Źli chłopcy mają własny, specyficzny język ciała – ograniczony do minimum, a według samochodowych standardów można wręcz rzec, że kompaktowy. Do tego unikają innych. Jeśli już się odzywają, mówią: albo jesteś z nami, albo zejdź nam z drogi. Po prostu trzeba być szybkim i wściekłym.

Tak, mój przyjacielu. Co, przeszły cię ciarki po plecach? Podobnie jest z Dodge’em Challengerem R/T 440 Magnum. Spróbowałeś? To już cię ma. Zostałeś wkręcony. Supersamochód, ale przy tym bardzo, bardzo głośny. W dodatku nieźle wyglądał w kolorze Sublime Green (zielony), tym bardziej że inni kierowcy na jego widok też byli zieloni, ale... z zawiści.

Aż chciało się bawić takim autem. Pewnie dlatego modele te często wykorzystywano w wyścigach na ćwierć mili. Challenger R/T 440 Magnum nie był wprawdzie uniwersalną bronią, ale okazywał się bardzo skuteczny. Wspomniany dystans udawało się pokonać w 13,8 s, po jego przejechaniu uzyskiwało się szybkość 164 km/h.

A po jeździe boli cię tam, gdzie trzeba. Zatem jest tak, jak powinno być w prawdziwych muscle cars. Za co wszyscy kochają Challengera? Za brak subtelności. To prawdziwy dzikus z lat 60. XX w. Jeszcze muskularny i nie musi ukrywać silnika pod skrótami w stylu TFSI czy BlueTec – w końcu to żaden downsizing ani diesel.

Poza tym rozdrażniony ryczy niczym zwierzę. Tak, Challenger R/T 440 Magnum jest naprawdę dziki. Swą inność wyraża również podwójnymi okrągłymi reflektorami. Co, proszę? Truje środowisko? Kryzys paliwowy? Ograniczenia prędkości? Ach, tak, słyszeliśmy coś o tym. Jednak opinia o muscle cars dawno już jest ugruntowana. Teraz przyłącz się do nas, ale bez tych dobrze znanych frazesów, i ciesz się z jazdy nim. Na pewno zachwycają zgrabne wymiary tego samochodu oraz jego kształt. Jak na amerykańskie standardy Dodge nie ma na pokładzie jakichś większych fanaberii, poza tym brakuje mu też krzykliwego designu, typowego dla wielu innych muscle cars.

Oczywiście, to nie popsuło jego wizerunku. Do tego pojemność silnika ma tyle litrów, ile wynosi zużycie paliwa w innych mniejszych samochodach (7,2 l). Jednak nie to robi największe wrażenie. Dopiero gdy się z pełnym impetem wystartuje Challengerem i już po 5,6 s zobaczy na liczniku 100 km/h, można poczuć jego prawdziwą moc. A przecież okiełznanie stada koni mechanicznych nie jest łatwe, bo mamy do czynienia z mocarzem napędzanym na tylne koła i podczas przyspieszania w opanowaniu pojazdu nie pomagają żadne elektroniczne systemy.

I tak powinno być w aucie dla prawdziwego twardziela. Jeszcze jakieś zastrzeżenia? Nie? To całe szczęście. Czy pisaliśmy już coś o kłopotliwej obsłudze Dodge’a Challengera? Albo o bębnowych hamulcach przy wszystkich kołach? A o zwyczaju picia każdej ilości paliwa, jaką się w niego wleje? Przecież ten model według producenta ma średnie spalanie na poziomie 28 l/100 km! Aż strach pomyśleć, ile benzyny wysysa 380-konna widlasta „ósemka”, gdy w pełni wykorzystuje się jej ogromny potencjał.

Są jednak tacy, dla których ten samochód nie ma żadnych wad. To niepoprawni romantycy, którzy wciąż wierzą w to, że mogą jeździć takim Challengerem i cieszyć się wolnością. Jednocześnie na pustych drogach czują się w nim niczym buntownicy sprzed lat. Taki Kowalski z filmu „Znikający punkt”, który pokonuje niekończące się wstążki asfaltu, w dodatku pełne ostrych zakrętów. Dobrze jednak, że w rzeczywistym świecie przy tym wszystkim nigdzie nie czai się zło.

