• Koniec z szarpaniem się z kablami rozruchowymi – małe boostery potrafią być zaskakująco skuteczne
  • Za sprzęt o niewielkim prądzie rozruchowym zapłacisz 200-300 zł. „Duże” boostery mogą kosztować nawet 1000 zł

Przekręcamy kluczyk w starszym aucie, ale nie dzieje się nic. Absolutnie nic. Nie słychać nawet przekaźników... Niespodzianka? Nie, bo auto od kilku miesięcy stoi nieruszane pod chmurką, akumulator zdążył już zakończyć żywot. Multimetr pokazuje zaledwie 2,05 V (!), a problemy z rozruchem mogą pojawić się już przy 12,0-12,4 V. Dopiero 12,7-12,8 V jest przeważnie napięciem właściwym dla w pełni naładowanego akumulatora. A zatem – przenośny booster w dłoń i podłączamy kable.

Po krótkiej chwili silnik „gada” już zupełnie normalnie. Ba, zapalił niemal natychmiast po przekręceniu kluczyka („na dotyk”). Do uruchomienia jednostki 4.4 V8 wystarczyło niewielkie pudełko o wadze ok. 1,1 kg. Inne parametry: prąd rozruchowy 800 A, szczytowy – 1600 A, baterie litowo-polimerowe. Cena, niestety, jest w tym wypadku adekwatna, bo zbliża się do 1000 zł. Tyle że taki booster uruchomi niemal dowolny silnik osobówki, w tym np. dużego diesla – zazwyczaj aż tak mocne urządzenie potrzebne nie jest.

Niewielkie boostery – wszystko zależy od pojemności

Próba numer dwa: Suzuki Swift z małym benzyniakiem i tańszy booster (ok. 250 zł), wyposażony w akumulatory litowo-jonowe. Prąd rozruchowy na poziomie 350-700 A tu wystarcza, ale już ze wspomnianym BMW takie urządzenie może sobie nie poradzić. Nic dziwnego, gdyż w instrukcji wyraźnie napisano, że nadaje się ono do aut z silnikami benzynowymi do pojemności 1,6 l włącznie.

Wybór urządzeń na rynku jest spory – należy kierować się nie tylko ceną, lecz przede wszystkim parametrami. Zakup mocnego boostera do okazjonalnego odpalania małego benzyniaka jest pozbawiony sensu, tak samo jak inwestowanie w tani i prosty sprzęt, który miałby docelowo często ratować silniki wysokoprężne o dużej pojemności.

Ważne: jeżeli mimo podłączenia akumulatora do ładowania problemy z rozruchem pojawiają się nadal, warto odstawić auto do elektryka i zlokalizować przyczynę usterki. W przeciwnym razie nawet nowy akumulator szybko padnie.

Pomiar multimetrem – jak interpretować wyniki?

  • 13-14 V: taki wynik jest dopuszczalny tylko przez chwilę po wyłączeniu silnika. Potem powinien zacząć spadać. Przy pracującym silniku pomiar na klemach nie powinien wykraczać poza 13,8-14,4 V. Jeśli jest znacznie więcej, świadczy to np. o usterce regulatora napięcia. Uwaga: nie zawsze jest to prawdą w autach wyposażonych w układ zarządzania energią, bo tam odczyt może zmieniać się stale – od za małego po zbyt wysoki.
  • 12,6-12,8 V: taki pomiar na wyłączonym silniku oznacza, że akumulator naładowany i gotowy do pracy. 
  • 12,0-12,2 V: akumulator jest już niedoładowany, zwłaszcza na mrozie może pojawić się problem z uruchomieniem silnika. 
  • 11,8 V i mniej: akumulator rozładowany – przeważnie jeszcze do uratowania, ale trzeba go pilnie naładować. Jeżeli napięcie spadnie poniżej 11 V, mówimy już o bardzo głębokim rozładowaniu – należy ładować niewielkim prądem albo tzw. inteligentnym prostownikiem z funkcją regeneracji. 

Małe boostery – naszym zdaniem

Zakup boostera to wcale niegłupi pomysł, bo większość tych urządzeń pozwala nie tylko awaryjnie odpalać silniki w samochodach, lecz także zasilać smartfony, laptopy etc. Pamiętaj: jeśli masz zamiar wykorzystywać booster przede wszystkim jako zewnętrzne źródło zasilania laptopa, wybierz jak największą baterię. Duży prąd rozruchowy nie będzie w tym wypadku potrzebny, zaś (mili)amperogodziny – owszem. Ważne jest też to, by wybrać sprzęt wyposażony w odpowiednie zabezpieczenia.