Dokładnie 183 tys. 849 zł – według Samaru – wynosi średnia cena nowego samochodu zamawianego w Polsce w pierwszych trzech miesiącach 2026 r. To mnóstwo pieniędzy! Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że w Polsce znaczna część aut jest nie tyle kupowana, ile finansowana przez firmy, które zawyżają nieco średnią cenę nowego samochodu. Firmy bardziej zwracają uwagę na utratę wartości, która powinna być jak najmniejsza, niż cenę detaliczną. Firmy też realnie płacą nieco mniej niż prywatna osoba kupująca samochód, bo samochód jest kosztem, który w jakiejś części odpisuje się od podatku.
Nieco więcej o statystycznej wartości nowego samochodu mówi "mediana", która nieznacznie przekracza 156 tys. zł. Ta wartość pokazuje, że połowa nowych samochodów kupowanych w Polsce kosztuje dokładnie 156 tys. zł lub mniej, a połowa kosztuje dokładnie tyle lub więcej.
Będziemy się więc poruszać z grubsza w tych widełkach: pomiędzy 156 tys. zł a 184 tys. zł. I będziemy to robić, mając świadomość, że cennik cennikiem, a zwłaszcza w przypadku niektórych marek można liczyć na całkiem rozsądny rabat, ale z drugiej strony są marki i modele aut, na które nie ma żadnych rabatów.
Chińskie auta są już niewiele tańsze od innych, więc nie biorę ich pod uwagę
Jak za chwilę zobaczycie, ceny samochodów innych niż chińskie znacząco spadły i doszło wręcz do tego, że próg wejścia jest dokładnie taki sam. Za te same pieniądze dostajesz — w przypadku chińskiego modelu — samochód nieco lepiej wyposażony, ale jednak będący rodzajem eksperymentu. I trzeba wiedzieć, że wyposażenie chińskich aut w wielu wypadkach jest na pokaz: niby dostajesz dostęp bezkluczykowy bez dopłaty, ale np. z tylko jedną aktywną klamką; fotel jest regulowany elektrycznie, ale w bardzo ograniczonym zakresie; działa Carplay czy Android Auto, ale tylko w charakterze nakładki na oryginalny system, która to nakładka irytuje czasem nie mniej, niż pomaga; są relingi dachowe, ale tylko "dekoracyjne" – a więc niczego do nich nie przykręcisz; może być hak holowniczy, ale nie do ciągania przyczep...
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Coraz częściej też — aby poziom wyposażenia aut niechińskich wobec chińskich się zrównał — wystarczy naprawdę niewielka dopłata. Często wystarcza ona, by w "niechińskim" aucie mieć dużo lepszą konfigurację.
Jakiego kompaktowego crossovera brałbym pod uwagę?
To auta trochę mniejsze niż kompaktowe SUV-y, trochę bardziej miejskie — może mniej uniwersalne, ale bardziej poręczne na krótkich dystansach. W przypadku tej klasy aut będę zgodny z oceną polskich kierowców, którzy najchętniej wybierają dwa modele z tego segmentu – jednocześnie są to jedne z najczęściej kupowanych (w ogóle) samochodów w Polsce. Przed wami...
- Nowy Volkswagen T-Roc 1.5 e-TSI 150 KM — od 135 tys. 190 zł
Nowy VW T-RocRoman Dębecki / Auto Świat
Nowy Volkswagen T-Roc nazywany też Baby-Tiguanem, może być napędzany jedną z dwóch wersji silnika 1.5 eTSI: 116-konną i 150-konną. Nasz budżet zdecydowanie pozwala na wzięcie pod uwagę mocniejszej wersji i tego się będziemy trzymać. Trzeba przy tym zaznaczyć, że 135 tys. 190 zł to zdecydowanie cena "od" auta z silnikiem 150 KM, ale w dość skromnej wersji "Life". Bogatsza odmiana T-Roca "Stye" kosztuje prawie 150 tys. zł (tzn. też "od"), a jeszcze mamy wersję R-Line za 155 tys. zł w tzw. promocji. Od podanych cen można zapewne dostać jeszcze rabat, ale pamiętajmy, że Volkswagen ma do każdej wersji różne pakiety wyposażenia I elementy, które warto dokupić – tak więc samochód wcale nie jest zbyt tani jak na nasz budżet – niski jest tylko próg wejścia.
