Dzieje się w Oplu. Odkąd stery przejął Karl-Thomas Neumann, a szefową marketingu mianowano Tinę Müller, firma robi wszystko, żeby klienci znów pożądali Opli, a nie rozważali je jako mniej atrakcyjne alternatywy dla innych marek. I widać pierwsze efekty. Tego lata w niemieckich statystykach sprzedaży Opel wyprzedził BMW i wskoczył na 4. miejsce.

Marka świetnie radzi sobie i na polskim rynku – zajmuje pewną 4. pozycję, a Astra, Mokka i Corsa należą do 6 aut najchętniej wybieranych przez klientów indywidualnych. Trzeba jednak zaznaczyć, że u nas Opel nigdy doświadczył takiego kryzysu wizerunkowego, jak w Niemczech. Kampanie marketingowe i coraz lepsze auta to jednak dopiero połowa sukcesu.

Potrzebny jest też model wizerunkowy, którego blask spłynie również na popularniejsze modele. To powszechna strategia wśród producentów aut i Opel także już kiedyś ją zastosował. Dokładnie 50 lat temu na salonie IAA we Frankfurcie zaprezentowano filigranowe sportowe coupé o nazwie „GT Experimental”. W 1968 r. na rynek wjechała jego seryjna wersja i szybko podbiła serca tych osób, które marzyły o amerykańskiej Corvette, ale ich budżet nie pozwalał nawet myśleć o tak drogim i paliwożernym aucie.

GT stanowiło dla nich znakomity substytut. Było tanie w utrzymaniu, gdyż korzystało z techniki Kadetta i jego 4-cylindrowych jednostek napędowych. Jak dowiedzieliśmy się z pewnego źródła, w Rüsselsheim pracują nad nową wersją słynnego GT. Siłą napędzającą ten projekt jest sam Karl-Thomas Neumann, który kilka miesięcy temu nabył do swego prywatnego garażu klasyczne GT i pochwalił się nim podczas sierpniowego rajdu Hamburg-Berlin-Klassik.

Bez wyraźnych akcentów retro, ale z tymi samymi seksownymi proporcjami, co klasyczny Opel GT

Podobnie jak w pierwowzorze, bazę konstrukcyjną dla nowego GT dostarczy popularny model, w tym wypadku nowa Astra. To doskonały punkt wyjścia, bowiem konstrukcja tej generacji została odchudzona aż o 200 kg względem poprzedniej. Opel musi się też ustrzec błędu, jaki popełnił w 2007 r., gdy już raz sparzył się na odrodzeniu legendy GT. Zaprezentowany wówczas samochód był Pontiakiem Solstice ze zmienioną nazwą i oprócz sportowego charakteru niewiele miał wspólnego z oryginalnym GT. Fani tego modelu demonstracyjnie omijali salony szerokim łukiem i w rezultacie po zaledwie 2 latach wycofano GT z produkcji.

W tym wypadku ma być inaczej. Stylistycznie nowe GT będzie dalekie od wyglądu Astry, ale wiemy też, że nie stanie się typowym autem retro, jak Fiat 500 czy Mini. Przód ma nieco przypominać koncepcyjną Monzę, czyli można liczyć na minimalistyczne reflektory ledowe i nisko osadzony grill. Zabraknie co prawda otwieranych reflektorów, typowych dla starego GT, jednak już linia dachu, zadarty „kuper” i wreszcie charakterystyczne wcięcie w „biodrach” będą jednoznacznie kojarzyć się z klasykiem Opla.

Wyzwaniem zarówno dla stylistów, jak i inżynierów są krótkie zwisy, które uzupełnią dynamiczną sylwetkę nadwozia. Kabina będzie miała układ foteli 2+2, czyli dwa pełnoprawne miejsca z przodu i dwa awaryjne (w sam raz dla dzieci) z tyłu.

Pod maską powinno pojawić się 300 KM, niewykluczone, że Opel zdecyduje się też na diesla – jest on przecież dostępny w konkurencyjnym VW Scirocco. Pod względem ceny Opel musi natomiast zachować rozsądek. Obstawiamy, że słabsze wersje GT będą kosztować od ok. 110 000 zł.

Opel potrzebuje tego auta

Jednak nie po to, żeby zrobić nim „wynik”, lecz żeby wywrzeć wrażenie na nabywcach popularnych modeli. Jeśli publiczność w Genewie zareaguje na niego pozytywnie, można się spodziewać, że do salonów wjedzie już za 3 lata.