• Bez prawa jazdy można jeździć tylko rowerem lub rowerem elektrycznym, tylko niektórzy mogą wsiąść na motorower
  • Prawo jazdy kat. „B” pozwala kierować motocyklem o poj. silnika do 125 ccm – pod warunkiem odpowiedniego stażu jako kierowcy
  • Mając prawo jazdy kat. „B”, można też kierować motocyklem trójkołowym – bez ograniczenia mocy

Obecne ograniczenia dotyczące komunikacji publicznej z biznesowego punktu widzenia są absurdalne: w pojeździe może być tylko tylu pasażerów, ile wynosi połowa miejsc siedzących. Pociąg metra, który wcześniej zabierał 1500 pasażerów, teraz mieści... 116 osób – został bowiem zaprojektowany w taki sposób, aby większość pasażerów stała. To samo dotyczy nowoczesnych tramwajów i autobusów miejskich – zamiast 200 osób może jechać np. 18. Nawet, jeśli obecne limity pomnożymy przez dwa albo trzy, nie ma takiej możliwości, abyśmy do pracy dojechali, korzystając z komunikacji publicznej: zawsze będzie ryzyko, że kierowca zatrzyma się na przystanku, ale z grupy 30 osób wpuści na pokład tylko dwie. Można więc śmiało zakładać, że częściej niż w przeszłości będziemy korzystać z prywatnych aut, ale z powodu korków także z rowerów i motocykli. Na szczęście wcale nie trzeba mieć prawa jazdy kat. „B”, by jeździć szybkim jednośladem.

Rower: dla dorosłych bez uprawnień

To dość wygodny środek transportu na trasach do kilkunastu km, o ile pominiemy fakt, iż drogi rowerowe w dzielnicach dużych miast już w ubiegłym roku były nieco zatłoczone, a zatem nie do końca bezpieczne. W Polsce dziecko do lat 10 może jeździć rowerem bez uprawnień (teoretycznie tylko pod opieką rodziców) i jest wtedy traktowane jak osoba piesza – może jeździć po chodnikach, ale po drogach dla rowerów tylko w wyjątkowych sytuacjach. Pomiędzy 10. a 18. rokiem życia, aby jeździć rowerem, trzeba mieć albo kartę rowerową (wydaje ją dzieciom kończącym 10 lat dyrektor szkoły) albo jakiekolwiek prawo jazdy – np. kat AM (od 14 lat). Po ukończeniu 18 roku życia do kierowania rowerem nie trzeba żadnych uprawnień.

Jako że naprawdę rower jest dla wielu osób praktycznym, a jednocześnie zdrowym i ekonomicznym rozwiązaniem, chętni na nowe rowery, pomimo widma kryzysu, są. Ale uwaga – oferta sklepów rowerowych w tym sezonie jest uboższa i mniej aktualna niż w latach ubiegłych, a w dodatku zanikająca! Jak mówią przedstawiciele branży, marzec i kwiecień w tym roku był martwy, w magazynach zostało sporo sprzętu z minionego roku. Ale jednocześnie są problemy z dostawami nowych kolekcji, a produkcja krajowa ma problemy z powodu opóźnionych dostaw komponentów z Chin. Tak więc na razie, ten kto chce, znajdzie dla siebie rower. Ale wkrótce może się to zmienić.

Sam sprawdzałem, kupując kilka dni temu rower dla dziecka: w dużym sklepie rowerowym w stolicy miałem do wyboru dwa – nie modele – dwa egzemplarze! Po mojej wizycie w sklepie rower odpowiedni do tej jednej kategorii wiekowej został jeden...

Rower elektryczny

Foto: Onet
Audi e-bike

Można nim jeździć na tych samych warunkach, które dotyczą rowerów klasycznych – po ukończeniu 18 lat bez uprawnień i tak samo jak zwykłymi rowerami – czyli m.in. po drogach dla rowerów. Ale uwaga: homologowany rower elektryczny to taki, w którym wspomagający napęd elektryczny uruchamia się automatycznie w wyniku naciskania na pedały i stopniowo zanika wraz z prędkością – przestaje wspomagać rowerzystę po przekroczeniu prędkości 25 km/h. Jeśli zatem widzimy kogoś na rowerze z elektrycznym wspomaganiem, który bez dużego wysiłku jedzie 35-40 km/h, to znaczy, że rower jest stuningowany czy – jak kto woli – odblokowany. Na takim rowerze nie wolno jeździć po ulicach i nie wolno jeździć po tzw. ścieżkach rowerowych. Ale uwierzcie: 25 km/h do sprawnego przemieszczania się wystarczy, a w razie przypływu energii można legalnie przyspieszyć siłą własnych mięśni.