A jakie są jego zalety? Auto jest nowoczesne, ma bardzo przyjemne wnętrze, ekranowy, ale dość rozsądnie zaprojektowany interfejs użytkownika i naprawdę niezły napęd. Wprawdzie Volkswagen nie ma na razie w ofercie pełnej hybrydy, ale silnik 1.5 eTSI jest zaskakująco udaną konstrukcją, która zapewnia nawet w większych samochodach wystarczającą dynamikę przy naprawdę umiarkowanym zużyciu paliwa. Jak dla mnie silnik 1.5 eTSI – w kategorii miękkich hybryd – jest najbardziej albo przynajmniej jedną z najbardziej udanych konstrukcji obecnych aktualnie na rynku. To chyba jedyna mikrohybryda, która zużyciem paliwa niemal dorównuje pełnym hybrydom. Przekonajcie mnie, że jest inaczej!
- Toyota C-HR Hybrid — od 138 tys. 800 zł
Toyota C-HRToyota
Auto w cenniku zaczyna się od 138 tys. 800 zł, ale w przypadku Toyoty nigdy do końca nie wiesz, ile kosztuje samochód, który ci się podoba, dopóki nie zapytasz handlowca w salonie. Rabaty są wysokie (i dość równe u różnych dilerów) — taka polityka marki.
Jednocześnie cenniki Toyoty są dość proste i właściwie temat cen C-HR-a można zakończyć na tym, że najdroższa "normalna" wersja modelu C-HR w cenniku Toyoty to efektowny z zewnątrz GR Sport, który tylko minimalnie jest droższy od ładniejszego w środku Executiva. Wersji Tokyo Edition nie będę rozważał, bo niepotrzebnie naciąga budżet.
Niewątpliwą zaletą C-HR jest sprawdzony napęd hybrydowy na bazie wolnossącego silnika benzynowego 2.0 i niezawodnej przekładni eCVT. W przypadku modelu C-HR napęd ma moc systemową 180 KM i przyspiesza do setki w ok. 8 s – to bardzo rozsądne parametry, zwłaszcza że zużycie paliwa przez ten samochód jest niskie.
Do rozważenia — a nawet zdecydowanie do rozważenia — jest wybór samochodu z napędem AWD, czyli na cztery koła. Ja już tak mam, że mając alternatywę: napęd na przód czy napęd AWD (na cztery), wybieram AWD. Kosztem niedużego wzrostu spalania dostaję samochód, który w bardziej komfortowy sposób przyspiesza, ma z reguły nieco lepsze osiągi, a gdy zimą spadnie śnieg, zdecydowanie lepiej rusza i pewniej skręca.
Który z tych dwóch modeli wybrałbym: Toyotę czy Volkswagena? Na pewno dużo zależy od oferty, jaką otrzymałbym od dilerów, w tym przypadku muszę powiedzieć, że remis – z minimalnym, bardzo malutkim wskazaniem na Toyotę. Dobra gwarancja, powolna utrata wartości, ale też fajny napęd robią robotę. Na plus Volkswagena zaliczyłbym lepiej wyciszone wnętrze i lepsze wykończenie w środku. Więc gdybym zakładał, że jeżdżę głównie po mieście, to bez dwóch zdań Toyota. Ale gdybym miał tym samochodem więcej "latać" w trasę, to ze względu na wyciszenie wnętrza wzrosłyby szanse Volkswagena. Ale, jak mówię: w tym przypadku oddałbym inicjatywę dilerom: kto zaproponuje większy opust.
Jakiego kompaktowego SUV-a brałbym pod uwagę?
