• Limuzyna stworzona do cruisingu – cicha, z opcjonalnym zawieszeniem pneumatycznym bardzo komfortowa i dzięki tylnej osi skrętnej – nadzwyczajnie zwrotna
  • Sprawna współpraca systemów zarządzania napędem, multimediami i funkcjami bezpieczeństwa prowadzi do optymalizacji zużycia energii
  • Drobne uchybienia w obsłudze funkcji samochodu zakłócają ogólnie pozytywny odbiór elektrycznej limuzyny
  • Wysoka cena podstawowa i duża liczba kuszących, lecz bardzo drogich opcji również studzą entuzjazm

Mercedes EQE 350+ jeździ tak, jak się tego po samochodach elektrycznych spodziewamy. Szybko, cicho, ale – gdy żwawo się porusza – niezbyt długo. W porządku, godzimy się z tym, bo obecnie nikt nie potrafi tego zrobić lepiej.

Jednak jest jeszcze inny aspekt jazdy elektryczną klasą E. Jeśli chodzi o współdziałanie systemów, dostrojenie napędu lub połączenie danych o ruchu drogowym z np. funkcjami bezpieczeństwa, to stuttgartczycy zrobili z Mercedesem EQE coś nadzwyczajnego. Oto przykład: o tym, jak wiele energii nowy elektryk może odzyskać podczas spowalniania, kierowca może sam zdecydować za pośrednictwem łopatek przy kierownicy.

Inny przykład: samochód przeprowadza ten proces samodzielnie, wykorzystując np. wiedzę, że przed wjazdem na rondo lub przed światłami warto zmniejszyć prędkość i zamienić pozyskaną w ten sposób energię na prąd do doładowania akumulatora. Imponuje przy tym to, jak umiejętnie EQE schodzi do odpowiedniej prędkości, płynnie i precyzyjnie spowalnia, jakby nie chciało w trakcie rekuperacji zmarnować żadnego elektronu. Krótko mówiąc, tam, gdzie można uzyskać choć odrobinę energii, elektryk Mercedesa zdobywa ją co do wata.

Efektem końcowym jest – wprawdzie różniący się od oficjalnych danych producenta – całkiem przyzwoity zasięg na jednym ładowaniu. W przypadku Mercedesa EQE 350+ zmierzyliśmy dystans 400 km, co stanowi na dziś akceptowalną wartość podróżną.

I właśnie to jest jego naturalna specjalność – wysublimowane podróżowanie, dystyngowana jazda, gładki cruising. Opcjonalne zawieszenie pneumatyczne Mercedesa EQE 350+ z adaptacyjnymi amortyzatorami neutralizuje każdą nierówność, ze stoickim spokojem radzi sobie z długimi garbami i mniejszymi dziurami czy krawędziami. Jako małą przeszkodę zakwalifikowaliśmy opcjonalne 20-calowe koła, które z powodu niskiego profilu niepotrzebnie twardo pokonują krótkie nierówności.

Do ogólnie wysokiego komfortu jazdy dobrze pasują miękko tapicerowane fotele i przestronność kabiny. Zwłaszcza z tyłu pasażerowie mają dużą swobodę ruchu na wysokości kolan, kanapa jest również bardzo wygodna. Wadą pokaźnych rozmiarów i aerodynamicznego ukształtowania nadwozia jest niesamowicie słaba widoczność, trudno oszacować, gdzie kończy się samochód, nawet gdy spogląda się przez przednią szybę. W czasie skręcania kierowca EQE musi mieć się stale na baczności.

Szkoda, zwłaszcza że elektryczna limuzyna pasuje też do gęsto zabudowanych części miasta, bo dzięki tylnej osi skrętnej jest fantastycznie zwrotna. System obsługi nadwyręża nerwy niewprawnego użytkownika. Na pochylonym ekranie dotykowym odbijają się brudne odciski palców, prawie wszystko musi być konfigurowane za pośrednictwem wyświetlacza, a malutkie gładziki na ramionach kierownicy z powodu nieudanej haptyki rozpraszają kierowcę.

Mercedes EQE 350+ – znakomite multimedia

Mimo to całościowo Mercedes EQE 350+ sprawia dobre wrażenie. Na komendy głosowe reaguje szybko i niezawodnie, nawet zamknięcie okna następuje bezbłędnie na zawołanie. Proces ładowania łatwo się inicjuje, steruje nim i nadzoruje. Przykład: podczas przystanku przy kolumnie EQE wylicza potrzebną ilość energii, pobiera tylko tyle prądu, ile jest konieczne do dojechania na miejsce, i w ten sposób skraca czas oczekiwania na stacji.

Poza tym samochód może zaproponować, kiedy zrobić krótszą, za to wydajniejszą przerwę na szybkie ładowanie, która dodatkowo skróci podróż. System zezwala na uzupełnienie prądu z mocą do 170 kilowatów, w najszybszym razie ładowanie od 10 do 80 proc. trwa dobre pół godziny. To wystarczy w przybliżeniu na następne 350 kilometrów.

Mercedes dysponuje bez dwóch zdań godną reprezentacją w lidze elektrycznych limuzyn segmentu premium. Ma to jednak swoją cenę. EQE 350+ – z jednym silnikiem napędzającym tylną oś – kosztuje od 354 922 zł. Jednak kilka dodatkowych elementów, które miał nasz samochód testowy – pakiet Electric Art Line (2807 zł), zawieszenie pneumatyczne (8933 zł), tylna oś skrętna (6636 zł), wyświetlacz head-up (5564 zł), 20-calowe obręcze (5360 zł), sportowe opony (1531 zł), panoramiczny szyberdach (7759 zł), lakier metaliczny (8422 zł) – sprawia, że cena szybuje ponad poziom 400 000 zł.

Mercedes EQE 350+ – naszym zdaniem

Elektryczny odpowiednik klasy E Mercedesa okazał się reprezentacyjnym krążownikiem, cichym i zwrotnym, w dodatku nadzwyczaj komfortowym i niezwykle inteligentnie wykonanym pod względem zaprogramowania napędu. Jednak uchybienia w obsłudze funkcji pojazdu, a także bardzo wysoka cena niepotrzebnie psują ogólnie bardzo pozytywne wrażenie.