Prawo o ruchu drogowym nie pozostawia wątpliwości:

Rowery elektryczne: jaka jest oferta i ile to kosztuje?

Praktycznie każdy typ roweru występuje ze wspomaganiem elektrycznym – miejskie, turystyczne, składane, MTB – w tym takie, które spełniają wymaganie przepisów i takie, które (formalnie) nadają się tylko do jeżdżenia poza drogami publicznymi, bo np. wyposażone są w manetkę przyspieszenia. Za dobry homologowany rower trekkingowy ze wspomaganiem elektrycznym i z dużym zasięgiem trzeba zapłacić ok. 7-8 tys. zł. Co ciekawe, rowerów elektrycznych jest obecne w sklepach na tyle dużo, że ryzyko, iż ich zabraknie, wydaje się znikome. W niektórych sklepach rowerowych „elektryków” jest na wystawie więcej niż rowerów klasycznych.

Hulajnogi, monocykle, deskorolki elektryczne i podobne pojazdy

Foto: seat / Auto Świat
Hulajnoga Seat eXS – hulajnoga, która z łatwością mieści się w bagażniku samochodu. Dobry środek transportu na tzw. ostatni kilometr

Tego typu pojazdy wymykają się przepisom – z punktu widzenia ich użytkowników to i zaleta, i wada. Formalnie nie ma definicji Urządzenia Transportu Osobistego - UTO (choć rząd pracuje nad nią od lat, a ostateczna faza prac trwa od wielu miesięcy), a zatem nie ma wymagań odnośnie wyposażenia, nie jest powiedziane, gdzie można tym jeździć. Najłatwiej przetestować tego rodzaju sprzęt, korzystając z wypożyczalni hulajnóg na minuty – niektóre spełniają najczęściej stosowane w krajach Europy kryteria (m.in. ograniczenie prędkości do 25 km/h), inne są nieco szybsze;

  • Hulajnogi elektryczne – z łatwością mieszczą się do bagażnika samochodu – to zaleta. Tańsze modele mają mizerny zasięg (kilkanaście km) i wolno się ładują. Małe kółka nie gwarantują stabilności i komfortu – są to typowe pojazdy „ostatniego kilometra” na dłuższych dystansach się nie sprawdzają.
  • Monocykle – jednokołowce elektryczne – pojazdy dla osób odważnych i raczej sprawnych, niektóre są bardzo szybkie. Ograniczona manewrowość, duże zagrożenie wypadkiem.
  • Duże hulajnogi-skutery – pojazdy rozwijające prędkość rzędu 40-50 km/h, używane czasem także na chodnikach i ścieżkach rowerowych – bezprawnie!
  • Deskorolki elektryczne – sterowane często pilotem , bardziej zabawka niż praktyczny środek transportu m.in. z powodu małych kółek źle znoszących nierówności nawierzchni.

Hulajnogi elektryczne stopniowo zyskują popularność, także te prywatne. W ciągu ostatnich tygodni bardziej popularne modele wyraźnie drożeją – zerwanie łańcuchowe dostaw ogranicza podaż. Ale uwaga: tego typu pojazdy są dość niebezpieczne, łatwo o wypadek, a jeśli komuś stani się krzywda, można odpowiadać karnie.

Motorowery – sens coraz mniejszy

Foto: Auto Świat
Uwaga! Motorower nie może poruszać się pasem dla rowerów!

Motorowery były niegdyś bardzo popularne ze względu na możliwość używania ich, po osiągnięciu pełnoletności, bez prawa jazdy. Uwaga – to się zmieniło! Obecnie tylko ten, kto ukończył 18 lat przed 19 stycznia 2013 roku, wciąż może legalnie jeździć motorowerem bez żadnego prawa jazdy. Pozostałe osoby muszą mieć przynajmniej prawo jazdy kat. AM (egzamin można zdawać od 14. roku życia za zgodą rodziców), może być też dowolne „wyższe” prawo jazdy – kat. „A1” lub „B”.