Kompaktowe SUV-y to najczęściej wybierane nowe samochody i w tym segmencie oferta jest też najbogatsza. Zapewne nie przez przypadek polscy kierowcy wydają na nowe samochody tyle, ile wydają: bo nadspodziewanie często decydują się na nie, a kwota pomiędzy 150 tys. zł a 180 tys. zł pozwala na swobodny wybór jednego z modeli. A oto przykładowe auta, które mieszczą się w naszym zasięgu:
- Volkswagen Tiguan 1.5 eTSI 150 KM — od 155 tys. 190 zł
Volkswagen Tiguan R-LineMaciej Brzeziński / Auto Świat
Volkswagena Tiguana możemy rozważać całkiem na poważnie, ponieważ Volkswagen bardzo mocno redukuje ostatnio swoje oczekiwania finansowe. Dla niektórych może być zaskoczeniem, że Tiguan zaczyna się w cenniku (owszem, promocyjnym, ale raczej nie musicie się bardzo spieszyć) od kwoty 146 tys. 390 zł za wersję silnikową 1.5 eTSI 131 KM. Sugeruję jednak brać pod uwagę wersję 150-konną, którą po obniżce o 20 tys. zł można mieć już za 155 tys. zł. Oczywiście, na tym się raczej nie skończy, bo kto zacznie interesować się Tiguanem, zdecyduje się zapewne na nieco bogatszą wersję albo dodatkowe wyposażenie. I nawet, jeśli diler da dodatkowy rabat – a tak niemal na pewno będzie – wyjdzie nieco drożej; przykładowo taka ładnie wykończona z zewnątrz wersja R-Line stoi w cenniku za 186 tys. zł –minus rabat, plus kolor.
A jakie są zalety tego modelu? Bardzo przyjemne wykończenie wnętrza (będziemy musieli wybaczyć twarde górne części boczków drzwi z tyłu), rozsądnie zaprojektowany interfejs użytkownika i bardzo dobry napęd. 150-konny silnik 1.5 eTSI jest tylko mikrohybrydą, ale zapewnia akceptowalną dynamikę, miłą kulturę pracy i bardzo rozsądne zużycie paliwa.
- Kia Sportage 1.6 T-GDI — od 129 tys. 900 zł
Kia Sportage Black EditionKia Motors
Kia Sportage nie bez powodu należy do najpopularniejszych w Polsce kompaktowych SUV-ów. Dobra cena, bardzo uniwersalny rozmiar auta, różne wersje napędu oparte na tym samym silniku spalinowym 1.6 T-GDI. W grze są: napęd bezhybrydowy, pełna hybryda i hybryda plug-in, każda może współpracować z napędem na przód i AWD, co jest rzadkością w ofercie innych marek.
Nasz budżet pozwala trochę pogrymasić, a zatem odrzucam wersję z napędem na przód i wcale nie dlatego, że planuję jechać w teren. Napęd AWD gwarantuje płynniejsze, bardziej komfortowe przyspieszanie, zimą zapewnia większe bezpieczeństwo, a poza tym – jeśli już kupujesz SUV-a i cię stać – bierz napęd na cztery.
Odrzucam wersję spalinową "bezhybrydową" ze względu na zużycie paliwa. Czasy mamy, jeśli chodzi o ceny paliw, niepewne, a zdecydowanie przyjemniej jeździ się samochodem, jeśli na tę jazdę nas stać i cena paliwa nie jest codziennym zmartwieniem.
W przypadku Sportage'a celowałbym w zwykłą hybrydę – nie jestem zwolennikiem hybryd plug-in o skromnym zasięgu: są cięższe, bardziej skomplikowane i droższe niż zwykłe hybrydy (tak jest w tym przypadku) i szczerze wątpię, czy ten wyższy wydatek szybko się zwróci. Nasz budżet bez problemu powinien wystarczyć na wersję "L" AWD, która w cenniku kosztuje 181 tys. zł, ale w praktyce sporo mniej.
Jak widać, od wyjściowej ceny tego modelu (129 tys. 900 zł za bazową benzynę) trochę odjechaliśmy, ale po prostu mamy większy budżet.
- Hyundai Tucson HEV — od 131 tys. zł
Hyundai TucsonHyundai
Model równie popularny jak Kia Sportage, zresztą bazujący na dokładnie tej samej technice. Cennik Hyundaia może się wydać dość przerażający, więc od razu na stronie importera wchodzę w zakładkę "dostępne od ręki".
