• Ok. 450 mln zł z Funduszu Drogowego, zamiast na remonty dróg, ma zostać wydane na stworzenie nowego systemu opłat za przejazdy
  • Już pod koniec 2021 r. z płatnych odcinków zarządzanych przez GDDKiA znikną bramki, płatności trzeba będzie dokonywać elektronicznie
  • Jeżeli nowy sposób rozliczeń się sprawdzi, to prawdopodobnie prędzej czy później obejmie też pozostałe autostrady
  • Zgodnie z obowiązującymi od dawna w Polsce przepisami wszystkie autostrady powinny być płatne
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

W kwestii kosztów jazdy polskimi autostradami mamy dobre i złe wiadomości. Dobre są takie, że wciąż znaczna część sieci polskich dróg najwyższej kategorii pozostaje bezpłatna. Niestety, złych wiadomości jest więcej – po pierwsze, tam gdzie płacić trzeba, to nawet na tle innych krajów europejskich tanio nie jest. Po drugie, do bezpłatnych autostrad wcale nie powinniśmy się przyzwyczajać, bo w końcu staną się one absolutnym wyjątkiem od reguły od lat przewidzianej w przepisach. Już w latach 90., kiedy powstawały przepisy dotyczące autostrad i tzw. funduszu drogowego, w odpowiedniej ustawie zapisano, że: "za przejazd autostradą, po dostosowaniu jej do poboru opłat, pobierane są opłaty za przejazd". Oczywiście przez tyle lat zdążyliśmy o tym zapomnieć i przyzwyczaić się, że po wielu trasach da się jeździć za darmo, ale są wciąż tacy, którzy pamiętają. Na stronach Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, w zakładce "Opłaty za autostrady", już w pierwszym zdaniu czytamy: "Zgodnie z obowiązującym prawem wszystkie autostrady w Polsce będą płatne". Powstaje pytanie: dlaczego jeszcze nie są?

Dotychczas sporym problemem było dostosowanie ich do obowiązujących standardów (prawo pozwala pobierać opłaty za przejazd pełnowartościową autostradą), a poza tym poważnym problemem techniczno-organizacyjnym było też zorganizowanie systemu poboru opłat. Oczywiście, to nie GDDKiA decyduje o tym, które drogi są płatne – za pobór opłat od pewnego czasu odpowiada Krajowa Administracja Skarbowa (to ona koordynuję budowę nowego systemu pobierania opłat), a odcinki spełniające wymogi do tego, żeby można było pobierać na nich opłaty, wyznacza Ministerstwo Infrastruktury.

Bramki na autostradach wkrótce znikną

Obecnie używane bramki są kosztowne, nieefektywne i przy dużym ruchu znacząco ograniczają jego płynność – stąd niekiedy, np. w szczycie sezonu wakacyjnego, zdarzało się, że na płatnych autostradach zarządcy decydowali się na otwarcie bramek, żeby uniknąć wściekłości kierowców stojących w wielokilometrowych korkach, mimo że oznaczało to wymierne straty dla budżetu. Na niektórych odcinkach, na których pierwotnie miały funkcjonować punkty poboru opłat, w końcu ich nie uruchomiono, m.in. na autostradzie A2 z Warszawy w kierunku Łodzi, w okolicach Brwinowa, gdzie po kilku latach od budowy nieukończone nigdy bramki po prostu rozebrano.

Pobór opłat na bramkach jest nieefektywny i generuje korki. Już teraz operatorzy wprowadzają rozwiązania pozwalające na płatności zdalne.
Pobór opłat na bramkach jest nieefektywny i generuje korki. Już teraz operatorzy wprowadzają rozwiązania pozwalające na płatności zdalne.

Płatne autostrady: sposób na zasilenie budżetu?

To, że bramek już nie ma, nie znaczy, że do pomysłu pobierania opłat za przejazd nikt w przyszłości nie wróci. Może się tak stać wcześniej, niż nam się wszystkim wydaje! I to z kilku powodów. Właśnie wdrażany jest nowy system pobierania opłat za przejazd aut ciężarowych (dla nich rządzący nigdy nie mieli litości, ale też zawodowym przewoźnikom łatwiej było narzucić konieczność płacenia za użytkowanie dróg). Inaczej niż dotąd, będzie on oparty nie na systemie radiowym wymagającym stawiania bramek na autostradach, ale na nadzorze satelitarnym nad ruchem pojazdów. Dzięki temu wymagania wobec infrastruktury niezbędnej do naliczania opłat spadają, system w znacznym stopniu może działać automatycznie. Do rozliczania przejazdów już można używać darmowej aplikacji na smartfony (zamiast specjalnych urządzeń, jak w systemie viaTOLL) – do tego kierowców osobówek zmusić będzie łatwiej.