Dodge Challenger - Historia

Gdy w 1969 roku koncern Chryslera pokazał Dodge’a Challengera, wojna muscle carów szalała już od dobrych sześciu lat. Jeszcze tylko 4-5 lat dane było używać tych „kompaktowych” bolidów. Później pokonał je kryzys paliwowy oraz normy emisji spalin. Auto występowało jako 4-miejscowe coupé oraz – przez krótki czas – jako cabrio, także nazwane Challenger.

Dłużej przetrwała legenda coupé, częściowo za sprawą filmu drogi z 1971 r. pt. „Znikający punkt”, w którym Barry Newman jako Kowalski jeździł za kierownicą białego Challengera R/T 440 Magnum. Jeszcze w roku premiery filmu Chrysler usunął z palety wersję T/A, a 6-cylindrowe odmiany przetrwały w produkcji do 1974 roku.

W 1972 roku skończono wytwarzanie modelu Rallye, podobnie jak odmian: 440 Magnum, 440 Six-Pack czy 426 Hemi. Najmocniejszym modelem, jaki pozostał w produkcji, było 5,9-litrowe V8, generujące „zaledwie” 254 KM. Wygląd pojazdu zmodyfikowano tylko dwa razy podczas liftingów, przy okazji których zmieniono przód i tył. Łącznie powstało 188 611 aut.

Dodge Challenger - Plusy/Minusy

Dodge Challenger z 1970 roku nie stanowi szczególnie intratnej propozycji, ale wciąż jest to pociągający samochód. Niemniej jednak dziś, w 2014 roku, wciąż doceniamy wiele jego zalet – jest mocny, szybki, ma kompaktowe rozmiary, a do tego łatwą do opanowania technikę. Do szybkiego podróżowania po prostych optymalne są wersje Hemi. Jednak obecnie częściej można spotkać 6-cylindrowe odmiany oraz V8.

Zużycie paliwa? Lepiej o tym nie mówić. Pieniądze? Tak, potrzebna będzie duża kasa na odnowienie. Najlepiej jednak poszukać w USA odrestaurowanych egzemplarzy. nczęści zamienne Jeżeli nie kupiło się modelu T/A i niepotrzebna jest wykonana z tworzywa sztucznego maska, to wszystkie części będą dostępne bez problemu. Nawet dzisiaj można znaleźć wiele nowych komponentów, bo nie tylko GM produkowało całe serie podzespołów do tego modelu.

Firmy specjalizujące się w tym aucie, jak np. Moparshop (www.moparshop.de) czy Old School Custom (www.oldschoolcustomworks.de), wciąż mogą pomóc w zdobyciu podzespołów mechanicznych. W przypadku elementów wyposażenia wnętrza często jest to bardzo trudne. Materiały wykończeniowe można znaleźć po obu stronach Atlantyku.

Poza tym w dobie internetu zamówienie części nawet w USA nie stanowi żadnego problemu. nsytuacja rynkowa Chcecie konkretnych liczb? Proszę bardzo. Homologowane modele T/A mają ceny zaczynające się od 80 000 euro, koszty zakupu kabrioletu wahają się od 70 000 do aż 215 000 euro. Z kolei za model R/T trzeba zapłacić od 25 000 do 70 000 euro. Sześciocylindrowe odmiany oraz późniejsze Challengery, produkowane w latach 1972-74, są oferowane za mniej więcej 30 000 euro.

Dodge Challenger - polecamy

Niedawno ktoś odnalazł w Stanach Zjednoczonych model R/T 440 Magnum, który był w połowie zatopiony w błocie gdzieś na jakimś podwórku. Szczęśliwe znalezisko? Tak. Jeszcze nie jest za późno, żeby uratować samochód, zatem gdy ma się pod ręką łopatę oraz transport, to szybko trzeba auto zabierać. W przypadku Challengera najlepiej szukać modeli z najwyższej półki. Dobrze jest kupić kompletny odrestaurowany samochód. Chyba że kocha się prace w ogrodzie.

Dodge Challenger - adresy

Kluby: mopar-club-deutschland.de.vu; http://www.challengerforumz.com Literatura: R. Leffingwell: „American Muscle. Die legendären Auto-Klassiker der sechziger Jahre”, wyd. Motorbuch.