Najtańszy hybrydowy Tucson znajdujący się w ofercie "od ręki" kosztuje 131 tys. zł i jest to egzemplarz z 2025 r. Fajna cena, ale słabe wyposażenie, no i mamy przecież nieco wyższy budżet. Okazuje się, że samochodów dostępnych od ręki są dziesiątki, do wyboru jest większość wersji w bardzo różnych cenach, większość z napędem na przód, ale są też wersje AWD. Bardzo przyzwoicie wyposażony 239-konny hybrydowy Tucson z napędem AWD kosztuje – już po rabacie 22 tys. zł – 168 tys. 800 zł, już z dopłatą za kolor. A może bardziej wypasiony Tucson FWD w wersji Executive? Według cennika wychodzi prawie 200 tys. zł (nie stać nas), ale do zapłaty (po rabacie 30 tys. zł!) jest to nie więcej niż 169 tys. 300 zł – czyli stać nas.
- Renault Austral full hybrid E-Tech 200, wersja Techno — od 164 tys. 800 zł
Renault Austral full hybrid E-Tech 200 esprit AlpineŹródło: Auto Świat / Krzysztof Słomski
Renault Austral nie mieści się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych samochodów w Polsce, ale bez wątpienia ma zalety. Świetnie wykończone wnętrze, być może najlepiej w swojej klasie, ergonomia na najwyższym poziomie, fajne prowadzenie. Cena od 153 tys. 800 zł za wersję bazową, przez 164 tys. 800 zł za średnią odmianę "Techno", do 176 tys. 800 zł za "esprit Alpine" – minus rabat, ale – ma się rozumieć – plus dodatki.
Do zalet modelu trzeba dopisać ekstremalną efektywność paliwową i niezłą dynamikę, natomiast "baza silnikowa" tej hybrydy – 3-cylindrowy silnik 1.2 – na pewno zaletą nie jest. Ale trzeba też powiedzieć, że ten napęd wkładany jest do większych i droższych modeli (np. Rafale) i świetnie daje sobie w nich radę (choć nie zawsze ładnie brzmi).
Który z tych czterech modeli wybrałbym? U mnie wygrywa Renault Austral ze względu na wykończenie wnętrza na wyjątkowo dobrym poziomie, bardzo bliskim klasie premium; nie bez znaczenia jest świetny interfejs użytkownika oparty na usługach Google'a, auto dobrze jeździ i – biorąc pod uwagę dostępne rabaty na wersję e-Tech – założony budżet pozwoli na skonfigurowanie auta "na bogato".
Ale rozumiem inne wybory – każdy z czterech wymienionych modeli ma wiele zalet.
Jakiego SUV-a klasy średniej bym wybrał do 184 tys. zł?
Wbrew pozorom na rynku jest kilka bardzo ciekawych modeli SUV-ów segmentu D, które z większym lub mniejszym luzem zmieszczą się w założonym budżecie, który "kręci się" wokół średniej ceny nowego samochodu w Polsce. Ale – i to jest zła wiadomość – w niektórych przypadkach – zmieszczą się "na styk". A oto moje wstępne typy:
- Skoda Kodiaq 1.5 eTSI — od 174 tys. 750 zł
Skoda Kodiaq 2.0 TDI 4x4 SportLineŹródło: Auto Świat / Krzysztof Grabek
Po ostatnich obniżkach cen w Skodzie (istotnych, ale nie tak bogatych jak w VW), za 180 tys. zł można pokusić się o kupno modelu Kodiaq 1.5 eTSI, i to niekoniecznie w podstawowej wersji. Może nawet starczy na środkową wersję Drive. Niemniej będzie skąpo, bo – nawet biorąc pod uwagę rabat dilerski – auto będzie miało różne istotne braki. Co ciekawe jednak, wersja Drive będzie mieć reflektory LED Matrix bez dopłaty.
