• W tej limuzynie wszystko nastawione jest na wydajność, stąd jej rewelacyjne osiągi i zasięg
  • Pierwsza jazda Lucidem tłumaczy, skąd się bierze pewność siebie szefów amerykańskiego start-upa
  • Firmą zarządzają ludzie, którzy przyszli z Tesli i innych koncernów motoryzacyjnych, finansowanie zapewnia fundusz z Arabii Saudyjskiej
  • Lucid musi się również mierzyć z problemami w dostawach komponentów tak jak inni producenci, dlatego – żeby kupić Aira – trzeba się wpisać na listę oczekujących
  • Pierwsze limuzyny Lucida pojawią się jeszcze w tym roku w Europie

Niedaleko Pescadero, gdzie kończy się Ameryka, a zaczyna Pacyfik, definitywnie żegnamy się z powściągliwością. Holy fuck! – to jedyne, co nam jeszcze przechodzi przez gardło. W pełnym zachwycie. Samochód po prostu nie przestaje przyspieszać. Droga zdaje się coraz węższa, morze po prawej wygląda jak błękitna plama, każdy kolejny zakręt stanowi obietnicę. Rzut oka na prędkościomierz. Lepiej, żeby teraz nie zjawił się policyjny patrol. Jeszcze przed chwilą widzieliśmy na zegarach 70 km/h, krótkie wdepnięcie na pedał przyspieszenia i już mamy dobre 200 km/h. A ile to trwało? Pięć sekund?

Całe życie przemyka nam przed oczami w miarę jak obrazy ze słynnej Highway 1 przesuwają się za oknami samochodu. Całe życie kierowcy i dziennikarza motoryzacyjnego. Setki modeli, niektóre bardzo szybkie, niektóre bardzo piękne, niektóre fascynujące, wiele z nich z napędem elektrycznym. A teraz jeszcze to: Lucid Air Dream Edition Performance. Pięć słów wywołujących totalny zachwyt. Jazda, jakiej dotychczas nie zaznaliśmy.

Ta niesamowita przygoda zaczyna się w siedzibie firmy Lucid Motors w Newark, w Kalifornii, dalej droga prowadzi przez centrum high-techu, czyli Dolinę Krzemową, Pacific Coast Highway i z powrotem przez pagórkowatą drogę nr 9 przez las. To w sumie 263 km czystej radości z jazdy, i to prawie w każdym samochodzie.

Lucid Air – wydajność jest priorytetem

Jednak w tym w szczególności. Lucid Air ma po jednym silniku elektrycznym na oś, a ich łączna moc wynosi 1111 KM. Ten zespół napędowy to prawdziwy cud techniki – kompaktowy, lekki i przede wszystkim ultrawydajny. Energii zgromadzonej w akumulatorze o pojemności 118 kWh wystarczy na 721 km, i to według rygorystycznej amerykańskiej certyfikacji EPA (Agencja Ochrony Środowiska). A gdybyśmy zamiast 21-calowych kół mieli „19-ki”, byłyby to nawet 753 km. W przypadku wersji Lucida Aira z nieco niższą mocą zasięg wynosi aż 832 km. Studyjny Mercedes EQXX powstał tylko z naszego powodu – powiedział dumnie Peter Rawlison, szef Lucida, zanim wsiedliśmy do samochodu. Wszystko w tym aucie jest zoptymalizowane pod kątem wydajności: napęd, akumulator, aerodynamika.

Firmę Lucid tworzą przede wszystkim cztery osoby. Brytyjczyk Peter Rawlison, szef, odpowiedzialny także za technikę, uważany jest za ojca Modelu S Tesli. Kierujący designem Derek Jenkins zaprojektował w przeszłości Mazdę MX-5. Niemiecki szef inżynierów Eric Bach uczył się samochodowego rzemiosła w Volkswagenie. Odpowiedzialny za produkcję Peter Hochholdinger przyszedł również z Tesli. Lucid z kolei jest finansowany w głównej mierze przez państwowy fundusz pochodzący z Arabii Saudyjskiej. Saudyjczycy zamówili właśnie 100 tys. Airów. Nam na dziś wystarczy ten jeden.

W kokpicie króluje lekko zagięty 34-calowy wyświetlacz wskaźników, nad głowami rozpościera się olbrzymi szklany dach. Pod kołami most nad zatoką San Francisco. Z okolic przedniego słupka dochodzą odgłosy opływającego powietrza. Serio? W samochodzie za 169 000 dolarów? Poza tym gruba ozdobna nić odbija się w szybie za kokpitem. Jednak zużycie energii, podawane na wyświetlaczu w kilometrach na kilowatogodzinę, robi wrażenie. Z przeliczenia wynika 14,3 kWh/100 km.