Obecnie – przynajmniej z punktu widzenia starszych osób posiadających prawo jazdy kat. B – motorower ma umiarkowany sens. Z racji mizernych osiągów i niskiej masy jest w brutalnym ruchu miejskim dość nieporadny i niebezpieczny, a tymczasem prawo jazdy kat „B” uprawnia niektórych do korzystania z motocykli o poj. 125 ccm. – a te już są szybkie, sprawne i – wbrew pozorom – bezpieczniejsze niż motorowery. Uwaga – motorowerem nie wolno jeździć po drogach dla rowerów!

Motocykl do 125 ccm i 11 kW – wystarczy prawko „samochodowe”

Wśród motocykli, które spełniają te wymagania, są zarówno skutery, jak i normalne motocykle z mechaniczną zmianą biegów. Jako miejski środek transportu wygodne są zwłaszcza skutery – stosunkowo „czyste”, z automatyczną przekładni i dobrym przyspieszeniem, które sprawia, że taki mały motocykl jest pojazdem równorzędnym wobec innych użytkowników dróg – zupełnie inaczej niż motorower.

Foto: Paweł Pilarczyk / Materiały własne
Niejeden skuter z silnikiem o poj. 125 wygląda bardzo podobnie do większych wersji z silnikami o poj. 400 ccm

Skuter (każdy – i motorower, i rower) jest tak łatwy w obsłudze jak rower. Znakomita większość motocykli o poj. silnika 125 ccm spełnia ustawowe wymagania pozwalające na korzystanie z nich właścicielom prawa jazdy kat. „B” – producenci już o to zadbali.

Jakim motocyklem pojedziesz na kat. „B”, a jakim ci nie wolno? Wprawdzie w pierwszych miesiącach tego roku sprzedaż motocykli gwałtownie spadła, ale właśnie te podaż tych najmniejszych najszybciej maleje.

Foto: Auto Świat
Wygląd może mylić: to motocykl, ale z silnikiem o poj. tylko 125 ccm

Motocykle trójkołowe – na „B” bez ograniczenia mocy!

Nie ma pomyłki – motocykl trójkołowy o dowolnej mocy, z doskonałym przyspieszeniem i o wysokiej masie, może być prowadzony przez każdego, kto ma prawo jazdy kat. „B”, a jedyny warunek to posiadanie tego prawa jazdy co najmniej 3 lata. Taki motocykl jest wygodny, ale trzeba się do niego przyzwyczaić, gdyż prowadzenie go jest zupełnie inne niż w przypadku „zwykłych” jednośladów. Niestety sam fakt, iż motocykl ma 3 koła, to za mało, by podlegał pod prawo jazdy kat. „B”: musi on jeszcze być zarejestrowany jako motocykl trójkołowy. Przykładowo Yamaha Niken z silnikiem o mocy 115 KM (naprawdę za dużo dla początkującego motocyklisty!) zahomologowana jest jako zwykły motocykl. Ale to wyjątek.

Foto: Producent
Motocykl trójkołowy – fajne osiągi, wystarczy kategoria prawa jazdy B!

Motocykle i motorowery: o ile spadła sprzedaż?

Z racji zamknięcia ludzi w domach początek roku jest trudny dla branży motocyklowej – w okresie od stycznia do końca kwietnia sprzedano tylko 4751 motocykli wobec 6 647 w ubiegłym roku. Jeszcze bardziej spadła sprzedaż motorowerów – aż o 44 proc. – z 5603 do 3130 egzemplarzy. Co nie znaczy jednak, że można liczyć na na wysyp ofert wyprzedażowych – wiele motocykli i motorowerów (to samo zresztą dotyczy rowerów) nie zostało wyprodukowanych, a rośnie liczba osób zastanawiających się, jak dojadą do pracy. Drastycznie spadł też import używanych jednośladów. Jeśli więc ktoś myśli o kupnie nowego roweru czy motocykla, to jest to być może dobry moment, potem będzie tylko gorzej.