Katalog Mercedesa 6.9 zachęcał przyszłego nabywcę następującymi słowami: Zachęcamy do jazdy próbnej. Najlepiej całodziennej. Będzie to dzień, w którym poznacie Państwo zupełnie nowy samochód. Obiecywano bardzo wiele, dlatego dziś zamierzamy sprawdzić, czy ten pojazd rzeczywiście oferował coś naprawdę superluksusowego.

40 lat temu już sama moc robiła wrażenie. W lidze 286 KM grała tylko garstka najmocniejszych sportowych aut. A 550 Nm napierających na wał korbowy pewnie wykręciłoby z mocowań większość silników w popularnych autach. Takie liczby to był kosmos.

A dziś? Ten opasły okręt luksusu wciąż zachwyca. Tyle że to mit tego samochodu, magia nazwy „Mercedes 450 SEL 6.9”, bardziej działa na wyobraźnię obecnie niż wrażenia z jazdy.

Siadając za kierownicą w mocnym rozkroku, można się umościć na miękkich i wygodnych fotelach niczym w przytulnym salonie. Leniwy układ kierowniczy i bujające miękkie zawieszenie nie pozwalają też pomyśleć o niczym innym niż o pełnym odprężeniu.

Moc jednak pozwala na całkiem sensowne przyspieszenie. Kiedy wciska się gaz, czuć, że te 286 KM powstają w przestrzeni prawie aż 7 l. Na papierze szczególnie duże wrażenie zrobiły na nas pomiary elastyczności. Na rozpędzenie się od 60 do 100 km/h bulgoczący Mercedes potrzebuje tylko 4,3 s – żadne auto w porównaniu nie robi tego tak szybko. Prostowaniu prawej stopy towarzyszy lekkie szarpnięcie automatycznej skrzyni biegów, która zrzuca z „trójki” na „dwójkę” lub nawet na „jedynkę”.

Klasa S płynie, a gdy zaczynamy gwałtownie zmieniać kurs, reaguje majestatycznym przechyłem. Pół biedy, gdy występująca tylko w modelu 6.9 hydropneumatyka sprawnie działa, biada temu, kto musi to naprawiać. W naszym egzemplarzu była bez zarzutu i Mercedes zaskoczył nas gracją, z jaką pokonuje zakręty. Komfort jazdy jest bardzo wysoki, ale też nie tak niebiański, jak np. w Citroënie, który korzystał z podobnych rozwiązań.

Bez dwóch zdań – to nad-Mercedes lat 70., więc odpowiednio trudne jest utrzymanie tego samochodu. Wszystkie mechanizmy skonstruowano typowo po mercedesowsku – skomplikowanie, zupełnie jakby inżynierowie konkurowali w jakichś zawodach. Spencer King, ojciec Range Rovera, zwykł z tego żartować. Miał trochę racji, ale na pewno był też zazdrosny.

Naszym zdaniem

Tu tak naprawdę nie liczy się moc, tylko moment obrotowy przy niskich obrotach. 40 lat po debiucie Merc 6.9 nie robi już tak ogromnego wrażenia, jak wtedy.