Od czasu odwołania „afrykańskiego” Dakaru i przeniesienia go do Ameryki Płd. ASO (organizator rajdu) stara się zaproponować Europejczykom coś w zamian. Opcja rumuńsko-węgierska nie wypaliła, za to Silk Way Rally zdaje się nabierać rumieńców. W tym roku zorganizowano trzecią edycję, na starcie której pojawiło się 95 terenówek i 35 ciężarówek. Niestety, zabrakło Race Touaregów i Racing Lancerów, ale i tak roiło się od znanych nazwisk: do grona faworytów należał zespół X-Raid z dwoma BMW X3 CC i Mini All4.

Nas cieszyło, że w jednym z tych aut zasiadał Krzysztof Hołowczyc, w pozostałych – Stephane Peterhansel i Alexander Mironienko. Ostrą rywalizację zapowiadały takie nazwiska jak: Gadasin, Novytskyi, Kahle. Po raz kolejny do walki stawali też Aleksander Sachanbiński z Arkadiuszem Rabiegą (Toyota Terratrek grupy T2). Listę polskich nazwisk uzupełniali Piotr Baupre z Jackiem Lisickim.

W wadze ciężkiej wydawało się, że dominacja Kamazów jest absolutna. Ale Ales Loprais przywiózł świeżo zbudowaną Tatrę, byli też kierowcy z zachodu Europy. My z zaciekawieniem oglądaliśmy poczynania Józefa Cabały, znanego w Polsce z występów czerwoną Scanią. Tym razem wsiadł do czeskiego Liaza. Na zawodników czekała nie byle jaka trasa: z Moskwy do Soczi zaplanowano łącznie 4 tys. km, z czego 2,5 tys. miały stanowić odcinki specjalne. Przewidziano bardzo różnorodną nawierzchnię – od wysokiej trawy do pustynnych piasków.

Już pierwszy oes przyniósł nieoczekiwane rozwiązanie: kłopoty z instalacją elektryczną właściwie przekreśliły szansę Peterhansela na kolejny sukces. Wykorzystał to rajdowy mistrz Rosji Aleksandre Zheludov, ale drugi był Krzysztof Hołowczyc! Kolejny dzień należał do Peterhansela, ale my cieszyliśmy się z tego, że po raz drugi Hołowczyc osiągnął drugi czas i wyszedł na prowadzenie z bezpieczną przewagą, której nie oddał aż do mety! Mimo rozważnej jazdy Polak zapisał na swoje konto dwa zwycięstwa oesowe. Jadący Bowlerem Piotr Baupre miał więcej kłopotów i rajd ukończył na 28. pozycji.

Wyżej (na 16. miejscu) sklasyfikowano jadącą słabszym autem T2, występującą w redakcyjnych barwach załogę Sachanbiński/Rabiega. O problemach opowiada nam kierowca: „Najgorszym momentem był niefortunny zator na trasie 1. etapu. Próbując go ominąć, ugrzęźliśmy w „baziach”, a jak wiadomo rosną one w podmokłym terenie. Natomiast we znaki dała się nam najbardziej nie sama trasa, a… dojazdówka do Soczi. Pokonanie 360 km zajęło 7 godzin. Poruszaliśmy się przez niewielkie miejscowości wypoczynkowe, a że są wakacje, to były ruch i korek.”

Absolutnym zaskoczeniem okazały się wyniki klasyfikacji ciężarówek. Kiedy po odwołaniu ostatniego krótkiego odcinka (wysoki poziom wód) wydawało się, że Kabirov może już otwierać szampana (liderował przez niemal cały rajd), dostał godzinną karę za… przekroczenie prędkości w strefie biwaku!