromne auto (5,8 m długości i 2,4 m szerokości) kryje kabinę dla zaledwie dwóch osób
  • Bentley deklaruje, że w EXP 100 GT wykorzystano baterie przyszłości, czyli akumulatory o pięciokrotnie większej gęstości niż obecnie stosowane
  • Samochód będzie można naładować w 15 minut (do 80 proc. pojemności). Zasięg – do 700 km

Jak świętować stulecie marki? Wystarczy sprawić sobie odpowiedni samochód koncepcyjny. Oczywiście, nie byle jaki. W przypadku marki Bentley nietrudno zgadnąć, że chodzi o wizję luksusu. I to wizję luksusu po brytyjsku. Zresztą inna opcja nie wchodzi w grę. Bentley EXP 100 GT to przede wszystkim spojrzenie w przyszłość motoryzacji. Nie jest niespodzianką, że to koncept elektrycznego samochodu autonomicznego. Jakże może być inaczej?

Bentley EXP 100 GT – odrobina rozsądku

Na szczęście zachowano odrobinę rozsądku. Brytyjscy konstruktorzy, podobnie jak ich francuscy koledzy (Peugeot e-Legend), uznali, że w przyszłości kierownica jeszcze się przyda, by choćby przez chwilę czerpać radość z samodzielnego prowadzenia samochodu i przy okazji wzbudzać respekt na drodze. I nie chodzi jedynie o ogromne rozmiary auta (długość 5,8 m, czyli niemal tyle ile dużego dostawczego Volkswagena Craftera; dwumetrowe drzwi uchylają się zaś na wysokość aż 3 m), ale także o charakterystyczne wzornictwo i oświetlenie.

Przód EXP 100 GT to nic innego jak ogromna tafla wypełniona diodami LED, które trudno będzie przeoczyć w nocy na drodze. Całość świeci równie imponująco, co stuningowane ciężarówki, które zwykle widać już z daleka. Podobnie jest z tyłu konceptu, gdzie oświetlenie diodowe prezentuje się równie imponująco (szczególnie po obejrzeniu oficjalnego filmu) z różnymi efektami świetlnymi.

Bentley EXP 100 GT – długi jak dostawczak

Ogromne auto (5,8 m długości i 2,4 m szerokości) kryje kabinę dla zaledwie dwóch osób. Wnętrze urządzono oczywiście po królewsku, ale zachowano przy tym odrobinę umiaru. Bentley chwali się ekologią i racjonalnym doborem materiałów. Stąd dla przykładu wykorzystano drewno pochodzące z naturalnie zwalonych drzew. Nie była to jednak pierwsza lepsza sosna w pobliskim lesie, tylko stare kłody (szacowany wiek 5 tys. lat) odkryte w rzekach, torfowiskach czy jeziorach. Skóropodobne wykończenie siedzeń (z funkcją biometrii, by dopasować się do stylu jazdy) uzyskano zaś z odpadów pochodzących z produkcji wina, a lakier z tego co zostaje po produkcji ryżu. Brawo.

Pora na technikę, a ściślej na techniczne obietnice. Bentley deklaruje, że w EXP 100 GT wykorzystano baterie przyszłości, czyli akumulatory o pięciokrotnie większej gęstości niż obecnie stosowane. W praktyce oznacza to tyle, że samochód będzie można naładować w 15 minut (do 80 proc. pojemności). Naładowany do pełna (procesem steruje wirtualny asystent, który na co dzień dba także o komfort pasażerów) powinien przejechać nawet 700 km. Ciekawe o ile spadnie zasięg, gdy Bentley rozpędzi się do maksymalnej prędkości 300 km/h?

Bentley EXP 100 GT – prawie jak w Oplu czy lepiej?

Samochód napędzany jest w sumie czterema silnikami, których praca dostosowywana jest do stylu jazdy. Bentley obiecuje wektorowanie momentu obrotowego, by poprawić przyjemność z jazdy w zakrętach. Zasadniczo, to nic nowego. Podobne rozwiązanie znamy choćby z bardziej przyziemnego (plebejskiego wręcz) Opla Insignia. Pytanie, czy znają je potencjalni klienci Bentleya?

Oczywiście o cenie EXP 100 GT nie ma mowy. Koncept pozostanie zapewne tylko jako unikalny egzemplarz. Jednak Stefan Sielaff, szef designu Bentleya, deklaruje: „Bentley EXP 100 GT to reprezentant samochodów, które chcemy produkować w przyszłości”. Otwartą kwestią pozostaje zatem tylko jedno – kiedy zobaczymy seryjne auta, których konstruktorzy do woli czerpali z konceptu. Nie możemy się doczekać.