Układ kierowniczy daje trochę za mało informacji zwrotnej, jednak to się zmienia, gdy przełączamy się z trybu Smooth w tryb Swift. Pięciometrowej długości limuzyna staje się nagle zwinna jak samochód sportowy. Zwłaszcza podczas przyspieszania od 80 km/h gwałtownie zapiera nam dech w piersi. Rodzi się pokusa:

co by się zadziało, gdyby tak włączyć Sprint? Ten tryb, udostępniający pełną moc 1111 KM, musi zostać potwierdzony na ekranie dotykowym. To, co się potem wydarza, jest absolutnie niepowtarzalne w żadnym innym samochodzie – ani Porsche, ani Bugatti. Zryw jest potężny, ale jednocześnie lekki i swobodny. A zużycie prądu przy prędkości 200 km/h rośnie raptem do 30 kWh. To jest dopiero jazda!

Lucida można prowadzić jak pełnokrwistego sportowca, a za następnym zakrętem płynąć nim jak luksusową limuzyną. Na lokalnej drodze w trybie Swift samochód sprawia wrażenie krótszego i lżejszego. W ciasne zakręty wbija się jak roadster, wyjeżdża z nich, przyspieszając zupełnie jak supersportowiec. Zapowiedź, że kiedyś mógłby się teoretycznie pojawić również wariant Lucida Aira z trzema silnikami, wydaje się jednak trochę przerażająca.

Lucid Air – ładowanie akumulatora z rekordową szybkością

Krótki przystanek w Pescadero. Małe doładowanie akumulatora, ale raczej na potrzeby zrobienia zdjęcia niż z konieczności uzupełnienia prądu, bo tego jest jeszcze prawie „pełen bak”. Moc ładowania imponuje – w idealnym przypadku wynosi ponad 300 kW. Instalacja pokładowa o napięciu 924 V (!) pozwala na to, żeby Lucid w ciągu 20 minut mógł „zatankować” prąd na 480 kilometrów. Możliwe jest też ładowanie w obie strony, czyli także z samochodu do odbiornika prądu. Nic więc dziwnego, że Eric Bach nazwał pokładową ładowarkę „Wonderbox”.

W kawiarni w Pescadero spotykamy niejakiego Davida Beswicka, któremu trudno uwierzyć w to, że widzi Aira na żywo. Do tej pory sprzedano zaledwie kilkaset sztuk, fabryka Lucida w Arizonie również cierpi z powodu braku obwodów scalonych, pandemii i wojny. Już go zamówiłem, zastąpi moje Volvo – mówi wysoki, mocno zbudowany mężczyzna, który mimo swoich gabarytów znajduje w Airze miejsce bez ograniczeń. Wymiary zewnętrzne samochodu mieszczą się w jednej klasie z Audi A6, jednak przestrzeni wewnątrz jest tyle, co w A8 L – tak to obliczono w Lucidzie. Pakiet układów asystenckich nazywa się Dream Drive Pro i zawiera lidar, radar, kamery – w sumie aż 32 zaawansowane systemy.

Dziś wyzywamy Mercedesa na pojedynek – tak to wyraził Peter Rawlison, gdy wróciliśmy z drogi. Jednak po 2025 r., gdy po SUV-ie Gravity będziemy mieli także znacznie tańszy model – limuzynę klasy średniej – wtedy zaatakujemy Teslę – dodał.

Lucid prowadzi już ekspansję na Europę. W Monachium został otwarty pierwszy showroom. Samochody mają trafić do klientów na Starym Kontynencie jeszcze w tym roku. Pierwsza jazda Lucidem nie była więc z pewnością ostatnią.

Lucid Air – naszym zdaniem

Szefa firmy Petera Rawlisona i projekt Lucid Air znamy od pięciu lat. Teraz, gdy dotarliśmy do kalifornijskiej centrali, zobaczyliśmy stojące obok Aira: Model S, EQS-a i Taycana Turbo S. Po to, żebyśmy mogli porównać wszystkie te samochody. Ludzie z Tesli, Mercedesa i Porsche też zapewne chętnie obejrzeliby sobie limuzynę Lucida. SUV i model klasy średniej są na razie w fazie rozwoju. Jednak to, co się wyraźnie dało wyczuć, odwiedzając Lucida, to nadzwyczajna wiara we własne możliwości. Po tej jeździe dowiedzieliśmy się już, skąd się ona bierze.

Lucid Air Dream Edition Performance – dane

Napęd 2 silniki elektryczne, 4x4
Moc 1111 KM
Dł./szer./wys. 4975/2198/1410 mm
Masa 2375 kg
Pojemność akumulatora 118 kWh
Moc ładowania do ponad 300 kW
Przyspieszenie 0-100 km/h poniżej 3,0 s
Zasięg do 753 km
Cena od 169 000 USD (netto, w USA)