Cmentarzysko aut na Ibizie

Ewa Czechowska
Ewa Czechowska
  • Pokryte kolorowym sprejem rdzawe szczątki były świadkami gorących zabaw w czasach rozkwitu kultury hippisowskiej
  • Imprezy w klubie pod gołym niebem miały urok zakazanego owocu, o tym, co się tam działo, miejscowi niewiele wiedzieli
  • Dziś po klubie pozostała ruina, a ekolodzy skarżą się na zanieczyszczanie środowiska
Słońce nad Ibizą stoi wysoko, świeci na kolorowego Forda Granada kombi zakopanego po linię okien w gruzie – i tak od ponad 40 lat. Kawałek dalej, w lesie, w cieniu pinii, chowa się wrak dawnego Suzuki Jimny. Auto jest zielone, co czyniłoby go wśród drzew prawie niewidocznym, gdyby jakiś graficiarz, chyba najgorszy na wyspie, nie pomalował go sprejem na żółto, zielono i różowo.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Autor Ewa Czechowska
Ewa Czechowska

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu