Nasz klimat nie sprzyja jednośladom – można z nich wygodnie korzystać tylko przez kilka ciepłych miesięcy – ale i tak z roku na rok na ulicach widać ich coraz więcej. W sezonie miesięcznie sprzedaje się ok. 10 tys. nowych maszyn! I to nie tylko dlatego, że są tańsze od aut i pozwalają omijać korki – jazda na nich stała się po prostu modna. W przypadku motocykli (jednoślady o pojemności przekraczającej 50 cm³, rozwijające prędkości powyżej 45 km/h) barierę ograniczającą ich popularność stanowi konieczność posiadania prawa jazdy kategorii A. Tanie motorowery rządzą

Dobrze sprzedają się tzw. 50-ki, czyli maszyny rejestrowane jako motorowery, którymi bez żadnych formalności może jeździć każdy dorosły. Większość z nich to tanie jednośladyz Chin (od 1,5 tys. zł) – często sprzedawane pod markami kojarzącymi się z polską motoryzacją. Jednym z liderów rynku jest Romet, kupić można też nowe Junaki. Droższe, ale też i cieszące się lepszą opinią są skutery z Tajwanu i Korei (m.in. Kymco, SYM). Najtańsze „japończyki”, takie jak widoczna na zdjęciu Honda Vision, kosztują ok. 6 tys. zł. Za podstawową włoską Vespę trzeba zapłacić ponad 11 tys. zł.

Motorower czy motocykl?

LIczy się pojemność silnika i prędkość maksymalna: w kodeksie drogowym nie ma definicji skutera – jednoślady wyposażone w silnik dzielą się na motorowery i motocykle. Do pierwszej z tych kategorii zaliczane są pojazdy z silnikami o pojemności nieprzekraczającej 50 cm³, których prędkość maksymalną ograniczono konstrukcyjnie do 45 km/h. Jeśli jednoślad ma większą pojemność lub może szybciej jeździć, automatycznie klasyfikowany jest jako motocykl. Wiele modeli może występować jako motorowery i motocykle, różni je tylko zastosowanie ograniczników prędkości. Zdjęcie blokad to popularna przeróbka – właściciele takich maszyn zwykle nie mają świadomości, że w razie wypadku za wszystkie szkody będą musieli zapłacić sami, bo ubezpieczenie OC wygasło!

Uprawnienia

Dla każdego: motorower może prowadzić każdy dorosły, wobec którego nie orzeczono zakazu prowadzenia pojazdów. Osoby w wieku od 13 do 18 lat muszą mieć kartę motorowerową (wydawaną przez szkołę) lub prawo jazdy kategorii A1 (na motocykle o pojemności do 125 cm³ i mocy do 11 kW), które można uzyskać w wieku 16 lat. W 2013 roku zaczną obowiązywać nowe kategorie prawa jazdy, m.in. AM, obejmująca motorowery i lekkie czterokołowce, która zastąpi dotychczasową kartę motorowerową. Będzie ją można uzyskać w wieku 14 lat.

Jak się jeździ skuterem Toros F16

Jeśli na jednym ze specjalistycznych forów internetowych zapytamy, jaki tani skuter warto kupić, niemal na pewno wśród najczęściej udzielanych znajdzie się odpowiedź: „używany, markowy, byle nie był chiński”. Jeśli jednak przyjrzymy się małym jednośladom jeżdżącym po polskich drogach okaże się, że większość z nich to właśnie tanie „chińczyki”. O ich awaryjności i kiepskim wykonaniu krążą legendy – tysięcy nabywców wcale to nie zraża, ważniejsza jest niska cena.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak to naprawdę jest z jednośladami z Chin

Kupiliśmy – incognito, żeby uniknąć podejrzeń, że przygotowano dla nas specjalnie dopieszczony egzemplarz – jeden z najtańszych nowych jednośladów: skuter Toros F16, za 1599 zł. Niemal identycznie wyglądające maszyny sprzedawane są pod różnymimarkami – nasz Toros to bliźniak m.in. Routera Bassy, Kingwaya Colibra, Rometa 727, Zippa Vapora, Zumico Quica i dziesiątek innych modeli. Niech nikogo nie zmyli hiszpańsko brzmiąca nazwa – Toros to w rzeczywistości wyrób fabryki Zhejiang Jiajia Juneng Motorcycle Technology, sprowadzany do Polski przez doskonale znaną firmę Zipp z Przasnysza.

Wybraliśmy wersję bez ekstrasów: nasz skuter nie ma żadnych kuferków, owiewek ani nawet hamulców tarczowych – zamiast nich z przodu i z tyłu znajdują się malutkie hamulce bębnowe sterowane linką. Miało być skromnie? To jest! Pierwsze miłe zaskoczenie – na żywo skuter prezentuje się nieźle. Widać sporo niedoróbek, ale maszyna wcale nie wygląda tak, jakby miała się za chwilę rozsypać. Pojazd odbieraliśmy w firmowym salonie importera – skusił nas darmowy zerowy przegląd. Druga miła niespodzianka – Toros zapalił od razu, a silnik od początku brzmiał zdrowo.

Niestety, po przejechaniu 300 metrów nasza wiara w chińską technikę osłabła

Mamy pierwszą awarię: zepłuł się prędkościomierz! Podobno to w tym modelu typowa usterka, ale zwykle ujawnia się po kilkuset kilometrach. Mechanik w serwisie poradził sobie z naprawą w ciągu kilku minut – widać, że nie robił tego po raz pierwszy. Ruszamy w drogę i... zaczynamy żałować naszego skąpstwa. Trzeba było dopłacić kilkaset złotych i wybrać model z przynajmniej jednym hydraulicznym hamulcem tarczowym – Toros hamuje gorzej od roweru! Na szczęście nie jest też od niego o wiele szybszy.

Po kolejnych kilometrach okazuje się, że przegląd zerowy nie był dokładny – gaźnik został źle wyregulowany, ciepły silnik gaśnie, spod przekładni kapie olej. Samodzielna, ale staranna inspekcja w garażu wystarczyła, żeby uporać się z usterkami. Od tamtej pory – odpukać – nic się nie dzieje i kolejne 250 km przejechaliśmy bezawaryjnie.

Jak długo potrwa nasz redakcyjny test? Trudno powiedzieć. Zobaczymy, kto podda się pierwszy – my czy chińska technika...