Do redakcyjnego testu trafiła najciekawsza wersja nowego Lexusa GS: model z napędem hybrydowym, z najmocniejszym silnikiem, a do tego w wersji F Sport. Lexus wzorował się w tym przypadku na konkurencji: Mercedes ma wersje AMG, BMW – M, a Audi – serie S i RS.

F Sport japońskiego producenta tym się różni od rywali, że nie oferuje mocniejszych silników, lecz pakiet sportowy, pozwalający na bardziej dynamiczną jazdę, jednak bez rezygnacji z komfortu przynależnego luksusowej limuzynie.

Z zewnątrz Lexusa GS w sportowym wydaniu najłatwiej poznać po 19-calowych ciemnych felgach (opony z przodu mają 235 mm szerokości, a na osi tylnej 265 mm) oraz po spoilerze na pokrywie bagażnika. Wewnątrz – po napisie na kierownicy, aluminiowych wstawkach w kokpicie i nakładkach na pedałach. No i rzecz najważniejsza: także po tym, że można wybrać czwarty rodzaj trybu jazdy – Sport+.

To głównie za tę możliwość trzeba sporo dopłacić w porównaniu z niższymi wersjami. Kiedy pokrętłem umieszczonym obok lewarka biegów wybierzemy tryb Sport+, zmieni się charakterystyka wielu podzespołów. Zawieszenie staje się twardsze, silnik – bardziej dynamiczny, zmiana biegów następuje przy wyższych obrotach, kierownica „utwardza się”, a układ stabilizacji toru jazdy działa z pewnym opóźnieniem. Kierowca, jeśli tylko nie brakuje mu umiejętności, może poszaleć.

Sprawdziliśmy to – auto staje się bardzo dynamiczne, „setkę” można osiągnąć w niespełna 6 s. Przyspieszanie jest bardzo płynne, a dbają o to dwa silniki – spalinowy o mocy 292 KM oraz elektryczny o mocy 200 KM (łączna moc zestawu nie jest sumą tych wartości, ale wynosi 345 KM).Co ważne – w kabinie nawet podczas dynamicznej jazdy, kiedy silnik pracuje na wysokich obrotach, cały czas jest cicho.

A teraz druga skrajność – jazda ekologiczna, z wykorzystaniem tylko napędu elektrycznego, bez żadnych emisji szkodliwych substancji z rury wydechowej. Trzeba tylko wybrać pokrętłem tryb Eco i dość ostrożnie operować pedałem gazu. Mocniejsze wciśnięcie go i przekroczenie prędkości 64 km/h spowoduje uruchomienie silnika spalinowego.

Chyba że wybierzemy tryb EV – wtedy pojedziemy na samym prądzie, ale co najwyżej kilkaset metrów, bo potem bateria się rozładuje i komputer wymusi włączenie motoru spalinowego. Mówiąc szczerze, powolna jazda w trybie Eco luksusowym autem o takim sportowym potencjale budzi podejrzenia o masochizm kierowcy. Znacznie przyjemniej jest wykorzystywać możliwości hybrydy do dynamicznej jazdy.

Po zajęciu miejsca za kierownicą nowego GS-a zaskakuje niewielka liczba przycisków do sterowania rozbudowanymi funkcjami. Większość wybiera się manipulatorem przypominającym komputerową myszkę. Na dużym, ponad 13-calowym ekranie wyświetlane są odpowiednie ikony, wystarczy w nie trafić „łapką”.

To nowoczesne rozwiązanie, ale... Na postoju wszystko jest OK, za to gdy pędzimy autostradą z prędkością ponad 200 km/h, to wszelkie próby wybierania funkcji (np. zmiana nastawów układu klimatyzacji czy stacji radiowej) mogą być niebezpieczne. Dlatego wolimy ekrany dotykowe lub zwykłe gałki.

Za to dźwięki płynące z 17-głośnikowego zestawu Harman Kardon zadowolą z pewnością nawet najbardziej wymagających audiofilów. Nowy GS z tym systemem to prawdziwa sala koncertowa na kołach.

Lexus dość długo kazał czekać na następcę modelu GS. Gdy już się pojawił, można powiedzieć, że było warto. Auto jest luksusowe, ekologiczne, perfekcyjnie dopracowane technicznie. Zawieszenie znakomicie spisuje się na każdej nawierzchni, kierowca czuje, że jest bezpieczny, a auto ma duże rezerwy mocy.