Największy problem to jednak silnik: 1.5 eTSI to bardzo dobra konstrukcja, ale 150 KM w masywnym Kodiaqu to jednak trochę mało. O napędzie 4x4 w tej cenie też trzeba zapomnieć – ten dostępny jest w większym benzyniaku – 204-konnym 2.0 TSI, albo w dieslu. Ogólnie rzecz biorąc, warto zapytać, co diler może zaproponować w naszym budżecie, ale nie należy oczekiwać cudów, bo Skoda już dawno nie jest samochodem budżetowym, a przeciętny Kodiaq kosztuje więcej niż przeciętny samochód kupowany w Polsce.
- Toyota RAV4 w wersji Comfort — od 181 tys. 600 zł
Nowa Toyota RAV4 2026 r.Źródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Cena "specjalna" nowej Toyoty RAV4, którą należy rozumieć jako rodzaj wiecznej promocji, zaczyna się od 181 tys. 600 zł – a więc mieścimy się w budżecie. Zła wiadomość jest taka, że cena przyjemniejszej wersji Style zbliża się do 200 tys. zł, w każdym przypadku dopłata do napędu AWD to ok. 9000 zł. Osobiście, gdyby diler zaproponował rabat, a w Toyocie nie należy tego wykluczyć, przeznaczyłbym go na napęd AWD, choć z drugiej strony... wnętrze też jest ważne. Najlepiej dopłacić, jeśli budżet pozwala, ale przyjmijmy, że nam nie pozwala.
Zalety modelu to ulepszone – w stosunku do starej "ravki" – multimedia, bardzo przyjemnie skonfigurowane podwozie, oszczędny i wystarczająco dynamiczny napęd hybrydowy, łatwa obsługa, fajny dizajn. No i utrata wartości – używane Toyoty RAV4 naprawdę trzymają cenę, a to oznacza, że nowy samochód kosztuje nas realnie mniej niż wielu tańszych konkurentów.
Wadą nowej "ravki" są miejscami twarde plastiki w kokpicie – to taki amerykański, "zmywalny" styl, który nie każdemu musi odpowiadać.
- Nowa Mazda CX-5 — od 139 tys. 900 zł
Nowa Mazda CX-5 2026Źródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
W przypadku osoby kupującej SUV-a klasy średniej nowa Mazda CX-5 powinna przynajmniej pojawić się w rozważaniach. Ten naprawdę duży i przestronny SUV zaczyna się w cenniku od kwoty 139 tys. 900 zł. Jak to możliwe? Po pierwsze, najtańsza wersja jest skonfigurowana tak, żebyś wolał dopłacić do droższej, przynajmniej do drugiej w kolejności wycenionej na 156 tys. 500 zł (w wersji z napędem na przód) lub 164 tys. 900 zł (z napędem AWD). Jeszcze musisz dopłacić za lakier nawet 4500 zł i – uwaga – Mazda co do zasady nie daje rabatów, w każdym razie nie na nowe CX-5.
Po drugie, Mazda CX-5 ma tylko jeden silnik – benzyniak o poj. 2,5 l (to świetnie), ale bez pełnej hybrydy (to tylko układ mikrohybrydowy – to gorzej). Silnik o mocy 141 KM szału nie robi, sporo pali, ale pewnie jest trudny do zajechania.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zaleta modelu z jedną opcją silnikową jest taka, że nie ma dylematów w rodzaju "ten droższy jest lepszy, ale mnie nie stać".
Do zalet bezwzględnych Mazdy CX-5 trzeba zaliczyć przyjemne i przestronne wnętrze, bardzo dobrą gwarancję, dobre trzymanie wartości. Idealne auto dla starszego kierowcy, który nie potrzebuje wyśrubowanych osiągów?
Który z tych trzech modeli wybrałbym? Serce mówi: zastaw się i postaw się, kup Toyotę RAV4 w wyższej wersji i z napędem na cztery; rozsądek podpowiada, że skoro już musi być "japończyk" z silnikiem 2.5, to niech to będzie Mazda – trochę wolniej jeździ i więcej pali, ale przynajmniej cię na wstępie nie zrujnuje i weźmiesz sobie taką wersję, jaka ci się najbardziej podoba, a nie tę, na którą cię stać. Przy napiętym budżecie biorę więc Mazdę, choć nie wiem, czy w realu chciałbym mieć taki dylemat – bo jednak zużycie paliwa ma znaczenie.