Płatne autostrady w Polsce: niedługo bez bramek, ale i tak za nie zapłacimy

Tak naprawdę teraz to głównie kwestia polityczna – politycy będą musieli wkrótce rozstrzygnąć, czy bardziej zależy im na dodatkowych pieniądzach do budżetu, czy na tym, żeby nie drażnić milionów kierowców, którzy przecież też są wyborcami. Już za kilka miesięcy czekają nas testy systemu, który w przyszłości może zacząć działać na wszystkich autostradach zarządzanych przez GDDKiA. Na razie odbywać się one będą na odcinkach, które do tej pory już były płatne, kierowcy więc mogą nawet odczuć ulgę, bo przy okazji zostaną zlikwidowane utrudniające ruch bramki. Mowa tu o odcinkach Konin–Stryków (autostrada A2) i Wrocław–Sośnica (autostrada A4), z których bramki mają zniknąć już w grudniu br. Jak czytamy w komunikacie: "wprowadzona zostanie nowa metoda poboru opłaty w systemie swobodnego ruchu, czyli przejazd typu free-flow. Nowoczesny i efektywny pobór opłaty umożliwi likwidację bramek i szlabanów na autostradach oraz poprawi komfort kierowców". Płatności będzie można dokonywać na dwa sposoby. Pierwszy z nich to zakup elektronicznego biletu autostradowego (e-biletu), który będzie obowiązywał w określonym czasie i na danym odcinku autostrady. Do takiej formy rozliczenia nie będzie potrzebna instalacja żadnego urządzenia ani aplikacji, bo zakup biletu będzie możliwy nie tylko online, lecz także na stacjach paliw czy w kioskach.

Nowy system opłat drogowych e-TOLL - na razie obowiązkowo testować go będą kierowcy aut ciężarowych, kierowcy osobówek jeszcze mają wybór. Foto: Tomasz Kamiński / Auto Świat
Nowy system opłat drogowych e-TOLL - na razie obowiązkowo testować go będą kierowcy aut ciężarowych, kierowcy osobówek jeszcze mają wybór.

Drugim sposobem będzie skorzystanie z aplikacji lub urządzeń, które już teraz wprowadzono, na razie głównie z myślą o pojazdach o dmc powyżej 3,5 tony, czyli: aplikacji, tzw. OBU (On Board Unit), ZSL (zewnętrzny system lokalizacyjny), o których piszemy więcej na kolejnych stronach. Jeśli testy wypadną pozytywnie, można się spodziewać, że rozwiązanie to zostanie rozszerzone również na te autostrady, po których teraz jeździmy za darmo.

Płatne autostrady w Polsce: które autostrady są już teraz płatne?

Choć dla kierowców wszystkie autostrady wyglądają podobnie, to poszczególne drogi tego typu różnią się swoim statusem. Część autostrad jest państwowa, czyli zarządza nimi GDDKiA, a część to tzw. odcinki koncesyjne, zarządzane przez prywatne firmy. Stawki i sposoby rozliczeń różnią się w zależności od statusu drogi, ale przedstawiciele władz nie wykluczają, że w przyszłości wspólne systemy rozliczania przejazdów mogą zacząć obowiązywać nie tylko na autostradach zarządzanych przez GDDKiA, lecz także na tych koncesyjnych, choć wymaga to zmian umów z koncesjonariuszami.

Spośród autostrad zarządzanych przez GDDKiA już teraz płatne, również dla kierowców aut osobowych, są odcinki autostrady A2 Konin–Stryków oraz A4 Wrocław (węzeł "Bielany Wrocławskie") – Sośnica (węzeł "Sośnica"). Z kolei płatne autostrady koncesyjne to autostrada A1 na odcinku Rusocin–Nowa Wieś, autostrada A2 na odcinku Konin–Świecko (z wyłączeniem fragmentu między węzłami "Poznań Zachód" i "Poznań Wschód") oraz autostrada A4 na odcinku Kraków–Katowice.

Dla samochodów o dmc do 3,5 tony stawka opłat na państwowych autostradach to 10 groszy za kilometr, a dla motocykli – 5 groszy. W porównaniu z odcinkami koncesyjnymi to stawki promocyjne, bo np. na Autostradzie Wielkopolskiej (A2) w zależności od odcinka stawka dla aut osobowych i motocykli wynosi od 20 do 46 groszy za kilometr.

Płatne autostrady w Polsce: drożej niż na Zachodzie?

Choć na pierwszy rzut oka te „groszowe” stawki nie wydają się przesadnie wysokie, to kiedy zaczniemy mnożyć je przez liczbę kilometrów, kwoty zrobią się dotkliwe. Jeśli np. z Warszawy wybierzemy się do Świecka i z powrotem, jadąc autem osobowym autostradą zarządzaną przez GDDKiA oraz prywatną Autostradą Wielkopolską, to w obie strony zapłacimy niemal 194 zł. To więcej niż trzeba wydać np. na roczną winietę na autostrady i drogi ekspresowe w drogiej Szwajcarii (ok. 167 zł), nie licząc wybranych, dodatkowo płatnych tuneli. Za równowartość 419 zł, czyli dwóch tras z Warszawy do granicy z Niemcami, w tę i z powrotem, przez rok można jeździć po płatnych trasach w Austrii. Stawki zbliżone do tych, z którymi spotkacie się na polskich autostradach koncesyjnych, obowiązują np. we Włoszech (średnio ok. 7 eurocentów za km, czyli niespełna 32 grosze). Na wielu trasach koszty związane z opłaceniem przejazdu to mniej więcej drugie tyle co koszt paliwa zużytego na takiej trasie przez średniej wielkości auto.