Czytając foldery reklamowe aut, powinniśmy być równie ostrożni i nieufni jak w przypadku polis ubezpieczeniowych i umów kredytowych – tu również to, co najważniejsze dla klienta, bywa napisane drobnym druczkiem.

Dla przeciętnego klienta „zużycie paliwa w mieście” oznacza po prostu informację o tym, ile auto powinno palić w ruchu miejskim, a „zużycie średnie” to mniej więcej tyle, ile po 100 km normalnej jazdy ubędzie z baku – ale w rzeczywistości wcale tak nie jest!

Producenci coraz częściej, broniąc się przed ewentualnymi roszczeniami rozczarowanych klientów, pod danymi o zużyciu paliwa umieszczają malutką informację, że wskazane wartości mogą odbiegać od rzeczywistych i służą jedynie do celów porównawczych. Wszystko jasne?

To, co przeczytamy w folderze, to zużycie paliwa w tzw. Nowym Europejskim Cyklu Jezdnym (NEDC), w znormalizowanych, laboratoryjnych warunkach. Nie dajcie się zwieść temu, że cykl ten ma w nazwie słowo „nowy” –obowiązuje on od 1996 roku, a zmodyfikowano go nieznacznie w 2000 r.

Od tamtej pory producenci mieli mnóstwo czasu, aby dostosować wytwarzane auta do obowiązujących norm. Od lat widać wyraźnie, że konstruktorom bardziej zależy na tym, by auto jak najlepiej wypadało w znormalizowanych testach – to, jak będzie się zachowywało w praktyce, ma drugorzędne znaczenie.

Dlaczego tak jest? Na podstawie wyników prób auta zaliczane są do poszczególnych klas emisji spalin– a w wielu krajach zależy od tego np. ich opodatkowanie. Zresztą klienci nadal wierzą w słowo pisane, a niskie spalanie jest świetnym argumentem marketingowym.

Czy wyobrażacie sobie, żeby w reklamie producent napisał: „Nasz nowy model – po napompowaniu opon do 4 barów, wymianie wszystkich olejów na najrzadszez dostępnych, z odłączonym alternatorem, wyłączoną klimatyzacją i światłami, ustawiony w hali rozgrzanej do 28°C, na rolkach hamowni, przy umiarkowanych prędkościach i bez gwałtownych przyspieszeń – pali tylko 4,6 l/100 km”?

Tak byłoby uczciwie! Zamiast tego przeczytamy: „Tylko 4,6 l/100 km!”. Tak jest prościej, skuteczniej. A że reklama nie do końca informuje o tym, jak jest naprawdę? Kto by się tym przejmował.

Problemy zaczynają się wtedy, gdy klient, kupując swój nowy samochód, nastawi się na jazdę o kropelce – a później, w normalnych warunkach drogowych, jest konfrontowany ze zużyciem paliwa niczym w krążowniku szos.

Warto wiedzieć, że im lepiej auto zostało „zoptymalizowane”pod kątem cyklu pomiarowego NEDC, tym bardziej wrażliwie reaguje na styl i warunki jazdy znacząco odbiegające od warunków cyklu.

Jeśli więc mamy auto z „downsizowanym” silnikiem z bezpośrednim wtryskiem i turbodoładowaniem, a zachce nam się pojeździć szybciej – rachunek na stacji benzynowej będzie okrutny!

Jak odświeżyć zaniedbany samochód?

Jak samemu możemy oszczędzać paliwo?

1. Jeśli mieszkasz w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu czy innej polskiej metropolii – zanim zaczniesz oszczędzać paliwo, zapisz się na kurs asertywności. Będziesz musiał jeździć przepisowo. Nastaw się na to, że innym uczestnikom ruchu się to nie spodoba, regularnie ktoś będzie na ciebie trąbił lub błyskał światłami. Przygotuj się też na częstsze kontakty z policją– w Polsce kierowca, który porusza się spokojniej od pozostałych, jest automatycznie podejrzany – albo pijany, albo jedzie kradzionym autem.

2. Zadbaj o stan techniczny samochodu – pamiętaj szczególnie o napompowaniu kół do maksymalnej dopuszczalnej przez producenta wartości dla danego obciążenia auta. Sprawdź w serwisie, czy nie ocierają hamulce i czy geometria ustawiona jest prawidłowo. Regularnie wymieniaj filtr powietrza.

3. Wyrzuć zbędne rzeczy z bagażnika,zdemontuj boks dachowy.

4. Nie nadużywaj klimatyzacji – jest ona zasilana przez silnik. Przyjemny chłodek, szczególnie w autach z małymi, słabymi jednostkami napędowymi, może kosztować nawet 2 l benzyny na 100 km.

5. Zapomnij o sportowej jeździe, naucz się jeździć przewidująco.

6. Jeśli jesteś właścicielem nowoczesnego auta, które wyposażono we wskaźnik informujący o tym, kiedy należy zmienić bieg na wyższy – a chcesz oszczędzać paliwo – stosuj się do jego wskazań. Jeśli jednak bardziej zależy ci na trwałości silnika – lepiej go ignoruj. Najniższe zużycie paliwa można osiągnąć, jeżdżąc na wysokich biegach przy niskich prędkościach – niemal na granicy zduszenia silnika. Każdy silnikowiec wie, że w takich warunkach mechanika cierpi bardziej niż wtedy, gdy wskazówka obrotomierza zbliża się do czerwonego pola.Jeśli jednostka dygocze, układ korobowo-tłokowy jest ekstremalnie obciążony.

7. Jeżeli zależy ci na tym, żeby zbliżyćsię do wartości zużycia paliwa podawanych w folderach producentów aut, powinieneś używać tzw. olejów niskooporowych, czyli takich, które są ekstremalnie rzadkie niezależnie od temperatury, np. 0W-30.

Dzięki obniżonym oporom wewnętrznym silnik rzeczywiście spali o kilka procent paliwa mniej – chyba że wcześniej się zatrze. Tego typu specyfiki z reguły mają niezbyt stabilny film olejowy – przy wysokich obrotach i znacznych temperaturach ich właściwości smarne mogą nie wystarczyć. Jeżeli masz ciężką nogęi stuningowane auto, zapomnij o olejach niskooporowych. Rachunki za paliwo bolą mniej od rachunków za remont silnika.

8. Możesz zamontować niskooporowe opony – ale najpierw przejrzyj niezależne testy ogumienia, żeby np. na mokrej drodze nie przeżyć horroru. Wiele z takich gum na mokrym słabo hamuje!