Jaką limuzynę klasy średniej wybrałbym za średnią cenę nowego auta w Polsce?
Okazuje się, że nasz budżet powinien wystarczyć też na dużą limuzynę. Żadne auto w tym segmencie nie jest hitem polskiego rynku, król jest tylko jeden i nazywa się SUV. Ale jeśli bym miał brać pod uwagę taki samochód, to byłby to jeden z tych:
- Toyota Camry 2.5 Hybrid 230 KM e-CVT — od 177 tys. 900 zł
Toyota CamryToyota Motor Co.
Toyota Camry jest wyposażona w napęd hybrydowy na bazie wolnossącego silnika benzynowego 2.5 – tak jak RAV4. Ma przestronne wnętrze, rozsądną cenę i charakteryzuje się niskim zużyciem paliwa (zwłaszcza w ruchu miejskim). Nie jest to może sedan segmentu premium, ale cena przecież też nie jest premium. Świetny stosunek wartości do ceny, bez dwóch zdań. Ale tylko jeden napęd, co dla niektórych odbiorców może być ograniczeniem.
- Skoda Superb — od 163 tys. 100 zł
Nowa Skoda Superb CombiSkoda
Skoda Superb ma nadwozie liftback — w odróżnieniu od sedana — a to oznacza, że tylna klapa otwiera się razem z szybą. Praktyczne! Ten duży samochód występuje także w wersji kombi. Bazowym silnikiem jest 1.5 eTSI (150 KM), ale jest też 204-konny 2.0 TSI, 265-konny silnik 2.0 TSI współpracujący z napędem na cztery koła, są dwa diesle, w tym 193-konna wersja 4x4. Są hybrydy plug-in, ale drogie.
Teoretycznie każda wersja silnikowa w połączeniu z podstawową wersją wyposażeniową i najtańszym kolorem zmieści się w naszym budżecie, ale wersji wyposażeniowych i opcji dodatkowych do wyboru jest dużo – w praktyce mocniejsze odmiany 4x4 mogą być poza naszym zasięgiem – i bez sensu, gdy musimy trzymać się budżetu, a jeszcze myśleć o późniejszym zużyciu paliwa.
Superb ma wiele twarzy, potrafi być świetnie wykończoną, "prezesowską" limuzyną, ale też skromniejszym, choć zawsze przestronnym samochodem rodzinnym (zwłaszcza kombi).
Co bym wybrał z tych dwóch: Toyota to wybór rozsądny pod tym względem, że nawet po 10 latach intensywnej eksploatacji po nasze używane Camry ustawi się kolejka chętnych i samochód spędzi kolejne 10 lat, jeżdżąc na taksówce – z tych bardziej "ekskluzywnych".
Ale Skoda Superb potrafi być ładniejsza w środku, lepiej jeździ i jest lepiej konfigurowalna. No i występuje jako kombi. Biorę benzynowego Superba kombi z napędem na przód.
Reasumując...
W średniej cenie "polskiego nowego samochodu" wybór jest potężny, praktycznych samochodów rodzinnych czy eleganckich miejskich autek do wyboru jest wiele. Co jednak zaskakujące, po licznych obniżkach u różnych producentów (które, na marginesie, zawdzięczamy inwazji chińskich samochodów w wersji "cena czyni cuda"), progi wejścia bardzo się obniżyły, co oznacza, że za naprawdę sensowne pieniądze można mieć bardzo dobry samochód. Tyle, że przy "bardzo sensownej" cenie, trzeba czasem nieco ograniczyć swoje oczekiwania w odniesieniu do wyposażenia. Z każdej "paczki" starałem się wybrać swojego faworyta, ale ten ostateczny wybór jest w dużej mierze subiektywny – dosłownie każdy z przedstawionych modeli ma swoje zalety i duży sens, i nie należy go odrzucać.